Site icon All About Music

„Nagrody nie są najistotniejsze, liczy się praca” Wywiad z kompozytorem Bartoszem Chajdeckim

Bartosz Chajdecki jest autorem ścieżek dźwiękowych do takich produkcji jak „Bogowie”, „Najlepszy” czy „Kruk”. Nowy thriller „Kolory zła: Czerwień” z jego muzyką to aktualnie najpopularniejszy film na świecie na platformie Netflix. Rozmawiamy teraz o kulisach pracy kompozytora i nowych projektach

Bartosz Chajdecki

Ubiegły rok był dla Ciebie bardzo pracowity – w kinach pojawiły się trzy filmy z Twoją muzyką („Różyczka 2”, „Święto ognia”, „Uwierz w Mikołaja”). 2024 rok zapowiada się jeszcze intensywniej. Masz za sobą premiery norweskiego serialu „Furia”, sezon 2 w Prime Video oraz filmu sci-fi „Supersiostry„. Jak doszło do Twojej współpracy przy tych projektach?

Bartosz Chajdecki: Jeśli chodzi o serial „Furia”, to z tego co mi wiadomo, jego showrunner, zdobywca nagrody Emmy Gjermund Stenberg Eriksen, dostał dema muzyki kilku polskich kompozytorów. W bardzo miły sposób dał mi do zrozumienia, że nie miał wątpliwości co do tego, którego z nich wybrać. Potem doszło do naszego spotkania, na którym „coś kliknęło”, jak to się mówi i tak zaczęła się nasza współpraca przy tej produkcji. Z kolei muzyka do filmu „Supersiostry” w reżyserii Macieja Barczewskiego to w pewnym sensie kontynuacja współpracy. Zaczęliśmy ją od filmu „Najlepszy”, którego był koproducentem. Potem zrobiliśmy wspólnie „Mistrza”, a Maciek docenił soundtrack do tego filmu. Wydawało się więc dość naturalne, że będziemy pracować przy kolejnym projekcie.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w pracy nad muzyką do międzynarodowej produkcji serialowej, jaką jest „Furia”? Czym różniła się od dotychczasowych doświadczeń przy polskich produkcjach?

Na początku wyzwaniem było to, że dostawaliśmy wersję serialu bez napisów. Jako człowiekowi, który nie mówi w języku norweskim, czasami udawało mi się pięknie przestrzelić z muzyką, bo zupełnie nie wiedziałem, o czym jest mowa. Domyślałem się jakiegoś klimatu, po czym dzwonił do mnie showrunner i mówił, to jest przedziwna propozycja do tej sceny, bo oni tu mówią o czymś innym niż sugeruje muzyka. To były takie pierwsze anegdoty związane z „Furią” (śmiech). Ten serial tworzony był w pełni jak film fabularny, czyli muzyka powstawała specjalnie do każdego odcinka, to jest coś wyjątkowego jak na polski rynek. Na dobrą sprawę mogę powiedzieć, że zrobiłem sześć filmów, a nie sześć odcinków serialu, w jakimś sensie. W Polsce robi się to zupełnie inaczej, proces jest o wiele mniej wymagający, pod kątem czasowym i produkcyjnym. W przypadku „Furii” było inaczej. Showrunner Gjermund Stenberg Eriksen też jest człowiekiem niezwykle wymagającym. Fajne jest to, że w pierwszej kolejności wymaga od siebie, jest świetnie przygotowany do pracy, ma to wszystko precyzyjnie  rozpisane. W przypadku tego serialu, wszystko było idealnie doprecyzowane. Każda scena była rozbita na kwestie postaci, scenografii, muzyki etc. To był taki gigantyczny arkusz dotyczący całości serialu. Wystarczyło na to spojrzeć i już wszystko było wiadomo.

Filmy sci-fi są od wielu lat niezwykle popularne na całym świecie, a ścieżki dźwiękowe, które z nich pochodzą cieszą się dużym zainteresowaniem. Jak wspominasz pracę nad kompozycjami do filmu „Supersiostry”. Czy inspirowałeś się innymi produkcjami z tego gatunku?

