Site icon All About Music

„Temat miłości braterskiej do siostry jest dla mnie [w tym filmie] najważniejszy” Wywiad z Bartkiem „Małachem” Małachowskim

Niedawno odbyła się premiera filmu Życie w błocie się złoci, ukazującego między innymi złożoność i wielowarstwowość środowiska hip-hopowego i dylematów z jakimi zmagają się ludzie z nim związani, choć zapewne nie tylko oni.

Produkcja w reżyserii Piotra Kujawińskiego jest również debiutem ekranowym rapera Małacha, który oprócz zagrania jednej z głównych ról, współtworzył do niej również oprawę muzyczną. Obok Bartka Małachowskiego wcielającego się w Lupusa na ekranie zobaczy również Michała Pawlika, Adriannę Chlebicką, Mateusza Kocięckiego i Jana Nowickiego w jednej z jego ostatnich kreacji.
Przeczytajcie zapis mojej rozmowy z Małachem by dowiedzieć się więcej zarówno o filmie jak i jego osobistym doświadczeniu i przemyśleniach związanych z pracą na planie i samą produkcją.

Adrianna Małolepszy: Gratuluję debiutu filmowego! Jak w ogóle trafił do Ciebie scenariusz?

Przyjechał do mnie reżyser Piotr Kujawiński i rozmawialiśmy o tym, żebym zrobił jakieś numery do filmu. Piotrek chciał też wykorzystać moje inne, wcześniej publikowane kawałki. Opowiedział mi w paru zdaniach fabułę filmu “Życie w błocie się złoci” i zapytał czy nie chciałbym w nim zagrać. Stwierdziłem, że to może być dla mnie ciekawe artystyczne wyzwanie. Dobrze się czuję w tego typu kreatywnej pracy, w której mogę się wykazać.

Adrianna Małolepszy: A myślałeś wcześniej o tym, że chciałbyś grać w filmie?

Nie, ale od zawsze słyszałem od znajomych pół żartem, że powinienem coś zrobić w tym kierunku. Pewnie mieli na myśli raczej kabaret, bo bardzo często robię sobie jaja (śmiech).

AM: Jesteś w stanie porównać do czegoś pracę na planie? Jakbyś na przykład porównał pracę nad teledyskiem do pracy nad filmem?

Film jest bardziej rozbudowany. Kręcenie klipu to zwykle jeden bardzo intensywny dzień. W przypadku filmu w ciągu jednego dnia zdjęć powstaje kilka, maksymalnie kilkanaście minut materiału, który faktycznie się potem wykorzysta.

AM: Jak na debiut to chyba zostałeś troszkę wrzucony na głęboką wodę. Wydaje mi się, że nie było łatwo udźwignąć tę postać.

Takie historie jak ta w filmie nie są mi obce. Mam w sobie dużo wrażliwości, więc łatwo było mi się w nią wczuć. Po za tym jestem taką osobą, której łatwiej stworzyć coś smutnego czy nostalgicznego niż wesołego. W tym filmie dużo jest bólu i złych emocji, one przyszły mi najłatwiej, dobrze się w tym czułem.

AM: Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak dużo pracujesz. Co roku płyta, teraz film… Jak udaje Ci się utrzymać takie natężenie pracy?

Ja po prostu tym żyję. Mimo, że nie muszę chodzić do pracy na określoną godzinę i właściwie pewnie gdyby nie wywiad, to teoretycznie nie musiałbym się dzisiaj tutaj zjawić, ale jestem wobec siebie bardzo surowy. Od poniedziałku do piątku jestem w pracy. Moja rodzina to wie. Do godz. 17.00 zajmuję się sprawami zawodowymi, nawet jeśli teoretycznie nie muszę tego robić tak regularnie.

AM: Teraz też pracujesz już nad nową muzyką?

Tak, właściwie zawsze coś powstaje. Długo nie było nas na scenie w składzie Małach & Rufuz, ale teraz jesteśmy już w połowie pracy nad płytą. Po wakacjach na pewno się ukaże. Pracuję też nad swoim solowym krążkiem. Już nie mogę się go doczekać.

AM: Nadal jest tak, że bierzesz na siebie zadania, które teoretycznie mógłbyś powierzyć komuś innemu, jak na przykład pakowanie płyt?

