Site icon All About Music

„Wyjdźmy z tych szuflad i z ograniczeń i targetowania. Miejmy otwartą głowę w stosunku do muzyki” Wywiad z Lanberry

Lanberry wróciła niedawno w bardzo intymnej odsłonie. Płyta Co Gryzie Panią L? to nowy etap w jej życiu artystycznym. W związku z jej premierą mamy dla Was wywiad, w którym Gosia opowiada o muzyce, pracy nad albumem, swoich spostrzeżeniach i tym co dla Niej ważne.

Adrianna Małolepszy: Po pierwsze i najważniejsze bardzo serdecznie gratuluję albumu. Zrobiłaś kawał dobrej roboty.

Bardzo dziękuję. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba.

AM: On jest kompletnie inny on poprzednich, zdecydowanie mocniejszy. Trochę takie walnięcie ręką w stół, a jednocześnie nie jest to coś zupełnie oderwanego od tego co było wcześniej.

Tak, bo to jednak jest ta sama osoba, aczkolwiek po wielu przejściach i transformacji i osobowościowej i trochę muzycznej ewolucji, redefinicji tego co ja chcę przekazać poprzez swoją muzykę i też przez teksty.

Ta płyta jest też efektem zmian w moim życiu prywatnym. W pewnym momencie naprawdę doszłam do takiej ściany w swoim życiu. Byłam świadoma tego, że powielam jakieś schematy, wpadam w swoje pułapki, które sama na siebie zastawiam i stwierdziłam, że mam dość. Fajnie powiedziałaś, trochę tak rąbnęłam tą ręką w stół i zadbałam o relację ze sobą, która w efekcie myślę przyniosła wiele fajnych relacji zarówno tych w życiu prywatnym jak i zawodowym.

Także, ogólnie rzecz biorąc ta płyta to takie moje zapiski z podróży z ostatnich dwóch lat, a wydarzyło się naprawdę sporo. Ja się śmieje, że to trochę tak jakby minęła dekada.

AM: Ale wiesz, to bardzo słychać. Słuchając tego albumu trudno byłoby mi wybrać jakiś jeden utwór, który jest ważniejszy od innych. Z jednej strony one są tak naladowane, że nad każdym z osobna możnaby spędzić pół godziny, a z drugiej wszystkie składają się w całość. W taki trochę obraz Ciebie.

Tak rzeczywiście to właśnie Gryzie Panią L.  Ten prowokacyjny tytuł ma jedną odpowiedź. To wszystko co zawarłam w tych jedenastu piosenkach i każda z nich to oddzielna opowieść, ale to wszystko się gdzieś łączy. Po pierwsze, w moją taką wielką tęsknotę za światem analogowym, ale w wielkim uproszczeniu. Chodzi mi o taki powrót do relacji międzyludzkich opartych na miłości, na ciepłe. Żebyśmy byli bliżej siebie, bo bardzo się oddaliliśmy przez oczywiście pandemię, ale chyba przez zmiany, które zachodzą w świecie.

AM: Moim zdaniem to nie jest kwestia tych ostatnich kilku miesięcy.

Tak. Teraz jesteśmy bombardowani codziennie takim zestawem wirtualnym, pod tytułem wszystkie osoby które obserwujemy na mediach społecznościowych, ich życie, które jest w jakiś sposób zaprojektowane i zastanawiamy się czy naprawdę to jest prawdziwe życie, czy też tylko fikcja. Wokół mamy mnóstwo fake newsów, mamy te nagłówki ckickbaitowe, które mają za zadanie przyciągnąć naszą uwagę, która i tak jest podzielona na setki innych rzeczy.

To jest taka tęsknota też za naturą, bo ja akurat jestem takim człowiekiem, z którym natura rezonuje. Ja uwielbiam być gdzieś w lesie, nad rzeką… Tam wypoczywam, tam ładuje baterie i jestem gotowa do działania.

