Site icon All About Music

„Mam wrażenie, że pop stał się negatywnym określeniem” Wywiad z Darią Zawiałow

Daria Zawiałow powróciła ze swoim wyczekiwanym czwartym albumem! DZIEWCZYNA POP! pełna jest inspiracji i nawiązań do amerykańskiej sceny muzycznej, na której brzmieniach wychowywała się artystka, jak i osadzona mocno w krajobrazie USA.

Przy tworzeniu albumu Daria otworzyła się na bardzo wiele. O wszystkim co nowe i trudne w związku z DZIEWCZYNĄ POP! przeczytacie w zapisie naszej rozmowy. Było naprawdę ciekawie!

Adrianna Małolepszy: Po raz pierwszy pracowałaś nad płytą z innym producentem. Skąd taka decyzja?



Zupełnie czym innym jest praca nad pojedynczym singlem do takich projektów jak na przykład Męskie Granie, a zupełnie czymś innym jest stworzenie całej płyty od podstaw. Do tej pory robiłam to tylko z Michałem [Kushem]. Jest dla mnie przyjacielem, bratem i mentorem. Potrzebowałam wyjść spod jego skrzydeł, sprawdzić czy będę potrafiła zrobić to z kimś innym.

AM: Dzięki temu mam wrażenie całość poszła w zupełnie inną stronę niż dotychczas. Takie było założenie, czy to się wywiązało z Waszej współpracy?

Przychodząc do Bartka [Dziedzica] nie do końca jeszcze wiedziałam co i jak bym chciała, Bartek też nie wiedział. Musieliśmy chwilę się dotrzeć, trwało to jakieś dwa miesiące, zanim doszliśmy do tego w jaką stronę chcemy iść i w końcu wspólnymi siłami powstała koncepcja na warstwę muzyczną. Potem symultanicznie pisałam teksty. 

AM: Z tego co mówiłaś, Bartek chyba troszkę kazał Ci wyjść z tekstami ze strefy komfortu.

To prawda. Pomógł mi otworzyć się na zupełnie inną, nową lirykę. Zdecydowanie bardziej bezpośrednią, wprost, czasem wręcz bezczelną i zdecydowanie bardziej osobistą.

AM: Było Ci trudno?

Na początku tak. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać. Przynosiłam swoje teksty do Bartka, a on je hejtował (śmiech). Przy początkach naszej współpracy czasem myślałam, że nie dam rady, że nie potrafię tak pisać. Niemniej otworzyłam się i powoli te teksty zaczęły powstawać. Zrozumiałam, że chyba jednak potrafię i chyba się w tym odnajduję, że dobrze mi z taką formą. Z perspektywy czasu jestem bardzo dumna z tych tekstów.

AM: Nie bałaś się troszkę? Bo teraz nie masz się za bardzo za czym zakryć.

No nie mam. Dopiero teraz, w wywiadach, zderzam się z tym, że faktycznie muszę się bardziej zagłębiać w siebie i się uzewnętrzniać, ale to jest ok. Robię to na swoich zasadach. Nauczyłam się już, że jeśli nie chcę o czymś rozmawiać, to nie muszę. Ćwiczę asertywność. 

AM: Ale nie jest też tak do końca, bo zakrywasz się czasem i aranżem i muzyką…

To prawda. Chyba nie potrafię tak całkowicie. Kręci mnie kreowanie rzeczywistości, to się nie zmieniło. Ta płyta na pewno jest najbardziej osobistą jaką wydałam, ale wciąż jest doprawiona moją wyobraźnią.

AM: Jest też podzielona w bardzo ciekawy sposób. Wprowadź mnie w te rozdziały.

Rozdziały są trzy. Rozdział ‘92, który opowiada o przeszłości, pierwszych miłościach, rozczarowaniach, pożegnaniach… To takie moje rozliczenie z przeszłością. Kolejny jest rozdział Pete Stop czyli tak zwana bezpieczna teraźniejszość, gdzie mam już tę magiczną trzydziestkę i doszłam do momentu, w którym mam w sobie ogromną potrzebę stabilizacji, ułożenia już jakoś życia prywatnego. Ostatni, najtrudniejszy dla mnie rozdział jeśli chodzi o napisanie tekstów – rozdział Backdoor opowiadający o przyszłości. Tworząc ten ostatni rozdział uświadomiłam sobie jak bardzo potrafię sobie utrudniać myśląc za wiele i tworząc negatywne scenariusze ‘co by było gdyby’ w mojej głowie. Ta część płyty jest trochę krzywym zwierciadłem moich obaw i lęków, trochę wytworem wyobraźni. Jest oczywiście ‘doprawiona’ moimi doświadczeniami, trochę fantazją, ale jest to na pewno najbardziej nostalgiczna część całości. Nostalgia i lęk to nieodłączne części mojej osoby, więc uwielbiam ten rozdział. 

