Site icon All About Music

„Ktoś mógłby powiedzieć, że to niespójne z moją karierą, ale ja po prostu musiałam spróbować” Wywiad z Eweliną Flintą o nowych wyzwaniach zawodowych

Kariera solowa, udział w programie rozrywkowym, działalność na rzecz środowiska i występy z muzyką retro – tylko jedna polska wokalistka może pomieścić to wszystko (i jeszcze więcej!) w swoim kalendarzu. Ewelina Flinta po niezwykle wymagających, ale i bardzo udanych występach przed kamerą w ramach „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” nie wzięła urlopu, tylko postawiła przed sobą nowe wyzwanie: muzyka przedwojenna. W telewizyjnym show sięgnęła 50 lat wstecz i w roli Urszuli Sipińskiej wygrała siódmy odcinek 19. edycji programu. Teraz razem z Voice Bandem zaglądają jeszcze dalej w przeszłość w poszukiwaniu okołowojennych muzycznych perełek. Efektem tych poszukiwań jest „Fernando”, w którym Ewelina z niezwykłą gracją poucza mężczyzn o zasadach miłości. Ta przygoda w czarno-białych kolorach będzie miała swoją dalszą część, o czym opowiedzieli mi Arkadiusz Lipnicki, założyciel chóru rewelersów Voice Band, i Ewelina Flinta.  

Marta Umiejewska: Ewelina, Arek, oboje jesteście przykładem na to, że marzenia się spełniają. Dziewczyna z Lubska, która została jedną z najpopularniejszych polskich piosenkarek i chłopak z Piotrkowa Trybunalskiego, który założył najważniejszy w Polsce chór rewelersów. Jak do tego doszło?

Arkadiusz Lipnicki: Muzyka zawsze była obecna w moim domu. Mój pradziadek był skrzypkiem i chyba zostawił mi coś w genach. Historia z chórem rewelersów zaczęła się niewiarygodnie – w latach dziewięćdziesiątych moja mama rozkręciła lokalny sklepik i zarobiła na telewizję satelitarną. Kupiliśmy wielki talerz i jako młody chłopiec zacząłem szukać kanałów. Ukazało mi się na ekranie czterech gości, którzy śpiewali coś z poważnym wyrazem twarzy, a widownia tarzała się ze śmiechu. Okazało się, że to Amerykanie (Hudson Shad), którzy wykonywali przedwojenne piosenki berlińskiej grupy Comedian Harmonists. Niewiele rozumiałem z tego, o czym śpiewali, ale od razu pomyślałem, że chcę to robić – tak bardzo podobała mi się ich relacja z publicznością. Później wyjechałem do Niemiec w obsadzie musicalu „Welcome 2000”, podczas którego wykonywane były wszystkie najważniejsze numery musicalowe XX wieku. Nauczyłem się tam piosenki „Mój mały zielony kaktus”, która – jak się potem okazało po reakcji seniorek – była odrobinę nieprzyzwoita (śmiech). W tym momencie byłem pewny, że właśnie to chcę w życiu robić. Po moim powrocie mama dała ogłoszenie do Gazety Wyborczej, że poszukujemy pozostałych członków zespołu. Już na pierwszej próbie świetnie się dogadywaliśmy i szybko nagraliśmy pierwsze kawałki. Zadebiutowaliśmy w Piwnicy Artystycznej Przechowalnia, do której zaprosili nas Artur Andrus i Andrzej Poniedzielski. Ludziom się spodobało, więc nabraliśmy wiatru w żagle i tak już śpiewamy od wielu lat.

MU: Ewelina, niedawno była premiera Twojej pierwszej piosenki nagranej z Voice Bandem, ale w Internecie przeczytałam, że Arka znasz od dawna.

Ewelina Flinta: Tak, z Arkiem poznałam się chwilę po tym, jak dołączyłam do Teatru Buffo. To był dla mnie finansowo trudny czas, nie wiedziałam, czy dam radę utrzymać się ze śpiewania, więc razem z Arkiem i naszą koleżanką Agnieszką postanowiliśmy, że będziemy sobie dorabiać. Śpiewaliśmy kolędy, koncerty walentynkowe w centrach handlowych itp. To było nasze być albo nie być w Warszawie. Chwilę potem trafiłam do Idola, wydałam płytę i lata później odezwałam się do żony Arka z prośbą o lekcje angielskiego. Zaprzyjaźniłyśmy się i dowiedziałam się, że Arek stworzył zespół, a pierwszą płytę wyprodukuje Anita Lipnicka, która również będzie na niej śpiewać. Bardzo podobał mi się ten żart chłopaków, ich lekkość śpiewania, ale też wysoki poziom muzyczny. Chłopaki śpiewają w harmonii, każdy ma inną partię. Kunszt zdobywali w Filharmonii Narodowej albo Operze Królewskiej, mają też doświadczenie solowe. Jako dziecko dużo się nasłuchałam tych piosenek. Moi dziadkowie śpiewali, dziadek grał na akordeonie i często wybierali właśnie przedwojenny repertuar. Zresztą babcia miała też okazję posłuchać pierwszej płyty Voice Bandu i bardzo jej się podobała. Mówiła, że przenosi ją w czasy młodości.