Jest tam też obserwacja show-biznesu, w którym jestem. Taka diagnoza tego co mi się podoba, co mnie irytuje,  co mnie wkurza, jaka ja jestem… To nie jest też tak, że mi się to nie podoba. Ja po prostu wypunktowuję sobie moje osobiste obserwacje, ale z pełną świadomością też jestem w tym show-biznesie, tylko że chciałabym być tam też na swoich warunkach i nie chciałabym żeby ktoś na siłę chciał włożyć mnie do jakiejś jednej szuflady.

Mam bardzo osobisty apel do wszystkich: wyjdźmy z tych szuflad i z ograniczeń i targetowania. Miejmy otwartą głowę w stosunku do muzyki, ale też w stosunku do życia.

Opowiadam na tej płycie również o relacji ze sobą. O tym jaką drogę przebyłam, jak ta droga wyglądała, wygląda nadal. Opowiadam też oczywiście o relacji, którą przeszłam, o której mówiłam bardzo dużo przy okazji promocji singli Tracę i Zew i Plan Awaryjny…

AM: Wspominałaś, że to jest jedna histora opowiedziana trzema piosenkami. Co zresztą słychać w tych utworach.

Tak. To po prostu historia mojej relacji, w której byłam i która była impulsem do tego żeby naprawdę przeprowadzić rewolucję w swoim życiu i postawić totalnie na rozwój siebie, na zweryfikowanie tego w czym dotychczas żyłam. I podkreślam, że absolutnie nie chcę obarczać kogoś winą. Ja jestem odpowiedzialna za swoje wybory i w pakowałam się w taką a nie inną relację i przyjmuję tego konsekwencje. Nie było to łatwe, było powiedziałabym traumatyczne. Musiałam przelać sporo łez, ale tak jak mówiłam przy okazji Tracę, pomimo tego, że rzeczywiście straciłam trochę energii, czasu.. to w ostatecznym rozrachunku naprawdę o wiele więcej zyskałam.

AM: To co jest fajne to to, że to co mówisz idealnie składa się z piosenkami na płycie.

To wspaniaLe. Mówiąc o tej tęsknocie za analogiem miałam oczywiście na myśli utwór Mirabelki. Chodzi w nim o taki zachwyt światem, taki niemalże dziecięcy. Namawiam serdecznie do tego, żeby jednak to wewnętrzne dziecko pielęgnować w zdrowy sposób. Żeby ono nie dominowało, ani też nie znikało, po prostu sobie było. Niech to dziecko też pomaga się nam zachwycać światem, nie oceniać ludzi, nie osądzać. Moim zdaniem jest to naszą chorobą cywizacyjną. My wszystko chcemy skategoryzować, zająć stanowisko, opowiedzieć się po którejś stronie, a tymczasem czasami, dajmy sobie taką wolność żeby czegoś nie wiedzieć, nie mieć opinii.

Takim ogromnym podziałem w naszym społeczeństwie, zwłaszcza w rodzinach, czego doświadczam non-stop ze swoją rodziną i znam to z autopsji, że jesteśmy podzieleni przez nasze poglądy na temat polityki, religii… O tym jest z kolei piosenka Nocny Sport.

Zachęcam wszystkich żeby zawsze sprawdzali fakty, bo fakty są najważniejsze, fakty to też liczby. Bądźmy obserwatorami i uczestnikami życia publicznego, którzy naprawdę sprawdzają informacje. Pamiętajmy o tym, że bardzo łatwo jest wpaść w tą pułapkę fake newsów. Trzeba być na maxa czujnym, bo niektóre rzeczy są strasznie zmanipulowane.

Miejmy odwagę żeby wykraczać poza te schematy, poza sztuczne podziały, poza etykiety, którymi siebie bardzo chętnie obdzielamy.

AM: Nawiązując do tych etykiet, dużo mówisz o terapii i o tym, że warto, a w naszym społeczeństwie nadal jest to troszkę temat tabu i rzadko się o tym mówi. Jak myślisz skąd to się bierze?

Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję,  że to się już niedługo skończy, bo jest to naturalna sprawa, że troszczymy się o to żeby jakość naszego życia była coraz lepsza, żeby to wszystko co robimy w swoim życiu, to znaczy budujemy relacje, pniemy się po szczeblach kariery… Żeby to wszystko było bardzo świadome. Myślę,  że właśnie po to jest jakakolwiek terapia czy też korzystanie z usług coucha.

Myślę, że każdy problem, który ostatnio jest w Polsce na pierwszych stronach gazet ma swoje źródło w tym, że brakuje nam podstawowej edukacji. Edukacja pozwala nam na bardzo szeroki horyzont myślenia i patrzenia na świat właśnie bez tego osądzania, które ostatnio przekracza właściwie wszelkie granice.

Wracając do terapii, ważne jest żeby zatroszczyć się o siebie, przytulili się trochę w codzienności. To nie musi być zaraz dramat. Po prostu jeśli zauważamy, że coś nas uwiera i ma to znaczący wplyw na jakość naszego życia, po prostu dajmy sobie szansę. I oczywiście, wiem że to nie zawsze tak jest, że kliknie nam na pierwszym spotkaniu z psychoterapeutą, bo czasami trzeba się naszukać tego specjalisty. Nie każdy będzie z nami kompatybilny. Terapeuta powinien być naszym towarzyszem w tej drodze rozwoju i naszej zmiany.

AM: W muzyce też jest trochę tego szufladkowania. My chcąc nie chcąc troszeczkę przypisujemy albumy czy piosenki do konkretnych gatunków, choć czasem wcale nie chcemy tego robić.

No właśnie, nie musimy tego robić. Pojęcie gatunku moim zdaniem już trochę schodzi na bok. Myślę, że to jest taki relikt przeszłości. Zwłaszcza w odmianie muzyki,  którą ja robię, czyli w popie, szeroko pojętym.

AM: Bardzo szeroko

Tak. Tam jest naprawdę szereg elementów. One tworzą czasami naprawdę odjechaną całość, bo pozwalasz sobie na to, żeby poniosła Cię głowa i serce i cała Twoja wyobraźnia i nikt Cię nie ogranicza. Muzyka to jest wolność. Nie możemy wtłaczać jej w jakieś określone ramy. Tym bardziej, że teraz naprawdę wielu artystów przenika nurty i łączy się i fajnie ta energia się se sobą miesza.

Ja też zawsze podkreślam, że zarówno moje inspiracje z dzieciństwa i z późniejszych lat to są naprawdę przeróżne rzeczy. Od ciężkiej gitarowej muzy, po cukierkowe popowe produkcje. To spectrum jest ogromnie szerokie i ja też sama jestem eklektyczna.

Chciałam dać temu wyraz również w oprawie graficznej. Jestem wielką fanką kolaży. Uważam, że jest to cudowna forma sztuki i przy tej płycie również zaprosiłam do współpracy artystkę z Wrocławia, Paulinę Walas, która przyjechała do mnie i siedziałyśmy przez 2 dni i kleiłyśmy rękoma i wycinałyśmy ten booklet do płyty. Chciałam żeby to było naprawdę moje również w tej warstwie graficznej.

AM: To co zrobiłaś fantastycznego przy tej płycie to to, że po czymś takim nikt nie będzie miał oczekiwań co do kierunku w jakim pójdziesz dalej. Wszyscy po prostu będą czekać. Możesz zrobić teraz wszystko.

Bardzo się cieszę, że jest taki odbiór. Moim głównym przesłaniem jest to żebyśmy się nie ograniczali w swoim myśleniu o muzyce. Pamiętam takie święte oburzenie jak Aga Chylińska zrobiła tę swoją wielką przemianę. Wylały się na nią totalne pomyje, a z czego to wynika? Ludzie momentami nie potrafią mieć tej otwartej głowy. Może po prostu ta artystka miała taką potrzebę, żeby podzielić się akurat takim kawałkiem swojej tożsamości muzycznej. Nie każdy oczywiście musi to trawić od razu. Może sobie zawsze włączyć stare O.N.A i słuchać tego.