AM: Mamy też trzy wersje fizycznej płyty w trzech kolorystykach dobranych do poszczególnych rozdziałów. Czemu wybrałaś akurat te konkretne kolory?

Istnieje coś takiego jak Synestezja czyli łączenie emocji, sytuacji, osób z konkretnymi kolorami. Te kolory pasowały mi do stylistyki, do poszczególnych miejsc i rozdziałów. Hollywood i wszystko co tam zrobiliśmy, kojarzył mi się z brudnym fioletem, z liliowym… Może dlatego, że mimo tego anturażu tych chudych palm i zachodów słońca, to miasto ma w sobie jakąś tajemnicę i mroczną stronę. Nowy Jork jest dla mnie bardzo tętniący życiem i mocny więc tu idealnie pasuje czerwień. W przypadku Arizony walczyły dwa kolor. Kolor pustynny, pomarańczowy, którego chcieliśmy użyć najpierw i ziemna zieleń. Pomarańczowy jest dla mnie trudny, bo lubię go chyba najmniej ze wszystkich, w sumie pasowałby do tego ciężkiego smutnego obrazka z rozdziału Backdoor. Ostatecznie postawiliśmy jednak na kaktusową zieleń, która też świetnie pasuje do Arizony, a okazało się, że jeśli chodzi o sam design po prostu lepiej wygląda.

AM: Dlaczego akurat Stany?

To był dla mnie oczywisty wybór. Zarówno muzycznie jak i lirycznie na tym albumie jest mnóstwo inspiracji artystami ze Stanów. Chociażby Cardigans czy Garbage. Poza tym utarło się już chyba, że każda moja płyta kręci się wokół jakiegoś konkretnego miejsca na mapie świata. Tutaj akurat musiały to być Stany Zjednoczone. 

AM: I skoro już przy tym jesteśmy to warto myślę zahaczyć o numer Bambi Sarenka. Wydaje mi się, że miałaś niesamowicie dużo zabawy przy jego powstawaniu.

To prawda! Bambi to był niesamowity fun dla mnie właśnie ze względu na to, że jest to utwór zainspirowany moimi ulubionymi zespołami. Jest też najmocniejszym numerem, najbardziej rockowym. Fantastycznie się bawiłam, chociaż refren, w ogóle tekst był dla mnie nie lada wyzwaniem. Bardzo długo nad nim myślałam.

AM: Bardzo ciekawi mnie też jak wybierałaś, które utwory będą singlami, bo wydaje mi się, że padło na bardzo nieoczywiste propozycje.

Naprawdę? To ciekawe. Bardzo lubię jak słuchacz interpretuje utwory po swojemu i lubię gdy różne osoby wybierają sobie ulubione piosenki i jak różne są to wybory. To dla mnie znak, że żaden z tych numerów nie znalazł się na tej płycie przypadkiem. Przy wybieraniu na pewno sprawdzaliśmy z radiami co gra w duszy słuchaczom natomiast to się też bardzo pokrywało z wyborami moimi i wytwórni. Nie ukrywam, ja zawsze jestem tą osobą, która sugeruje jakie powinny być single i ostateczna decyzja w tej sprawie też należy do mnie. Tworzę bardzo bezkompromisowo i jestem uparta kiedy trzeba. Przemyślałam tę strategię.

AM: Wspomniałam o tym, że je może wybrałabym inne, ale nie dlatego, że coś mi się nie podoba, tylko raczej dlatego, że przynajmniej dwa pierwsze single, wydaje mi się, są mało reprezentatywne jeśli chodzi o całość. Wydaje mi się, że celowo.

Zdecydowanie. Chcieliśmy zaskoczyć, dozować emocje i wrażenia. Osiągnąć efekt WOW. Dlatego właśnie pierwsze dwa single są chyba najmniej reprezentatywne dla tej płyty i chyba też najbardziej komercyjne.

AM: Na późniejszego singla, już po premierze całej płyty świetnie sprawdziłaby się moim zdaniem Dziwna. Nie tylko jest mocna i gitarowa, ale też bardzo ciekawy lirycznie.



Bardzo dziękuję. Jest to jeden z faworytów. Uważam, że byłby to dobry singiel i nie wykluczam takiej opcji.

AM: No i to już tak typowo moje myślenie życzeniowe, ja osobiście na pewno bardzo chciałabym zobaczyć na przykład klip do Ballady Znad Rzeki. Słuchając jej tworzą się w głowie niesamowite obrazy. Mam wrażenie, że jest niesamowicie “wizualna”.

