Julia: Zatem spotykamy się, by porozmawiać o twoim najnowszym albumie, It’s Just My Opinion, oraz towarzyszącej mu trasie, którą rozpoczniesz 5 października. Jest to twój trzeci album i chciałabym rozpocząć ten wywiad od twoich opinii na temat każdego z twoich albumów. Jak byś je oceniła? Jak różnią się dla ciebie?
Girli: Do mojego pierwszego albumu Odd One Out żywię zarówno miłość, jak i nienawiść. Był to jedyny album, jaki wydałam razem z wielką wytwórnią, z którą współpracowałam na początku swojej kariery. Tamta muzyka nie do końca odzwierciedlała, kim byłam. Single, które wtedy wydawałam, były pełne punkowej energii. Kocham niektóre piosenki z tego albumu, ale jestem świadoma, że moja wytwórnia próbowała mnie jakoś „wygładzić” i nakierować mnie bardziej na stronę popową niż na punkową. Jest mi trochę przykro, myśląc o tym albumie. Czuję, że moja kreatywność była trochę ograniczona. Mimo to, nadal śpiewam wiele utworów z tego albumu w czasie koncertów oraz mam wielu fanów z tamtej ery.
Podczas tworzenia mojego drugiego albumu Matriarchy miałam pełne pole do popisu i kreatywną kontrolę nad albumem. Myślałam sobie: „Będę mogła poszaleć z konceptem”. Był to po prostu album pełen artystycznych eksperymentów, z których miałam wielką frajdę. Czułam, że mogłam być sobą podczas tego projektu.
Natomiast It’s Just My Opinion to przesunięcie w stronę muzyki aktywistycznej. Dwa poprzednie albumy były bardziej popowe, a na tym albumie mogła wejść trochę w świat polityki. Jest to też album, który jest początkiem mojej tranzycji do bardziej rockowego brzmienia.
Każden był zupełnie inny dla mnie.
J: Czuję, że w twojej muzyce rzeczywiście widać wpływ różnych gatunków. Poprzez punk, hip-hop, pop, ale też i rap. Nawet teraz, jak wyszukuję Ciebie w Internecie, wyskakuje mi, że jesteś rapperką.
G: Nie wiem, dlaczego tak jest. Chyba od ponad dekady nie rapowałam. Ale cóż. W ogóle też nie wiem, dlaczego Wikipedia zawsze musi wybrać najgorsze zdjęcie. Google jest dziwne. Czasem pojawiają się tam rzeczy, które pojawiły się w jednym artykule 10 lat temu i są już mocno nieaktualne.
J: Internet rządzi się własnymi zasadami. Jednak nad swoją muzyką coraz bardziej władasz ty. Od dawna poruszasz polityczne aspekty w swoich utworach. Nawet na początku kariery miałaś mocno feministyczne piosenki i taka sama myśl utrzymuje się do dziś. Podoba mi się to, że trzymasz się tego i jesteś konsekwentna. Ciągle dążysz do przedstawiania kobiecej perspektywy, czy to osobistej, czy kolektywnej. Piosenką, która nawiązuje do kolektywnego doświadczenia, jest chociażby Slap On The Wrist. Jest to utwór, wokół którego buduje się pewna wspólnota. Co dla Ciebie znaczy ta piosenka?
G: Ta piosenka jest dla mnie takim „protest songiem”. Jest to wezwanie do akcji. Dla mnie to również pierwsza piosenka, w której są tylko instrumenty na żywo. Jako głównie popowa wokalistka, większość mojej muzyki była elektroniczna. Jednak przy Slap On The Wrist, podczas nagrywania przyszli muzycy i nagrali swoje części na żywo. Było słychać taką tradycyjną, rockową energię w tym numerze. Mimo że melodia jest dosyć popowa, stworzyłam dobre połączenie: popu z rockiem i zespołem na żywo. To bardzo w moim stylu. Ale ogólnie to protest song.