Ja myślę, że to był taki klasyczny przykład. Co prawda to już było trochę dawno temu, więc wydaje mi się, że już się troszeczkę znowu zmieniło. Myślę, że jesteśmy bardziej otwarci na takie eksperymenty i zmiany. Już by to nami tak nie wstrząsnęło. Myślę, że jesteśmy już z jednej strony coraz bardziej świadomymi słuchaczami, a z drugiej dzieją się też niepokojące zjawiska. Mam na myśli nieustanny rozwój disco polo, co mnie akurat przeraża troszkę.

AM: No troszeczkę tak, ale skoro jest gatunek to pewnie jest też i zapotrzebowanie.

Oczywiście, że tak. Ja to wszystko rozumiem i szanuję, staram się przynajmniej. Ale ta muzyka jest mi absolutnie obca i troszeczkę wydaje mi się, że zwłaszcza w przestrzeni publicznej za mało jest tej kultury wysokiej, która nas naprawdę stymuluje do tego, żeby poszukiwać, żeby chcieć więcej.

AM: Wydaje mi się, że jest też troszkę tak, że mamy na rynku ogromną różnorodność, ale ona rzadko się łączy. Chodzi mi o to, że jakaś konkretna publiczność ma za mało tej ekspozycji na coś zupełnie innego.

No i tutaj dochodzimy do tego, że na polskim rynku przynajmniej ta scena popowa jest bardzo silnie podzielona na tą stronę bardziej alternatywną i mainstream. Fajnie by było znaleźć wspólny punkt zaczepienia. Natomiast ja mam takie wrażenie, że ta druga strona jest taka snobistyczna i z zadartym nosem. Mnie to osobiście irytuje. Ale jest też naprawdę wielką grupa osób, która jest totalnie otwarta. Choćby to, że miałam okazję przy tym albumie, za co jestem bardzo wdzięczna, współpracować z Bartkiem Dziedzicem, który jest odpowiedzialny za produkcję takich artystów jak Brodka, Rojek, czy też Podsiadło. To było dla mnie cudowne spotkanie, bo to pokazuje,  że to jest możliwe żeby te dwa światy się spotkały ze sobą,  miały sobie coś ciekawego do przekazania.

AM: No właśnie. Ty przy tej płycie pracowałaś z wieloma bardzo różnymi osobami. Czy to było zamierzone, żeby to wszystko tak pomieszać?

Tak, zdecydowanie! Sama współpracować z Bartkiem bardzo mi dużo dała, bo Bartek oprócz tego że komponuje i produkuje, ma też bardzo cenne spostrzeżenia odnośnie tekstów piosenek. Ma taki dar, żeby wrzucić do tekstu jedną swoją linijkę, która w znaczącym stopniu „robi” taki numer i wpływa na jego odbiór. Bardzo mnie uczulił na parę rzeczy, na które ja na przykład nie zwracałam uwagi.

Poza tym pracowałam przy tym albumie z Robertem Krawczykiem, który pracował też z Mrozem. Z nimi, z Wydrzyńską i z Mikołajem Trybulcem z Linii Nocnej, uwielbiam ich, są mega zawodowcami.. Więc naprawdę tych ludzi, którzy gdzieś tam ze mną rezonowali podczas tworzenia Co Gryzie Panią L?, było naprawdę dużo.

AM: A czy ta różnorodność ludzi, z którymi pracowałaś wpłynęła jakoś na to, które piosenki wybrałaś lub odrzuciłaś?

Ja staram się nie odrzucać piosenek. Jedną faktycznie musiałam z tego albumu odrzucić, ale to była piosenka po angielsku i nie słyszałam jej po prostu po polsku i nie podjęłam się przełożenia jej.

