Pomagać, to znaczy dzielić się. Nieważne, czy wiedzą, czy doświadczeniem, czy wrażliwością. Właśnie taka idea przyświecała spotkaniu przedstawicieli branży muzycznej, których na co dzień dzielą różne muzyczne ścieżki, ale łączy je wspólna pasja do muzyki i otwartość na młodych twórców.
Konkurs Mentos Fresh Beats stworzył tym samym przestrzeń do refleksji nad współczesną sceną muzyczną, autentycznością i możliwymi początkami artystycznych dróg.
Lanberry: Ja uwielbiam tego typu konkursy. Zasiadałam już w czerwonym fotelu [The Voice], ale mam też pewną historię z konkursem online, bo byłam również związana z TikTok Rising Star w 2021 i już wtedy jarałam się odkrywaniem nowych talentów. Jestem też nałogową użytkowniczką TikToka i non stop odkrywam nowych ludzi. Jest to niewyczerpana studnia utalentowanych ludzi i fajnie, że będziemy mogli trochę podpromować artystów w dobie różnych zjawisk na rynku. Jestem akurat dosyć cięta na osoby influencerskie, które nie potrafią śpiewać. Te, które potrafią – bardzo doceniam.
Kari Nicińska: Ja też uważam, że takie konkursy są potrzebne i mam już kilka doświadczeń za sobą. Jestem bardzo blisko tego świata jako dziennikarka muzyczna, przez moje ręce przechodzi pierwszy przesiew artystów, którzy być może później wylądują na antenie. Widzę, że tego jest naprawdę dużo – znakomitych, nieodkrytych twórców. Czasami nawet do mnie to nie dociera. Takie konkursy dają możliwość spojrzenia szerzej na to, co dostaję na co dzień w pracy. To moment, w którym mogę wyłapać perełki i, kto wie, może kiedyś spotkać się z nimi na radiowej antenie.
L: Fajna jest też ta różnorodność. W tym konkursie nie ma ograniczeń gatunkowych. Ludzie mogą się tutaj wykazać. Mam nadzieję, że ich poniesie.
Moo Latte: Konkursy to jest pewien etap na drodze artystycznej. To nie jest tak, że jest tylko jeden konkurs – jest ich kilka. Ten pierwszy bywa najtrudniejszy, bo trzeba się przełamać i zazwyczaj nic z tego nie wychodzi. Jest wtedy takie zderzenie z myślą „jestem najlepszy, na pewno wygram”. Później pojawia się „a może spróbuję” i potem są kolejne i kolejne. Ja brałem udział w konkursach jako producent, na przykład remixowych. Pamiętam, że wygrałem jeden, w którym zdecydowałem, że zrobię coś, czego nikt prawdopodobnie wcześniej nie zrobił, i zrobiłem remix, w którym w ogóle nie było perkusji. Udało się, bo nikt na to nie wpadł. Wtedy też powiedziałem sobie, że już nie będę brał udziału w innych konkursach, bo czas zrobić miejsce dla innych. Uważam, że to jest przede wszystkim droga, więc jeżeli to jest pierwszy konkurs, to warto spróbować.
Patryk Glinka: Wydaje się, że konkursy nie są dziś potrzebne, bo mamy szeroki dostęp do odbiorców przez social media i algorytmy robią swoje. Z drugiej strony, taki konkurs jak ten daje szansę twórcom na spotkanie ludzi, którzy mają już doświadczenie w pracy w branży. Myślę, że tym, co wyróżnia ten konkurs, jest jury – każdy z nas reprezentuje inną część rynku muzycznego i daje osobie, która wygra, inną wiedzę. Jest możliwość nagrania z Brianem, pracy z Kari przy wywiadach, rozmów o muzyce z Lanberry, czy o strategii, promocji i kolejnych krokach kariery ze mną. To idealne połączenie, które może pomóc iść dalej mądrzej, uniknąć błędów i zdobyć wskazówki. W tym konkursie dajemy taką możliwość.