W jakimś sensie w tego typu kinie zawsze inspiruję się przede wszystkim samym gatunkiem i stylistyką muzyki z nim związaną. W polskich warunkach produkcyjnych, muzyka jest tym medium, które może mocno podbić gatunkowość. Szczególnie jeśli mamy do czynienia z budżetami, które nie dorównują wielkim produkcjom Marvela. Muzyka wpływa na całokształt efektu, dzięki czemu możemy potem oglądać film, zrobiony bez kompleksów na światowym poziomie. W przypadku „Supersióstr” postawiliśmy na rozmach. Nie wyznaczaliśmy sobie żadnych ograniczeń muzycznych. Wykorzystaliśmy potencjał brzmienia orkiestry, chóru, solistów, gitar elektrycznych, beatów. Słyszymy wspaniałe wokale Ani Witczak-Czerniawskiej i Kasi Bogusz.

Na platformie Netflix  zadebiutował właśnie z powodzeniem thriller „Kolory zła: Czerwień” w reżyserii Adriana Panka z Twoją muzyką. Jak radzisz sobie z pracą nad muzyką do kilku projektów, tak różnych gatunkowo?

Jeśli pracuję w bardzo bliskiej odległości nad różnymi projektami, to tylko dlatego się na nie decyduję, że są od siebie odległe stylistycznie. Dzięki temu nie ma niebezpieczeństwa przenikania motywów albo podobnych klimatów. Jeżeli ma się do przygotowania jedną produkcję po drugiej, to fakt, że są one bardzo różne, ułatwia sytuację. Po pierwsze, człowiek się trochę resetuje z tej stylistyki, w której był. Po drugie, to jest ciekawsze, bo możesz zrobić coś nowego. Trochę sobie nie wyobrażam, żeby do kilku produkcji pod rząd robić bardzo podobną muzykę. Obawiałbym się tego, czy nie powtarzam motywów przez przypadek albo podświadomie, albo w jakikolwiek inny sposób i czy się za bardzo do tego nie zbliżam. Poza tym to by było po prostu nudne. Nie pielęgnuję swojego stylu, tylko raczej staram się komponować do różnych gatunkowo produkcji, bo to jest dla mnie ciekawsze. Może jak kiedyś będę już bardzo stary, to z tego wszystkiego spróbuję stworzyć coś swojego, ale na razie bawi mnie to, że mogę przeskakiwać między projektami i zmieniać stylistyki. Dzięki temu mogę być trochę takim muzycznym kameleonem.

W przypadku thrillera „Kolory zła: Czerwień” wiedzieliśmy, że potrzebna będzie muzyka gatunkowa. Reżyser doskonale czuł, w których momentach powinna podbić emocje, w których akcję etc. Wyznaczyliśmy sobie kierunek, którym podążaliśmy potem w warstwie muzycznej filmu. Od początku było też wiadomo, że muzyka ilustracyjna będzie tu współistnieć z bardzo mocną i dominującą muzyką kadrową, co sprawiało, że musiała być ona też stosunkowo „gęsta” i wyrazista, żeby nie było wrażenia „zapaści”. Reżyser świadomie chciał użyć dużej ilości muzyki, zdając sobie sprawę z nieco innych oczekiwań i wymogów, jeśli chodzi o film kierowany bezpośrednio na platformę streamingową, w stosunku do filmu kinowego, gdzie jednak skupienie widza jest nieco większe i nie ma konieczności operowania tak dużą ilością bodźców dźwiękowych i muzycznych.

W 2 połowie roku będziemy mogli oglądać kolejne produkcje, do których skomponowałeś muzykę m.in. film biograficzny „Simona Kossak” w kinach oraz serial „Idź przodem, bracie” w Netflix. Czy możesz opowiedzieć o pracy nad tymi projektami?

„Idź przodem, bracie” w reżyserii Macieja Pieprzycy to w dużej mierze serial akcji. Natomiast Maciek zawsze mocno buduje dramaturgię i psychologię postaci, więc ta akcja jest inna, bo prowadzi ją przez pryzmat bohaterów. Mamy tu z jednej strony muzykę, która podbija akcję, ale też jest w dużym kontakcie z postaciami. Praca nad tym projektem była bardzo ciekawa, pod tym kątem, że z jednej strony trzeba było nadać tempo, ale z drugiej strony jednak podporządkować muzykę emocjonalności, która jest tu podświadoma w dużej mierze. Maciek jest bardzo precyzyjny jeśli chodzi o muzykę, ale na pewno nigdy nie chce, aby przejęła panowanie nad obrazem, to musi być bardzo wyważone.