J: Zdecydowanie. Piosenka też przypomina mi trochę utwór Polygraph Eyes YUNGBLUDA poprzez właśnie tematykę przemocy seksualnej, ale i sposób nagrywania teledysku, przedstawianie tych prawdziwych historii. Pomimo tego, że mówi się o tych tematach, postęp społeczeństwa w tej sprawie idzie dosyć powoli. Prawa kobiet i bezpieczeństwo kobiet nadal są kwestiami, które wymagają większej uwagi. Nadal są to kwestie ignorowane, a ludzie nadal przyjmują, że kobiety mają uważać, ale niewiele uwag kieruje się w stronę mężczyzn.
Podoba mi się to, że zarówno w swojej muzyce, jak i na swoich social mediach nie stronisz od poruszania kwestii politycznych. Jest to bardzo ważne w dzisiejszych czasach mówić o ważnych sprawach, szczególnie jeżeli ma się jakąś większą platformę. Jednak jest to kwestia sporna: czy artyści powinni się angażować w kwestie polityczne, czy powinni się skupić na swojej sztuce czy muzyce. Ty zapewne jesteś po stronie tego, że artyści powinni poruszać takie kwestie, ponieważ jest to ważny element twojej kariery. Jednak czy mogłabyś trochę rozwinąć, jak podchodzisz, jako artystka, do poruszania ważnych spraw?
G: Uważam, że sztuka nigdy nie może być neutralna. Sztuka jest polityczna. Nawet jeżeli niektórzy tak nie uważają, to posiadanie platformy tworzy pewną odpowiedzialność, aby zabrać głos. Biorąc pod uwagę ilość informacji, jaka jest dostępna w Internecie, i ilość możliwości zapoznania się z tym, co się dzieje na świecie, artyści nie mają już wymówki, by nie mówić o ważnych kwestiach. Nie mogą udawać, że nic nie wiedzą, bo wiedza jest na wyciągnięcie ręki. Jest to, wbrew pozorom, trudne, aby być apolitycznym. To już mówi samo za siebie.
Ja zawsze kochałam artystów, którzy wygłaszali swoje opinie i jasno zajmowali stanowiska w sprawach politycznych. Być może wiąże się to z tym, że dorastałam, słuchając queerowych artystów oraz inspirowałam się nimi. Sama rozmowa o queerowości jest polityczna, chociaż nie powinno to być kwestią, która dzieli ludzi. PRIDE przecież początkowo było protestem. Bunt oraz polityka są silnie powiązane z queerowością. Nadal walczymy o swoje prawa na całym świecie. Jako queerowi artyści mamy takie poczucie, że musimy się angażować w sprawy polityczne.
J: Prawa LGBT rzeczywiście nadal nie są ugruntowane w większości miejsc na świecie; nadal jest to walka. Nawet w takiej Wielkiej Brytanii, która kojarzyła się kiedyś właśnie z większą swobodą obyczajową, z większą swobodą wyrażania siebie, teraz to wszystko trochę się cofa. Chociażby zeszłoroczna zmiana przepisów dotycząca osób transpłciowych. W wielu miejscach na świecie ruchy prawicowe zyskują na popularności, a takie kwestie jak chociażby prawa LGBT czy prawa kobiet znowu stają pod znakiem zapytania. To prawda, że będąc queer artystą, nie da się nie mówić o polityce, ponieważ takie sprawy bezpośrednio dotyczą tych artystów.
Poza Slap on the Wrist, podoba mi się też twój utwór Lifestyle. Jak byś opisała swój własny lifestyle?
G: Ogólnie uwielbiam robić swoje hobby. Nie lubię zbytnio imprezować, nie lubię zbytnio pić. Swoją imprezową erę miałam jako nastolatka, co jest trochę niepokojące, ale cóż.
Uwielbiam czytać. W ramach mojej trasy koncertowej będę organizować wymiany książkowe. Będzie odrębny stolik, gdzie będzie można zostawić książkę, ale również wziąć książkę dla siebie. Uwielbiam także historię.
