Site icon All About Music

„Postanowiliśmy stworzyć coś żeby wypełnić tę lukę i dać jeden wieczór, który naładuje koncertową energią na całą zimę” Wywiad z Kubą Dąbrowskim

27. lutego br. odbędzie się bardzo ciekawa inicjatywa, koncert Winter Mood mający za zadanie pomóc nam wczuć się w nadchodzący niedługo, intensywny sezon muzycznych wydarzeń. Jednym z artystów, których zobaczymy na scenie podczas show będzie Kuba Dąbrowski, który ostatnimi czasy intensywnie wydaje swoją solową muzykę, przygotowując Nas do premiery debiutanckiej płyty.
Miałam okazję porozmawiać z Kubą nie tylko na temat koncertu Winter Mood, ale też jego utworów, podejścia do muzyki i planów. Artysta zdradził też ciekawe zakulisowe szczegóły powstawania solowego materiału. Przeczytajcie!

Adrianna Małolepszy: Cześć! Bardzo się cieszę, że możemy porozmawiać.

Ja również!

Adrianna Małolepszy: Zacznijmy może od tego, że niedawno coś ważnego się zmieniło. Zacząłeś wszystko podpisywać jako Kuba, a nie Jakub, jak wcześniej. Z czego wynika ta zmiana? Była Ci jakoś potrzebna?

Wynika to chyba z tego, że wszyscy zawsze zwracali się do mnie Kuba, ale ja z jakiegoś dziwnego, niewyjaśnionego powodu, kiedy zakładałem wszystkie social media to automatycznie, nie myśląc o tym, wpisywałem wszędzie Jakub.
Po pewnym czasie zaczęło mnie to uwierać, bo ten “Jakub” wydawał mi się taki poważny i stwierdziłem, że chcę być bardziej sobą jako Kuba.

AM: Czyli nie miało to związku ze zmianą promotora czy wytwórni? Bo wiem, że niedawno zacząłeś współpracę z nowymi ludźmi.

Nie, bezpośrednio nie.

Przechodziłem przez różne wytwórnie przez ostatnie 2 lata, ale różne rzeczy się po drodze nie układały i teraz jestem “na swoim”.

AM: Stoisz za kilkoma naprawdę świetnymi projektami jako producent, pracowałeś ze świetnymi ludźmi, teraz zacząłeś tworzyć swoją muzykę. Chcesz to jakoś łączyć czy skupisz się teraz raczej na swoich autorskich rzeczach?

Prawda jest taka, że ja na samym początku w ogóle nie chciałem produkować. 

AM: Ooo!

Chciałem robić swoją muzykę. Tworzę ją już od kilku lat tylko cały czas chowałem ją “do szuflady”, a z tą produkcją to był totalny przypadek. Poznałem Kubę Skorupę i razem z nim się tego uczyłem. Strasznie długo z tym walczyłem.  Wszyscy znajomi z branży, których stopniowo poznawałem mówili mi, że powinienem, bo super mi to wychodzi, a ja się opierałem.

Ale od zeszłego roku strasznie mi się to spodobało, znalazłem w tym coś bardzo swojego i osobistego i chcę teraz to łączyć. Produkowanie to moje zajęcie w dzień, a swoje rzeczy robię po godzinach.

AM: A czemu tak bardzo nie chciałeś się za to brać?

Bo bałem się, że produkowanie zabierze mi tyle czasu i energii dla innych, że ta moja muza gdzieś zniknie i ludzie będą mnie kojarzyć tylko z produkowaniem. Miałem trochę syndrom Kanyego Westa :) Ale dziś udaje mi się to łączyć.

AM: Co Ci sprawia większą przyjemność?

Jednak produkcja, bo znika ta ogromna samokrytyka. Ja przy swojej muzyce siedzę naprawdę bardzo, rozmyślam nad nią, cały czas coś mi się nie podoba, a przy odpalonym programie z gitarą w ręku szybko potrafię podłapać czyjś pomysł na coś. Fajne jest w tym też to, że mogę przy tym poeksplorować totalnie różne gatunki, bo jednak przy swojej muzyce trzymam się jednego.

AM: Ale w swojej też byś mógł.

Wiem i miałem różne próby, ale wydaje mi się, że mój wokal i to co mam do przekazania w tekstach dobrze się sprawdza tylko w tej tej lekkiej alternatywie.

AM: Przeglądając Twoje utwory natknęłam się na demo, które wyszło niedawno. Skąd ono się wzięło?

Ten projekt to taka zlepka numerów, których nigdy nie skończyłem, kiedy byłem w wytwórni Jazzboy. Powstały one kiedy bardzo intensywnie uczyłem się pisać teksty z Agatą Trafalską. Wyszło tak, że w pewnym momencie zrezygnowałem z tej wytwórni i wrzuciłem to demo chyba sam dla siebie, po to, żeby zamknąć sobie w życiu jakiś rozdział.
Nie do końca podobają mi się te numery. Nie lubię ich.

AM: Czemu?

To chyba chodzi o to, że zawsze podobają mi się nowe rzeczy, które robię. Zazwyczaj mam tak, że do momentu wydania jakiejś piosenki non stop jej słucham. Wychodzę na przykład na spacer i przez godzinę zapętlam jeden utwór a w momencie kiedy już kawałek pływa po streamingach nie potrafię go puścić i przechodzi mnie zimny pot.

AM: No to już wszystko jasne! Nie wolno tak robić! haha Wszystko można sobie tak obrzydzić.

Wiem, ale to jest silniejsze ode mnie.