Tak. Jestem ogromnym pedantem jeśli chodzi o moją pracę. Wymagam od siebie i od innych naprawdę dużo. Niekoniecznie jest to dobra cecha. Współpraca ze mną nie zawsze jest prosta. Muszę osobiście przypilnować każdy etap pracy. Chciałbym żeby było jak najmniej pomyłek.

AM: To musiało być Ci trudno w czymś zupełnie nowym.

Tak, było to bardzo wymagające. Na planie filmu zadawałem mnóstwo pytań i pewnie momentami wszyscy mieli mnie dość, ale finalnie wydaje mi się, że wyszło to dobrze. Miałem w głowie wiele myśli, ale na szczęście nie mogłem wszystkiego pozmieniać, bo ktoś inny sprawował nad tym pieczę. Wczoraj oglądałem Życie w błocie się złoci w kinie pierwszy raz i jestem ogromnie zadowolony z tego jak to wyszło.

AM: Chciałabym chwilę zatrzymać się przy jednej z końcowych scen, Twoją ostatnią z panem Janem Nowickim. Jest niesamowicie mocna, zwłaszcza z perspektywy czasu.

Tak, ona pokazuje też,  jak bardzo wielopłaszczyznowy jest ten film. Widać w niej proces przemijania. Ta scena daje widzom przestrzeń, żeby się nad tym zastanowić. Nie można patrzeć płytko na ten film. Nie jest to produkcja tylko o chłopaku z blokowiska czy temacie lojalności. To, że mamy w nim także motyw narkotyków i policji, to tylko jedna z płaszczyzn.

AM: Dla mnie to tylko środek do przekazania głębszych wartości i treści.

Dokładnie. Dzięki temu jakaś grupa na pewno będzie się z tym bardziej utożsamiać. Dopiero jeśli spojrzy się na niego głębiej, będzie można wyciągnąć ciekawsze rzeczy.

AM: Gdzie dla Ciebie jest ta najważniejsza warstwa w filmie?

Temat miłości braterskiej do siostry jest dla mnie najważniejszy

AM: O tak! Zdecydowanie to chyba element, który kształtuje odbiór całości.
A czym dla Ciebie tak zupełnie prywatnie jest ten film?

Na pewno sukcesem i spełnieniem w jakimś sensie. Praca z tymi niesamowitymi ludźmi była czymś fantastycznym. Nie jestem kinomaniakiem i nie siedzę w tym aż tak głęboko.Dzięki filmowi poznałem mnóstwo wspaniałych i utalentowanych aktorów, którzy pokazali się z niesamowitej strony

AM: Jak Ci się grało z panem Janem Nowickim?

Wspaniale. Wszystko co zrobił pan Jan na planie nawet poza ujęciami było “filmowe”. Niesamowicie się na to patrzyło.

AM: Ja jeszcze raz bardzo serdecznie gratuluję, bo wyszła naprawdę fajna, ciekawa rzecz i naprawdę dałeś radę. Na pewno to trafi do tej grupy odbiorców, do której chyba jest najbardziej kierowane.

Dzięki, miło to słyszeć. Mam nadzieję, że film trafi też do odbiorców niezwiązanych z rapem. Byłoby wspaniale, gdyby go obejrzeli.

AM: To też kwestia marketingu i jak szeroko uda się z tym dojść.
Chciałbyś jeszcze kiedyś wejść na plan?

Nie wiem, nie mam na to parcia. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Jeśli dostanę jakąś naprawdę fajną propozycję to na pewno to przemyślę. Nie jestem typem człowieka, który teraz przyjąłby propozycję zagrania czegokolwiek, tylko po to żeby się pokazać. Musiałoby to być coś, co naprawdę do mnie przemówi. Na razie zostaję w muzyce. Jeśli jednak coś miałoby się wydarzyć w tym zakresie, to muzyka na pewno też na mnie poczeka.

AM: Może napiszesz po prostu muzykę do filmu, bo teraz się to mocno rozszerzyło…

Bardzo chętnie. Często pracuję z różnymi muzykami i instrumentalistami. Na pewno będę miał więcej tego typu planów.

AM: Bardzo serdecznie Ci dziękuję!

Dzięki za rozmowę. 

Exit mobile version