Kocham przebywać w naturze. Staram się wykorzystywać moją kreatywność w swoim codziennym życiu. Kocham gotować. Kocham mieszkanie z moją dziewczyną i bycie gay.
Czuję, że moje życie jest podzielone na dwie części. Z jednej strony jeżdżę na trasy koncertowe i mam życie muzyka, a z drugiej uwielbiam siedzieć w domu, gdy nie pracuję. Kocham być w trasie, pomimo że jest to fizycznie ciężkie, ale zato poznaję cudownych ludzi i podróżuję.
Jak jestem w tym konkretnym trybie, jestem pogodzona z tym, że ciągle będzie mi brakowało snu, ale za to będę bardzo szczęśliwa.
Jeżeli jestem w moim trybie pisania muzyki czy ogólnie podczas mojego kreatywnego procesu, jestem raczej spokojna.
Nauczyłam się łączyć chaos koncertowania i podróżowania z tym spokojnym pisaniem.
Kocham też być częścią społeczności queer w Londynie. Uwielbiam chodzić na różne wydarzenia. Nie mówię tu o jakichś queer rave’ach, bo to nie do końca mój vibe, ale raczej jakieś queerowe szydełkowanie albo klub książki czy coś.
J: Właśnie w temacie trasy koncertowej, jak podchodzisz do koncertowania? Jak bardzo jest to dla ciebie ważne?
G: Koncertuje już od prawie 10 lat. Doszłam do takiego punktu, że pogodziłam się z tym, jak jest. Jak wyjeżdżam w trasę, jest to 100% mój własny wkład finansowy. Wyjeżdżanie w trasy nie jest powiązane z moją wytwórnią. Sama za to płacę. Próbowałam podejść do tego w sposób biznesowy: robienie trasy sporo kosztuje i jest trudne, ale chcę, żeby to wyszło. Mam duże szczęście, że mam tak wspaniałych fanów, którzy mnie wspierają. To głównie dzięki sprzedaży merchu mogę fundować sobie trasy koncertowe. Podobnie ma wielu innych artystów.
Z tego powodu bardzo lubię kreatywnie podchodzić do swojego merchu. Podobnie też podchodzę do swojego marketingu i reklamowania swojej muzyki.
Jest mi przykro, że artyści na podobnym poziomie co ja muszą czasem odwoływać trasy, bo jest to finansowo niemożliwe do zrealizowania. Miałam farta, że udało mi się być w takiej sytuacji, w której mogę sobie pozwolić na trasy i, miejmy nadzieję, uda mi się to dalej robić. Dlatego właśnie staram się tworzyć unikatowy merch i promować swoją muzykę, bo wiem, że wiele od tego zależy. Rzeczy, które sprzedaję podczas koncertów, są rzeczami, których nie kupi się online; są specjalnie tworzone na koncerty, bo chcę, aby moi fani mieli unikalne doświadczenia i możliwość kupienia czegoś przy okazji koncertu.
Pamiętam, jak ja chodziłam na koncerty, gdy byłam młodsza, i pamiętam, jak doceniałam możliwość zabrania czegoś do domu ze sobą, czy to merch, czy setlistę, którą mogłam powiesić potem na ścianie. Teraz wiem, że na moje koncerty przychodzi wiele młodych ludzi i chcę im dać to samo doświadczenie.
Na tej trasie będą też bransoletki do zdobycia, które sama tworzyłam w domu. Mam też właśnie tę wymianę książek. Naprawdę się staram tworzyć tę społeczność i wraz z tym, nowe wspomnienia. Jestem również szczera wobec moich fanów i doceniam każdego, kto może się w jakikolwiek sposób finansowo dołożyć do mojej sztuki. Jeżeli ktoś nie może sobie pozwolić na kupienie merchu, to okay, mnie wystarczy, że ktoś kupił bilet i w taki sposób dana osoba się już dołożyła. Ale jeżeli ktoś może coś kupić, to jest bardzo miło. Ktoś ma wtedy szansę wesprzeć niezależną artystkę.
