Dominika Kobiałka to kolejna uczestniczka, która odpowiedziała na nasze pytania. Przeczytajcie krótki wywiad i poznajcie ją nieco lepiej.
Wywiad
Marta Mrowiec: Kim jest Dominika Kobiałka?
Dominika Kobiałka:
Nieuleczalna idealistka
Nadwrażliwiec
Osobowość złożona
Marta Mrowiec: Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o…
Dominika Kobiałka: …trasach koncertowych, gdy stoję na olbrzymiej scenie przed wielką publicznością, albo w sali koncertowej i razem z zespołem dajemy ludziom radość i energię opakowaną w dźwięko-słowa. Dla małego kłębka kompleksów i braku wiary w siebie jakim byłam ta wizja znajdowała się zawsze na najwyższej półce z etykietą „Prawie nierealne”.
Półkę niżej pod etykietą „Realne” wymarzyłam sobie podróże, spontaniczne, dzikie i niekomercyjne, bez sztywnego planu, przed siebie, pełne nieznanych miejsc, ciekawych ludzi i ich równie ciekawych obyczajów, w pędzie na grzbiecie przygody. Dla mnie opcja all-inclusive jest raczej opcją zarezerwowaną „na starość” o ile jej dożyję heheheh :D
Marta Mrowiec: Gdyby nie muzyka to…
Dominika Kobiałka: Moje życie byłoby jałowe, pozbawione pasji, głębi. Nie jestem w ogóle w stanie wyobrazić sobie takiej opcji. Dawanie ludziom energii poprzez to co się robi jest prawie jak narkotyk, tylko dużo zdrowsze :D Jeśli w życiu nie dążyłabym do spełniania marzeń to co to byłoby za życie? Dla mnie jałowa wegetacja. Wszystko podporządkowałam spełnieniu się w muzyce. Grając z losem o najwyższą stawkę jaką jest spełnienie marzeń zagrałam va banque – rozgrywka trwa.
Marta Mrowiec: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Dominika Kobiałka: Mój pierwszy przebłysk świadomości pojawił się gdy byłam 7-miesięcznym bobasem a zarazem było to moje pierwsze wspomnienie w życiu, bardzo żywe w mej pamięci. W moim domu od rana do wieczora zawsze grała muzyka w radio lub z nośników. Jeszcze nie potrafiłam chodzić, ledwie siedziałam, usłyszałam muzykę w radio i natychmiast poczułam odruch, że chcę śpiewać wydawać z siebie dźwięki. Jeszcze nie potrafiłam mówić a już zaczęłam śpiewać. W biegiem czasu w każdej możliwiej chwili śpiewałam, pomimo że mama raczej mnie nie wspierała a wręcz przeciwnie. Jestem jednak uparta i głos rozsądku mojej mamy „daj sobie z tym spokój bo nigdy w życiu nic nie będziesz ze śpiewania miała, weź się do nauki” do końca mnie nie przekonywał. Owszem na wszelkie sposoby starałam się znaleźć w życiu inne powołanie a to traktować jak hobby. Ale to nie jest hobby – to jest pasja, która wygrywała i wygrywa nadal w każdym starciu. I tak na przestrzeni lat współpracowałam z kilkoma zespołami. Zaczęło się od zespołu Brown (1999-2001) później długo i dużo się uczyłam w praktyce z kilkoma ambitnymi zespołami coverowymi, aż powróciłam do twórczości autorskiej. Nagrałam płytę ze składem Funky S’Cool (przygoda w klimacie rap/funky) – nagrania do ściągnięcia z internetu. Rozpoczęłam współpracę z zespołami Tension Zero (rock progresywny), dwie EP-ki dostępne w sieci, Kuki Pau (ska) nagrania trwają. „Z szuflady” wyłaniają się także moje pomysły na projekt solowy, który kiełkuje i wypuszcza pierwsze pączki.
Marta Mrowiec: Gdybyś miała wymienić 3 swoich idoli muzycznych, kto by to był?
Dominika Kobiałka: Tylko 3? Lista 30 byłaby zbyt krótka by wymienić najważniejszych :D Ale 3 pierwsze nazwiska, które przychodzą mi w tej chwili do głowy to Freddie Mercury, Wojciech Waglewski i Annie Lennox
Marta Mrowiec: Jaki gatunek muzyczny jest Ci najbliższy, w jakich klimatach czujesz się najlepiej?
Dominika Kobiałka: Gatunek muzyczny – słowa, które działają na mnie jak płachta na byka. Z radością depczę podziały gatunkowe a ograniczenie się do jednego gatunku muzyki dla mnie równoznaczne jest z ograniczeniem umysłowym. Nie mniej jednak by orientacyjnie przybliżyć co mi w sercu groov i mogę powiedzieć że kręgosłup mam rockowy ale kończyny wszystkie mam nie do pary jedna funky druga jazz, jedna ostro i ciężko, druga balladowo i akustycznie. Poza tym bardzo ważne dla mnie jest by piosenka była o czymś, by miała sens.