- Julia Staromłyńska: Skoro mówimy o różnorodnej wiedzy, to wiadomo, że kariera artysty składa się z wielu aspektów. Który z elementów bycia w branży muzycznej uważacie za najtrudniejszy?
L: Wydaje mi się, że aspekt psychologiczny, o którym mało się mówi. Trzeba być odpornym na wszystkie bodźce, które nas codziennie atakują, i jednocześnie pozostać sobą oraz konsekwentnie dążyć do swoich celów. Skupienie na drodze i akceptacja doświadczeń są kluczowe. Jeżeli na starcie bierzemy na siebie ciężar oczekiwań, może nas to przytłoczyć. Terapeuta na podkładzie czasem naprawdę się przydaje.
K: Ważne, żeby nie stracić w sobie takiej pierwotnej chęci tworzenia. Trzeba się tym bawić i nie skupiać się wyłącznie na celu. Zbyt duże oczekiwania mogą sprawić, że się pogubimy nie tylko w koncepcji, ale i w naszym podejściu do tego, co chcemy tworzyć. Warto się zastanowić nad tym, co można zrobić, aby uchronić tę swoją pierwotną chęć robienia fajnych rzeczy.
L: Jak wiadomo, artyści są istotami bardzo wrażliwymi, czasami nawet nadwrażliwymi, więc o psychikę trzeba zadbać na każdym etapie.
- J: Rozwijając wątek tworzenia fajnych rzeczy, to co was bardziej ujmuje czy zaciekawia: to, czy coś zostało dobrze nagrane, czy pasja i emocje, jakie wypływają z nagranego kawałka? Jesteście w stanie przymrużyć oko na pewne niedoskonałości w produkcji?
K: Co tydzień mam taki dylemat. Zdarza się, że ktoś wymyśli piękną melodię, jest to świetnie zaśpiewane, jest nie głupi tekst, co jest dla mnie ważne, ale niestety słychać, że ta produkcja jest zrobiona pod kocem albo pod kołdrą w domu. Czasami w audycji o 23:00 mogę sobie pozwolić, żeby coś takiego wypuścić, ale często jednak po prostu piszę, „słuchaj jest tu niesamowity potencjał, spróbuj odezwać się do tej lub do tej osoby, poszukajcie czegoś wspólnie i wróćcie, bo szkoda by to się zmarnowało”. Z drugiej strony bywają nagrania przekombinowane w produkcji, jest za dużo efektów, zupełnie niepotrzebnych, które potrafią zabić “core” tego czym powinien być utwór muzyczny. Jest też kwestia mojej osobistej wrażliwości, bo na koniec dnia też jestem osobą i zawsze to będzie trochę bardziej subiektywny niż obiektywny odsłuch. Oczywiście są też standardy radiowe, których nie da się przeskoczyć, chociażby nie wiadomo, jak bardzo by nam zależało. Brian na przykład pracuje na “surówkach” i potrafi to zrobić w taki sposób, że umie zachować tę duszę, która była w oryginalnym nagraniu. To jest talent.
ML: Niedoskonałości mogą być atutem – szczególnie w estetyce lo-fi. Ważne, żeby było to akceptowalne i autentyczne. Czasem te niedoskonałości są właśnie tym, co wyróżnia dany utwór.
PG: Często ta „dusza” jest w pierwszym take-u. Problem w tym, że nie każdy producent potrafi ją później dobrze obudować.
K: Nie każdy artysta też chce ją zachować. Niektórzy ciągle poprawiają.
L: Znam wielu takich artystów, którzy ciągle tylko odkładają projekty. To jest pułapka. Ja kocham pierwsze take-i. Jak tak czuję, to tak robię. Lecimy! Kolejne.
- J: Poruszacie bardzo ciekawe wątki, które na pewno będą przydatne dla przyszłych artystów. Bardzo też miło słyszeć, Kari, że odzywasz się do ludzi, w których widzisz potencjał.