Natomiast jeśli chodzi o „Simonę Kossak” w reżyserii Adriana Panka, będzie to projekt z zupełnie inną muzyką. To film, który ma szansę dotrzeć do szerokiej publiczności. Opowiada o odkrywaniu przyrody, o jej ochronie, o naturze, ale też o wspaniałej postaci i mocnej osobowości, jaką była Simona Kossak. Na początku oczywiście myślałem, żeby wyjść od dźwięków przyrody, ale potem stwierdziłem, że to będzie zbyt banalne i finalnie wybraliśmy smyczki, ale w takim bardzo minimalistycznym wydaniu oraz fortepian, który co ciekawe, o wiele bardziej oddziela się od tej przyrody niż smyczki. Muzyka będzie mocno minimalistyczna, fortepianowo-smyczkowa. Choć wprawne ucho wychwyci i w tych pojedynczych, smyczkowych nutach głosy ptaków (śmiech). W filmie pojawią się także bardzo specyficzne i minimalistyczne barwy quasi bluesowe, napędzające, z dominującą rolą fortepianu. W tym przypadku przeszliśmy dużą ewolucję szukając odpowiedniej muzyki. „Simona Kossak” jest filmem bardzo wrażliwym na każdy element i trzeba było uważać na każdą nutę, to musiało być naprawdę bardzo dobrze wyważone.

Niedawno otrzymałeś także nominacje do dwóch prestiżowych nagród za ścieżkę dźwiękową do filmu „Różyczka 2” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego – Polska Ścieżka Dźwiękowa Roku w ramach Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie oraz Grand Prix Komeda. Jakie znaczenie mają dla Ciebie te nominacje?

Dla mnie nagrody i wyróżnienia nigdy nie były najważniejsze. Natomiast oczywiście prestiż tych dwóch festiwali i moja wielka miłość do Festiwalu Filmowego im. Krzysztofa Komedy w Ostrowie Wielkopolskim ma znaczenie, zawsze ciepło o nim myślę. Przede wszystkim najważniejsze jest to, że oba festiwale są wydarzeniami bazującymi na szacunku do pracy kompozytora muzyki filmowej i to jest ważne. Zawsze się cieszę i jestem dumny z nominacji, zwłaszcza ze strony tych festiwali. Muszę jednak szczerze powiedzieć, że dla mnie praca liczy się bardziej niż nagrody i wyróżnienia. Istotny jest także odbiór wśród słuchaczy. To wspaniałe, że sięgają po moją muzykę także poza filmami i serialami. To są dwie najważniejsze rzeczy, czyli dobra współpraca z reżyserami i producentami, którzy chcą kontynuować ze mną pracę oraz pozytywny odbiór mojej muzyki przez słuchaczy. Czasami dowiaduję się, że ilości odsłuchań mojej muzyki są dosyć duże, co mnie pozytywnie zaskakuje.

2024 rok to wiele interesujących projektów filmowych i serialowych z Twoją muzyką. Co jest dla Ciebie najistotniejsze przy doborze kolejnych produkcji do współpracy? Jakie masz plany zawodowe na przyszłość?

Jest taka wspaniała legenda o tym, że na naszym rynku kompozytor może wybierać projekty do pracy. Oczywiście to nie jest prawda. Kompozytor ma satysfakcję, jak otrzymuje kolejne propozycje. To, czego bym sobie życzył, to żeby dostawać wciąż nowe, interesujące zlecenia. Ogromnie cieszy mnie współpraca z tak znakomitymi reżyserami, z jakimi miałem szansę pracować przez ostatnich kilka lat, w tym także przy ich kolejnych filmach i serialach. To jest taki bardzo dobry czas dla mnie, w którym właściwie nie muszę się zastanawiać nad tym, które projekty wybierać. Oczywiście potem zmagam się z presją, aby je wszystkie na czas przygotować. Myślę jednak, że każdy kompozytor marzyłby o takich wyzwaniach. Praca nad kolejnymi filmami czy kontynuacjami seriali daje też poczucie bezpieczeństwa i zatrudnienia na przyszłość. Mam nadzieję, że wciąż będą powstawać ciekawe i różnorodne produkcje, zarówno kino gatunkowe jak i artystyczne, do których będę miał okazję komponować muzykę.

Kolory zła: Czerwień
Exit mobile version