Natomiast oczywiście każda z osób z którą pracowałam wniosła swój ogromny ładunek. To była po prostu wymiana naszych refleksji, doświadczeń i spostrzeżeń. To wszystko jest taką trochę mieszanką wybuchową. No i ja się cieszę. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa, że to się wszystko udało.

AM: Trudno Ci było wybrać singla z tego albumu?

To jest właśnie rzecz nad którą się zastanawiamy, bo też obserwujemy jakie są reakcje słuchaczy, co wskazują na swoje ulubione utwory, które z nimi naprawdę zostały po pierwszym przesłuchaniu i typy są naprawdę różne.

AM: Widzę bardzo dużo głosów typujących Tylko Tanczę, z czym się zresztą również osobiście zgadzam.

Też to zauważyłam. Zauważyłam też sporo głosów na temat Nocnego Sportu, na temat ballady Usłysz Mnie, Mirabelek… Jest tego sporo. Ja bardzo bym chciała te piosenki wykonywać na żywo, ale wiadomo jakie są realia. Jeszcze troszkę poczekamy, ale mam nadzieję, że to się w końcu odblokuje.

AM: Czyli słuchasz swoich fanów.  Czego oni chcą a propos singli czy serlisty na koncertach.  To jestem dla Ciebie ważne?

To jest dla mnie ważne, bo lubię poznawać interpretacje i emocje, które towarzyszą moim słuchaczom, kiedy włączają sobie moją muzykę. To jest naprawdę bardzo ważny element, bo przecież to dla nich też tę muzykę tworzę i jestem ciekawa ich refleksji.

AM: Jeszcze wracając może już na koniec do koncertów. Jak sobie wyobrażasz ten materiał na żywo? Tam się tyle dzieje, że chyba trudno będzie to złożyć jeszcze z piosenkami z poprzednich płyt.

Pracujemy na pewno nad tym jak to wszystko połączyć, żeby też nie zapominać o fanach starszych piosenek, zaproponować może trochę odświeżone aranżacje, więc na pewno fani, którzy lubią Piątek, Podpalimy Świat nie wyjdą zawiedzeni. Myślę, że spodobają im się te moje nowe pomysły. Ale bardzo bym chciała zaprosić też tych nowych słuchaczy.

Mnie też ciężko jest teraz myśleć o koncertach, bo jest mi trochę smutno.

AM: Nam też!

Miałam już jeden koncert właściwie przedpremierowy dla Radio Zet i powiem Ci, że tylko mój apetyt rośnie. Bardzo tęsknię za kontaktem z publicznością.

AM: A jak teraz patrzysz na te poprzednie utwory? Na taki właśnie Piątek?

Patrzę normalnie. Bez żadnej oceny. Po prostu to jest Lanberry w 2016 roku. Tak czuła.

AM: Czyli nie myślisz sobie ” Nigdy więcej tego nie zaśpiewam!”

Nie. Wiadomo, że czasem ciśnie nam się jakaś ocena, ale ja to zostawiam po prostu w przeszłości. To jestem ja z tamtego okresu i gdyby nie tamta ja to nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz także wspaniałe się złożyło, że te piosenki składają się na mnie. Na moją tożsamość artystyczną.

AM: Wydaje mi się, że ta nowa płyta też jest takim kolejnym rozdziałem w twoim życiu i nawet jeśli za parę lat będziesz już mentalnie w innym miejscu to ona zawsze będzie się wpasowywać.

Bardzo chciałabym też tak czuć. Ja mam w sobie takie ciepło jeśli chodzi o te moje kawałki z przeszłości, więc myślę, że z tym materiałem będzie podobnie. Dlatego, że to są też wspaniałe wspomnienia, przeżycia i spotkania przede wszystkim. To jest też dla mnie wartość tych utworów.

AM: Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia i tych koncertów oby jak najszybciej.

Tak jest. Oby!

Exit mobile version