J: Czuję, że twoja autentyczność, szczerość oraz bezpośredniość świetnie odnajdą się w Polsce. Ale z resztą sama niedługo zobaczysz. Jakich krajów nie możesz się doczekać?
G: Zupełnie szczerze, nie mogę się doczekać przyjazdu do Polski. Byłam parę razy w Polsce, nawet nie w związku z muzyką, ale prywatnie z znajomymi. Byłam w Krakowie i bardzo nam się podobało.
Ostanio, jak byłam w Warszawie w ramach trasy 2/3 lata temu, też pamiętam, że był to jeden z najlepszych koncertów tej trasy. Była tam niesamowita energia.
Moja dziewczyna też będzie ze mną na trasie i ma własny projekt artystyczny Dirt Flirt. Właśnie m.in. na koncertach w Polsce będzie miała swój set w ramach mojej trasy. Oprócz niej będzie też VANÈS, która także jest supportem [na koncertach w Polsce, Austrii oraz Czechach]. Będzie to super noc pełna kobiet kochających kobiety i saficznego popu.
Będę też grała koncert w Istanbule po raz pierwszy i czuję, że będzie to ważny koncert. Obecnie w Turcji jest silna atmosfera anty-LGBTQ, więc chcę stworzyć tę przestrzeń dla queerowych fanów do wyrażania siebie. Wydaje się również, że ogólnie jest to piękne miasto.
Gram też wiele koncertów w Niemczech. Też nie mogę się doczekać. Ale szczerze najbardziej cieszę się na koncerty w Polsce.
J: Bardzo miło to słyszeć. Polscy fani się ucieszą i będą mogli posłuchać nowego albumu na żywo. Skoro cała trasa nazywa się The Opinionated Tour, jakie są opinie, jakie możemy usłyszeć na albumie?
G: Najgłośniejsza opinia, jaką słychać na albumie, dotyczy przemocy seksualnej i potrzeby odpowiedniego karania osób, które dokonują tej przemocy. Dodatkowo dzielę się opinią o potrzebie wysłuchiwania i wspierania osób, które doświadczyły takiej przemocy.
W utworze Blue Sky, który otwiera album, słychać moją opinię na temat tego, że powiniśmy wyrzucić nasze telefony do śmieci i biegać boso przez pola.
Są też moje opinie na temat rozwodu moich rodziców, ale ogólnie też o relacjach romantycznych ludzi z poprzednich generacji, kiedy to ludzie brali ślub, bo „tak wypadało”. Mam nadzieję, że nasza generacja podchodzi rozsądniej do tych kwestii. Teraz ludzie bardziej upewniają się, czy są emocjonalnie gotowi do zaangażowania się w taki układ.
J: Dobrze, ciekawe opinie. A właśnie w temacie związków, co myślisz o spotykaniu się z kobietami? Jaką masz opinię na temat obecnej społeczności biseksualnej?
G: Jeżeli chodzi o spotykanie się z kobietami, to bardzo polecam.
Z kolei jeżeli chodzi o społeczność biseksualną, to uwielbią ją. Jestem częścią tej społeczności. Pełno jest bi-ikon.
Jest teraz jakiś dziwny trend, że niektóre osoby biseksualne określają się jako lesbijki, tak jak to ostatnio było w kwestii King Princess. Jest dużo bifobii, jest też wymazywanie lesbijek. Ale trzeba się po prostu szanować nawzajem.
J: Oczywiście. A według twojej opinii, co jest dla ciebie sexy w drugiej osobie?
G: Ja uwielbiam, jak ludzie są autentyczni, jak są całkowicie sobą. Uwielbiam, jak ludzie wyrażają to, co lubią, i nie wystydzą się tego. Nie mam zbytnio „typu”, ale właśnie lubię taki vibe.
J: No dobra, dziękuję Ci bardzo za ten wywiad. Czekamy, aż przyjedziesz do Polski.
Album It’s Just My Opinion jest dostępny i zapowiada się super trasa. Bilety są jeszcze dostępne.