K: Staram się pomagać, jak mogę. Nie wszystkim też odpiszę. Z doświadczenia w tej branży trzeba wiedzieć, że brak odpowiedzi też jest jakąś odpowiedzią.
PG: Nie da się odpisać na każdy mail. Czasami te zgłoszenia są też po prostu złe. Jest mail na sześć stron, ale docelowo przecież chodzi o muzykę i wystarczą trzy zdania.
K: Ja zawsze zaczynam od muzyki, a dopiero potem wgryzam się w historię.
PG: Ten konkurs jest tak skonstruowany, że wrzucasz nagranie na TikToka i tyle. Każdy z nas ma na tyle duże doświadczenie, że w tych 15 sekundach usłyszy, czy jest w tym coś ciekawego, by ten potencjał dalej odkrywać.
- J: Nigdy też nie wiadomo, co może kogoś zaciekawić. Wszystko może wydarzyć się nagle. Macie jakieś historie o niespodziewanych wydarzeniach, które wszystko zmieniły?
L: Miałam całą masę spotkań, które wszystko zmieniły, chociażby moja znajomość z Tribbsem (czyli Mikołajem Trybulcem). Był basistą w moim pierwszym zespole. Po premierze mojego pierwszego singla Podpalimy świat, napisał do mnie, że to fajna produkcja, a ja zaprosiłam go do zespołu.
PG: Odkryłaś Tribbsa!
L: Potem Tribbs się sam odkrył jako producent i znowu złapaliśmy kontakt. Pisaliśmy piosenki dla siebie i dla innych. W końcu przyszedł moment, kiedy wspólnie napisaliśmy Dzięki, że jesteś, i to był ogromny przełom zarówno w naszej relacji, jak i dla mnie osobiście. Był to kamień milowy. Kocham nieoczywiste spotkania w tej branży. Skoro jestem bardziej komercyjna, to dlaczego nie mogę współpracować z kimś ze sceny alternatywnej? Nie chcę, żeby ktoś mnie w tym ograniczał. Pop jest tak szerokim gatunkiem, że możemy sobie wkładać w niego, co tylko chcemy. Mam nadzieję, że pop stanie się po prostu synonimem czegoś dobrego.
K: Ja mam dużo takich historii nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dziś chyba nie ma osoby, która nie zna Livki. Miałam przyjemność zaprezentować ją po raz pierwszy w swojej audycji, i to ze mną zostało. Podobnie było z Wiktorem Waligórą, z Piotrem Odoszewskim czy Kajetanem Wolasem. Pamiętam, jak wypuścił EP-kę Sad – razem z Gazetą Wyborczą wybieraliśmy ją do plebiscytu Sanki. To pokazuje, że obserwujemy młodych na scenie i im kibicujemy. Podobnie było z Zalią. Pamiętam, jak 3-4 lata temu dostałam jej pierwsze nagranie zrobione z Leonem Krześniakiem. Patrząc na to, gdzie dzisiaj jest Zalia, ale i Leon jako producent, mogę powiedzieć śmiało, że jestem dumna i patrzę na nich, kibicując im, dmuchając im w te żagle, jak tylko mogę.
L: Livka, to jest świetny przykład. Pamiętam, jak ją odkryłam właśnie na TikToku, byłam absolutnie zauroczona. To był moment, kiedy ona sobie po prostu siedziała, coś mówiła, coś przygrywała, a ja już wtedy czułam, że to jest ten rodzaj wrażliwości, ta bezpośredniość. Czułam to. To jest jej znak rozpoznawczy. Jeżeli chodzi też o to jakiej osoby będziemy szukać to właśnie, kogoś kto łapie za gardło, jeżeli chodzi o emocje. Ona właśnie to zrobiła, odkąd usłyszałam ją po raz pierwszy.
PG: Trzeba po prostu być sobą w 100%. To jest klucz. Nie trzeba szukać dalej, tylko czerpać z tego, co płynie z ciebie. Trzeba zrobić to tak, jak czujesz, a reszta się sama obroni.
