Emil Szwajk to polski wokalista. Niedawno wydał swój najnowszy singiel o tytule Love Song. Teraz nadszedł czas na wywiad dla All About Music.
Jagoda Dobrzyńska: Jako autor tekstów lubisz opisywać proces odkrywania samego siebie jako człowieka. Od jak dawna to robisz? I jak to się zaczęło?
Emil Szwajk: Pierwsze teksty, do których robiłem tak że podkłady na keybordzie, pisałem jako kilkuletnie dziecko podczas zabaw z moją siostrą Eweliną. Nagrywaliśmy to wszystko później na kasety magnetofonowe, bo był to czas kiedy w polskim świecie panowały magnetofony; w moim przypadku był to grundig. Niestety, żadna z kaset się nie zachowała. To były początki. Później miałem bardzo długą przerwę i jakieś 4 lata temu zacząłem pisać ponownie swoje teksty.
JD: Jesteś również kompozytorem, producentem, multiinstrumentalistą… no i śpiewasz. Sporo tego, ale rozumiem, że godzisz to wszystko z łatwością?
ES: Wykorzystuję ten czas, który mam na maksa, ale niestety jest go, w mojej ocenie, wciąż za mało, żeby rozwijać się w takim tempie w jakim bym sobie życzył na wszystkich instrumentach, na których chciałbym grać. I we wszystkich innych sferach muzycznych, w których chcę iść do przodu. Dlatego muszę wybierać. W niektórych okresach bardziej skupiam się na gitarze, w niektórych bardziej na wokalu lub na innych instrumentach, a czasem zajmuję się tylko komponowaniem i produkcją nowych utworów. Aktualnie sporo uwagi poświęcam grze na perkusji. Żeby lepiej zobrazować jak działam… Wyobraź sobie, że mam kilka walizek, bardzo ciężkich, powiedzmy 6, a mogę przenieść jednorazowo maksymalnie dwie. Tak że biorę dwie i przenoszę kawałek do przodu, a później wracam po kolejne dwie. Następnie idę po pozostałe dwie. Gdy już mam wszystkie przy sobie, zaczynam ten proces od nowa i tak posuwam się do przodu. Na raty. Mam też w życiu takie momenty, że postanawiam – na przykład – nauczyć czegoś z zupełnie innej bajki. Dla przykładu spawać. Nie ukrywam, że bardzo jara mnie spawanie! (śmiech) To też zajmuje czas.
JD: Uczęszczałeś do szkoły muzycznej II stopnia w klasie gitary klasycznej. Dlaczego akurat ten instrument?
ES: Z niewiadomych przyczyn bardzo przyciągał mnie ten instrument. Swoją pierwszą gitarę, klasyczną, kupiłem w komisie jako piętnastolatek, a właściwie wymieniłem ją na kineskopowy telewizor Philips, który rodzice pozwolili mi wziąć z domu. Z perspektyw czasu myślę, że z telewizorem nie można zrobić nic lepszego, jak tylko wymienić go na gitarę! Polecam! Do szkoły muzycznej poszedłem w wieku 19 lat i uczyłem się tam przez 3 lata.
JD: Zadebiutowałeś z singlem o tytule Mobilem. O czym opowiada ten utwór?
ES: Mobilem to utwór, który napisałem w dniu swoich urodzin. Cały dzień spędziłem jeżdżąc samotnie rowerem i podziwiając najbardziej zazielenione części Rotterdamu, czyli największy park w Holandii Zuiderpark, czy Het Park ze swoimi stuletnimi drzewami i zielonymi papugami, które tam mieszkają. Czułem się przecudownie spędzając ten dzień ze sobą samym i o tym właśnie jest piosenka.
JD: Teraz nastąpiła premiera kolejnego, drugiego już singla, czyli Love Song. To raczej nie jest piosenka o miłości…?
ES: Właśnie, że ona jest bardzo o miłości, wzajemnej tolerancji i zrozumieniu. Dopiero, gdy widz potraktuje jako całość muzykę i teledysk do tego utworu, otrzyma pełen obraz tego co chciałem przekazać. Jeśli patrzy się na ten utwór w taki sposób, to miłości w nim nie brakuje.
JD: Co Ciebie skłoniło, aby napisać tekst o obecnej sytuacji w Polsce w Love Song? Czy to było jakieś konkretne wydarzenie?
ES: Ostatnimi czasy w naszym pięknym kraju jakim jest Polska, zostało przekroczone tyle granic absurdu, że jeśli byłby to konkurs ogólnoświatowy, to mielibyśmy, myślę, miejsce na podium. Także ciężko powiedzieć, że jedno konkretne wydarzenie zainspirowało mnie do napisanie tego utworu, ale z pewnością czarę goryczy przelała sytuacja kobiet w Polsce i to jak zostały one potraktowane przez rządzących.
JD: Czy usłyszymy trzeci utwór promocyjny?
ES: Tak, będzie trzeci utwór promocyjny, a wraz z nim mała niespodzianka. Top secret! (śmiech)
JD: Obecnie pracujesz nad debiutanckim albumem. Na jakim etapie teraz jesteś?
ES: Prace powoli dobiegają końca. Jestem w trakcie dopracowywania dwóch ostatnich utworów na płytę.
JD: Znasz już tytuł płyty? Bądź premierę?
ES: Nie ma jeszcze dokładnej daty premiery, ale stawiam na wiosnę. Tytuł płyty to Snów gięcie.
JD: Czego możemy oczekiwać po albumie, jakie tematy będziesz poruszać?
ES: Myślę, i mam wielką nadzieję, że uda mi się choć trochę zaskoczyć słuchaczy warstwą muzyczną. Płyta na pewno będzie różnorodna. Moim głównym założeniem podczas tworzenia było to by dobrze się bawić i nie ograniczać się. Szedłem totalnie za serduchem. Jeśli chodzi o teksty to są one o życiu. A w życiu, wiadomo: jest jak na karuzeli, niby fajnie, ale czasem można się porzygać. Na pewno więc na płycie nie będzie nudy, raczej będzie to przejażdżka na rollercoaster. (śmiech)