AM: Nie podejrzewałabym, że to Twoje pierwsze teksty, bo są naprawdę dobre!

Bo to był naprawdę długi proces, ja cały czas się uczę. Pamiętam, że kiedy przyszedłem do Jazzboya miałem taki numer, który nazywał się Denerwujesz Mnie, on będzie na płycie. Muza była gotowa, bo nie mam z tym większego problemu, siadam i produkuję, ale jeśli chodzi o tekst to ja sam nie wiedziałem wtedy o czym piszę. Próbowałem być jakimś poetą, a zupełnie nim nie jestem.
Agata, która pisała teksty z Kortezem czy z Kaśką Sochacką, wzięła ten numer, stwierdziła, że ma potencjał na dobry tekst i przez bite trzy miesiące wysyłałem jej różne wersje tego samego numeru z nowym tekstem! Dawała mi feedback, musiałem pisać opowiadania, opisywać co się dzieję w tej piosence, potem wyciągać z tego pojedyncze frazy.
Dopiero po tych czterech miesiącach Agata napisała, że jest okay.

Bardzo ostrożnie podchodzę do tekstów i tak naprawdę jeszcze żaden numer z tekstem, który szczerze lubię jeszcze nie wyszedł. Są i będą takie, ale dopiero niedługo.
Wrzucam rzeczy w miarę chronologicznie tak jak powstawały i podoba mi się to, że dzięki temu odbiorca może w jakiś sposób razem ze mną dojrzewać z tymi tekstami.
Singiel, który niebawem się pojawi jest chyba tym wejściem na “dojrzalszy” etap mojej muzyki.

AM: Czy był jakiś taki moment w tym procesie nauki pisania, kiedy poczułeś, że już coś “kliknęło”?

Był taki wieczór! Siedziałem w studio i nagle usłyszałem Olka Świerkota, który miał wchodzić do studia po mnie. Był z nim Dawid Podsiadło. Ja tak trochę nieśmiało się przywitałem i zapytałem czy mogę pokazać Dawidowi swoje numery.
Byłem na maksa zestresowany, bo zawsze byłem wielkim fanem Dawida. Puściłem te piosenki, odwróciłem się i usłyszałem że mu się podoba. Oczywiście miał uwagi, które od razu po wyjściu wszystkie zapisałem, żeby nic nie zapomnieć, ale ogólnie super. To był dla mnie naprawdę ważny moment.

AM: To naprawdę fantastyczne! A Twoja muza naprawdę jest świetna.

Dzięki!

AM: Po demo było jeszcze kilka rzeczy, a mnie bardzo interesują Szpilki. Opowiedz mi o nim trochę.

Sama muzyka ma już ze dwa lata, a do tekstu podchodziłem chyba 10 razy. On na początku miał być o czymś zupełnie innym. Miała to być typowa piosenka o rozstaniu lub czymś podobnym. Cała historia obecnego kształtu tego numeru zaczęła się przed Openerem, kiedy graliśmy support przed Dawidem Podsiadło. Udało mi się wtedy zwerbować do zespołu Wikę Jakubowską. Spędziłem z nią kilka dni podczas prób i pracą nad albumem. Byłem nią totalnie oczarowany. Zawsze miałem do niej słabość, odkąd pierwszy raz zobaczyłem ją kiedyś na scenie.
Teraz jesteśmy dobrymi znajomymi i wpadłem na pomysł, żeby może wziąć tę melodię i napisać coś dla niej. Sam zrobiłem okładkę do singla i po prostu wrzuciłem.

AM: Okładkę Lekkiego Zjazdu też robiłeś sam? Jest bardzo ciekawa.

Tak! Poukrywałem tam drobne elementy, dla osób, z którymi ten numer mi się kojarzył. 

AM: Wspomniałeś o Opener Festiwalu, ale niedługo odbędzie się też inne wydarzenie, którego będziesz częścią. Mam na myśli oczywiście Winter Mood. Powiedz mi co to za inicjatywa i jak się tam znalazłeś?

Po moim koncercie na Great September spotkałem się z Pawłem Walickim, szefem ART2 Music i postanowiliśmy nawiązać współpracę, i dzięki temu dołączyłem do składu Winter Mood. To naprawdę bardzo ciekawa inicjatywa, bo wydaje mi się, że w tym okresie jest bardzo mało koncertów. To trochę taki okres przejściowy i jest cisza, a my postanowiliśmy stworzyć coś żeby wypełnić tę lukę i dać jeden wieczór, który naładuje koncertową energią na całą zimę.

AM: A jak będzie wyglądał Twój set?

Będzie trochę numerów, które już są, ale raczej będzie to spotkanie z nową muzyką, z tym co będzie na płycie, a co jeszcze oficjalnie nie wyszło. 

AM: Kto będzie Ci towarzyszył na scenie?

Moje dziewczyny! Madzia Laskowska na skrzypcach i pianinie, Asia Purzycka na gitarze, Justyna Mirkut na bębnach i Klaudia Wachtarczyk na basie.

AM:Brzmi naprawdę fantastycznie!
Mówiłeś też o płycie. Na jakim ona jest etapie?

Muza jest skończona. To jest jeszcze kwestia miksów i ostatnich poprawek.

AM: Super! A możesz już trochę zdradzić co na niej będzie?

Będzie to prawdopodobnie 11 numerów. Mogę zdradzić, że na pewno będzie jeden w duecie z fantastycznym artystą, którego fanem jestem od lat.

AM: Jest na co czekać! Trzymam za Ciebie kciuki i bardzo dziękuję za rozmowę!

Dzięki!

Exit mobile version