L: Scrollując, często trafiam na osoby, które mają silne głosy, ale usilnie próbują kopiować styl i maniery osób już istniejących na rynku, i to jest bardzo zła droga. Nie polecam.
PG: Szukamy czegoś oryginalnego, czegoś innego. Ja szukam czegoś, co się wyróżnia. Nie musi to być najczystsze czy najpiękniejsze wykonanie, ale musi mieć emocje plus to, coś swojego, coś unikalnego. To jest klucz do naszych serc.
ML: Szczególnie, że jest to TikTok, jest to atut, że nie “ja teraz wychodzę jako artysta”, tylko “ja sobie gram w moim pokoju i możecie tu sobie zajrzeć”. “Ja to robię dla siebie” i właśnie to jest ta szczerość, której ja szukam. Najpierw ktoś musi chcieć robić coś dla samego siebie, a potem inni zaczną do tego lgnąć.
PG: Nie robię tego dla konkursu, tylko robię to dla siebie. Konkurs ma być tylko platformą, która poniesie te emocje gdzieś dalej.
- J: Rzeczywiście widać zmiany na polskiej scenie i pojawiają się coraz to nowi artyści. Co myślicie o nowych artystach, którym udaje się przebić?
PG: Osoby, które wymieniła Kari, to młoda gwardia. Przez lata dominują te same nazwiska, ale potem przychodzi moment na nowych. I to nie jest jedna osoba – to fala. Idzie Odosz, idzie Kajetan, idzie Livka, Godson. Pojawia się cała grupa. Trzeba po prostu włożyć w to ciężką pracę, mieć pokorę i grać z zespołem na żywo, absolutnie nie z pendrive-ów.
L: Z perspektywy artystki bardziej komercyjnej mam problem z niektórymi festiwalami, jak Open’er czy Orange – polscy artyści często są tam bardzo jednorodni. Ja zapraszam na swoje koncerty, mam fenomenalnych muzyków znalezionych w internecie. Na przykład moim bębniarzem jest Paweł Świderski, znaleziony na TikToku. Nie ograniczałabym się – nieoczywiste kolaboracje nieoczywistych gatunków mają dla mnie naprawdę sens, jeżeli obie strony to czują i widzą przestrzeń. To jest super.
K: Z kolei ja uważam, że żyjemy w świetnych czasach – na polskiej scenie jest miejsce dla każdego, bez względu na gatunek muzyczny, jaki się wykonuje. Dziś każdy może zagrać i znaleźć swoją publikę.
PG: Polski rynek jest szeroki, a streaming bardzo pomaga. Nie jest tak, jak w latach 70-tych, 80-tych, że słuchasz albo Republiki albo Lady Pank, tylko dziś możesz słuchać wszystkiego. Koncertów jest coraz więcej i o uwagę bywa ciężko, ale też odbiorców jest coraz więcej.
- J: Jakie wydarzenia muzyczne/festiwale zatem polecacie?
PG: Polecałabym trasę Vito Bambino, ale właśnie się skończyła. Zwłaszcza koncert z Brianem był świetny.
ML: Ja polecam showcase-owe festiwale. Tam jest ta energia odkrywania. Sety są na tyle krótkie, że nie ma FOMO i nie ma czegoś takiego, że kolejny set jest kilometry dalej, tylko jest bardziej kameralnie.
PG: Next Fest i Great September to są świetne festiwale dla fanów muzyki, którzy chcą odkrywać i poznawać. Sea You też jest super, choć bardziej lokalny. Są tam też wartościowe panele z ludźmi z branży — to dobre miejsce na start. Ten konkurs działa trochę jak taki mini showcase — daje dostęp do tego, co dzieje się na rynku.
To opinie i porady od jury konkursu Mentos Fresh Beats. Zachęcamy do udziału. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie Mentos Fresh Beats.