Ooo! Byłoby to bardzo interesujące, chociaż nie wiem czy bym to udźwignęła, bo to chyba najsmutniejsza piosenka na tej płycie! Ballada Znad Rzeki powstała właśnie nad rzeką. W zeszłym roku w wakacje pojechaliśmy z Bartkiem do domku nad rzekę, żeby popracować i tam powstał ten numer. Najpierw stworzyliśmy muzykę, Bartek grał mi na gitarze akordy, napisałam melodię. Potem siedząc i rozmawiając o tekście, nakłonił mnie, żeby napisała o tym co by było gdybym się hipotetycznie rozstała z partnerem. Pomyślałam, że oszalał. Po co mam budzić w sobie takie emocje, to straszne! Niemniej przekonał mnie żeby spróbować. Takie bardzo bolesne ‘co by było gdyby’, ale weszłam w tę emocję. Tak powstała właśnie Ballada Znad Rzeki i od tego właśnie zaczął się rozdział Backdoor.

AM: Wyszło niesamowicie mocno i uwielbiam ten utwór, ale nie powiedziałabym, że to jest właśnie ten najsmutniejszy na całej płycie. Jest jeszcze Ballada o Niej.

No tak. One są chyba na równi. Kiedy moja babcia trafiła do szpitala po wylewie, musiałam zagrać pierwszy koncert po przerwie z nowymi utworami na Orange Warsaw Festiwal. To było ogromnie trudne doświadczenie. Lata pracy nauczyły mnie przełączać się automatycznie na tryb pracy, a pewne prywatne rzeczy wyłączać. Weszłam wtedy na tą scenę i zagrałam ten koncert. Natomiast nie wiem jeszcze jak sobie poradzę z tymi wszystkimi utworami i związanymi z nimi emocjami podczas trasy koncertowej, którą zaczynamy w grudniu. To będą ogromne obiekty, zaczynamy na Torwarze. Nie potrafię jeszcze przewidzieć do końca mojej reakcji podczas grania na żywo. Niczego nie zakładam, ani nie wykluczam. Zobaczymy. Planuję grać na trasie całą płytę. Wszystkie utwory, oczywiście przeplatane jakimś the best of, ale chciałabym żeby na koncercie wybrzmiał każdy utwór z tej płyty.

AM: Cały czas się zastanawiam czy byłabyś skłonna kiedyś, w jakiś sposób rozwinąć i pociągnąć historię opowiedzianą na tej płycie dalej. Myślę, że jest tu naprawdę duży potencjał. 

Potencjał zdecydowanie jest i mogę tylko powiedzieć, że o tym rozmawiamy.

AM: Na koniec nie mogę Cię nie zapytać o Twoją współpracę z firmą Yves Saint Laurent! Gratuluję ambasadorstwa! 

Dziękuję! Jest to na pewno spełnienie mojego marzenia. Identyfikuję się z tą marką i jej estetyką. Jestem fanką od wielu lat. Utożsamiam się z ich rockowym duchem, którego mam też ja. Przez wiele lat, gdy przychodziły do mnie propozycje od innych marek beauty, ale je odrzucałam. Mówiłam, że wierzę, że w końcu będzie to YSL. Jestem przeszczęśliwa, że to się wydarzyło  i jestem jedną z dwudziestu trzech globalnych ambasadorów marki, która dla mnie jest najważniejszym modowym brandem na świecie.

AM: Gratuluję! 

Czy nie uważasz, że wkładanie artysty, a nawet konkretnej płyty w szufladkę jednego gatunku jest troszkę przestarzałe?

No właśnie jest. Mam wrażenie, że od słowa ‘’pop’’ się trochę ucieka. Alternatywa, indie pop, indie rock i różne inne gatunki.

Mam wrażenie, że ‘’pop’’ stał się negatywnym określeniem. Ale umówmy się, kto nie kocha Michaela Jacksona czy Prince’a? 

A to jest pop! Ja na wielu płaszczyznach mojego życia jestem po prostu dziewczyną pop! Kocham pop. Mimo tego, że mam rockową duszę i gdy wychodzę na scenę to wychodzi ze mnie ta zodiakalna lwica. 

AM: Mam wrażenie, że te podziały wzięły się stąd, że w pewnym momencie pop stał się mocno zróżnicowany i chcieliśmy to troszkę uporządkować i zabrnęliśmy w tym za daleko. Fajnie byłoby odejść od takiego niesamowicie dokładnego nazywania gatunków i cieszyli się po prostu muzyką.

Dokładnie tak. Dlatego właśnie zostaje przy Dziewczynie Pop!

AM: Bardzo serdecznie Ci dziękuję za niezwykłą rozmowę!

Ja również!

Exit mobile version