MU: Czy już wtedy chciałaś zaśpiewać z zespołem?

EF: Tak, wyobrażałam sobie, że to musi być super zabawa! Ludzie znają mnie głównie z rockowego albo popowego brzmienia, ale tak naprawdę ciągnie mnie do różnych gatunków. A przez sentymentalne połączenie z moim dzieciństwem, do tych utworów mam wyjątkową słabość. Ktoś mógłby powiedzieć, że to niespójne z moją karierą, doradzać mi skupienie się na wytyczonym szlaku, ale ja po prostu musiałam spróbować.

AL: Ewelina kojarzyła się wszystkim z szufladką POP/ROCK, tymczasem do naszego retro wpasowała się idealnie! Nie tylko barwą głosu czy doskonałym wokalem, ale też nieuchwytnym klimatem, który tworzy w tych utworach. Początkowo tylko zastępowała Anitę na koncercie przy hotelu Bristol w Warszawie, ale tak wyśmienicie się sprawdziła, że została na stałe. Reżyser naszego teledysku był zachwycony również jej talentem aktorskim, który pokazuje nie tylko przed kamerą, ale także na scenie podczas koncertów. W odróżnieniu od wyćwiczonych aktorek, Ewelina jest bardzo naturalna w tych nagraniach – nie wpada w karykaturę, nie zmienia na siłę głosu.

MU: Polska piosenka ma bardzo bogatą historię. W jaki sposób dobieracie repertuar?

AL: Tak naprawdę selekcja utworów to żmudna praca. Przed ostatnią płytą spędziłem kilka tygodni w archiwum Polskiego Radia. Odrzucałem znane hity typu „Ta ostatnia niedziela” w poszukiwaniu czegoś mniej oklepanego. Udało mi się trafić na kilka perełek. Ludzie są nimi zachwyceni. Często do nas piszą po koncertach, że świetnie się tego słuchało i pytają, kto nam pisze piosenki. To odpowiadam, że Tuwim, Hemar, Wars, Petersburski… (śmiech) Ich tematy są ponadczasowe – o miłości, zdradzie, pieniądzach, pijaństwie.

EF: Dla mnie czasami wybór utworów bywa trudny. Część albumu chłopaki nagrywają sami, bo taka jest istota chóru rewelersów. Natomiast przy poszukiwaniu kawałków, w których pojawia się gościnnie głos kobiecy lub jest głosem wiodącym, natykałam się głównie na punkt widzenia kobiety samotnej, porzuconej, zdradzonej, gotowej wszystko wybaczyć mężczyźnie. A dla mnie ważny jest przekaz tego, o czym śpiewam, dlatego staram się szukać innej perspektywy. W utworze „Fernando” mój głos jest silny i stanowczy, co sprawia, że dzięki temu jest też bliższy kobiecie współczesnej. Być może rozwiązaniem byłoby odwrócenie ról – ja śpiewałabym partie męskie, a chłopaki żeńskie. I wymienilibyśmy się strojami (śmiech).

MU: Ciekawe, co oni na to! Czy publiczność, która śledzi Twoją działalność solową, Twój udział w programie „Twoja twarz brzmi znajomo” i Twoją gościnną obecność w Voice Bandzie, to trzy różne grupy?

EF: Jest grono najbliższych fanów, których widzę niezależnie od tego, na jakiej scenie się znajduję. Pozostałe osoby mają raczej konkretny gust. Natomiast odbiorcy muzyki retro są też bardzo zróżnicowani. Są ludzie starsi i młodsi – ostatnio po koncercie podszedł do mnie na przykład młody perkusista, oczarowany naszym koncertem. To nam udowadnia, że retro jest wciąż aktualne.

MU: I co dalej?

EF: Już teraz koncertujemy z tym materiałem. Ostatnio mieliśmy na przykład występ telewizyjny w Zamościu. Nagraliśmy już też teledysk do drugiego utworu, który będzie dalszym ciągiem historii rozpoczętej w „Fernando”. Niedługo ogłosimy premierę – myślę, że jego tytuł wzbudzi niemałą ekscytację. Mamy już zaaranżowane 7 utworów, trzeba je tylko nagrać. Poszukujemy także kolejnych propozycji, więc jeżeli ktoś zna dowcipne lub wzruszające mało znane utwory z okresu międzywojennego, to zachęcamy, żeby się do nas zgłosił!

IG https://www.instagram.com/voiceband_pl/

FB https://www.facebook.com/VoiceBandPL

Exit mobile version