Marta Mrowiec: Śpiewasz w wielu językach. Dlaczego tak? W których z nich czujesz się najlepiej?
Dominika Kobiałka: Z biegiem czasu i pracy w rzemiośle cover’owym dla wielu różnych klientów jako rzemieślnik usługę wykonywałam i takim oto sposobem zdarzyło mi się śpiewać oczywiście mnóstwo po polsku i angielsku, wiele piosenek po francuska a do tego cała sałatka językowa złożona z: portugalskiego, włoskiego, hiszpańskiego, duńskiego, rosyjskiego, niemieckiego przyprawiona do smaku serbskim i kilkoma piosenkami łemkowskimi.
Najlepiej czuję się w polskim oczywiście i angielskim, choć długie ćwiczenia nad drgającym „RRR” sprawiły że z równą przyjemnością śpiewam po francusku. Całkiem miły i miękki jest też rosyjski.
Marta Mrowiec: Piszesz i komponujesz sama? Skąd czerpiesz inspirację?
Dominika Kobiałka: Kocham ludzi – ludzie są dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji. Ludzie, zjawiska, subtelna pajęczyna wzajemnych zależności, tętniąca sieć życia – to dla mnie fontanna inspiracji. Natomiast teksty w Tension Zero w znacznej mierze są zapisem moich przemyśleń i kilku „scen życia wewnętrznego” z mojej depresji, z której podówczas jeszcze się wygrzebywałam.
Marta Mrowiec: Wraz z zespołem Tension Zero pracujecie nad autorskim materiałem. Na jakim etapie są te prace?
Dominika Kobiałka: Zespół Tension Zero przez długi czas trwał w zawieszeniu po rozstaniu z poprzednią wokalistką. Dołączyłam ja i do nagranego już materiału zespołu napisałam słowa i wyśpiewałam je. Własnym sumptem dokonaliśmy nagrań i miksów – tak powstały dwie EP-ki „Angelawyer” i „Devilawyer”. Wraz z końcem roku wreszcie udało nam się zamknąć „stary rozdział” tworzymy nowy, na pewno bardziej żywy, bo z moją naturą nie da się za długo „zamulać” zaś gitarzysta Dariusz to muzyczne uosobienie ADHD i nieokiełznanej płodności jeśli chodzi o grę na gitarze. Sekcja rytmiczna zaś zaserwuje rytmy na pewno nieoczywiste.
Marta Mrowiec: Trwają też prace nad Twoim solowym materiałem, współpracujesz z zespołem Kuki Pau. Jak udaje Ci się to wszystko ze sobą pogodzić?
Dominika Kobiałka: Jak już wcześniej wspomniałam wszystko w swoim życiu podporządkowałam muzyce – to był świadomy, niełatwy, bardzo dokładnie przemyślany wybór. W konsekwencji swojego wyboru konieczne było wykształcenie takiej organizacji czasu bym mogła zająć się każdym przedsięwzięciem z należytym zaangażowaniem. I tu konieczne było wypracowanie silnej woli i samodyscypliny. Ponadto musiałam znaleźć taką pracę, w której elastycznie mogłabym rozplanować czas. Niestety życie prywatne tu trochę musiało ucierpieć – nie jestem w żadnym związku, wiodę żywot pracoholika-ascety, bardzo rzadko zdarza mi się imprezować ze znajomymi. Może gdybym była w stanie utrzymać się godnie z samej muzy byłoby „luźniej”. Na razie napinka i dużo pracy.
Marta Mrowiec: Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się na udział w programie The Voice of Poland?
Dominika Kobiałka: Nieustanne pytania znajomych „Kiedy wreszcie Ciebie będzie można gdzieś zobaczyć i usłyszeć”. W znacznej jednak mierze zadecydowała tutaj konwencja programu, która mnie przekonała – fakt, że tutaj naprawdę liczy się głos.
Najważniejszą jednak dla mnie kwestią jest to, że ja śpiewam dla ludzi. Nie ważne czy pod sceną jest osób 5, 50 czy 5000 – moje serce wtedy się dla nich otwiera. Gdybym śpiewała tylko dla siebie to równie dobrze kabina prysznicowa mogłaby spełnić zadanie sali koncertowej. Tego typu program daje mi szansę dotarcia do szerszego grona słuchaczy, bym mogła tak jak to ujął pan Marek Piekarczyk na przesłuchaniach w ciemno „walczyć o serca ludzi”.
Marta Mrowiec: Załóżmy, że wygrasz The Voice of Poland, co zmieni się w Twoim życiu?
Dominika Kobiałka: Nie myślę o wygranej, wrodzona skromność nie pozwala się moim myślom zbyt często zapuszczać w te rejony. Gdyby jednak jakimś cudem udało się bodaj do finału dotrzeć mam nadzieję, że byłby to milowy krok do realizacji marzenia z półki „Prawie nierealnych”, do tego bym mogła całkiem oddać się muzyce, tworzeniu, koncertowaniu bez obawy o to za co kupię jedzenie, ubranie albo zapłacę rachunki. Robić muzę i żyć z tego godnie a wtedy „Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba”

