Site icon All About Music

Wyglądać jak swój idol – o Karolu, który został Popkiem. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Kiedy miałem szesnaście lat założyłem swoją pierwszą kapelę rockową. Nazwaliśmy się Flypaper 22 (flypaper to z angielskiego lep na muchy) i w każdej wolnej chwili napierdzielaliśmy w pokoju naszego perkusisty kawałki Green Day’a, Blink-182 i tego typu pop punkowych kapel. Wtedy właśnie zakochałem się w tzw. kalifornijskim punk rocku, a miłość do tego gatunku wiązała się z tym, że należało swoim ubiorem i wyglądem podkreślać przynależność do tej, nazwijmy, subkultury. Dlatego też zapuściłem włosy (miałem grzywkę a’la Joe Jonas z lat świetności), kupowałem wąskie spodnie (ważyłem 20 kilo mniej niż teraz) oraz trampki Converse lub Vansy. Zresztą buty tej drugiej marki noszę do dzisiaj, więc coś ze szczenięcych lat jeszcze we mnie zostało.

Moim wzorem do naśladowania był Billie Joe Armstrong z Green Day’a – uwielbiałem jego wizerunek oraz postawę na scenie w czasie koncertów. Zafascynowała mnie jego fryzura z okresu płyty 21st Century Breakdown, dlatego też przy pomocy hektolitrów lakieru do włosów (mam nadzieję, że przez te zabiegi nie wyłysieję przed 30.) tworzyłem ze swoich brązowych kosmyków artystyczny nieład. Część z Was w tym momencie zastanawia się do czego zmierzam? Już odpowiadam: do tego, że będąc nastolatkiem chce się naśladować swoich idoli i jest to zupełnie normalne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy twym idolem jest Popek.

Karol. Człowiek który został Popkiem, Karol. Człowiek który został idiotą – wiele różnych stron facebookowych powstało po tym, jak pewien Karol z Kalisza pochwalił się światu swoją nową atrakcją na twarzy – skaryfikacją, polegającą na celowym wycięciu kawałków skóry po to, by po jakimś czasie pojawiła się blizna. Duża blizna. Moim zdaniem już delikatnym przegięciem jest tatuowanie sobie loga ulubionego artysty, bo przecież nigdy nie wiadomo, czy za 10 lat nadal ktoś będzie fanem Justina Biebera czy Violetty. A tatuaż można jakoś przykryć lub nawet usunąć laserowo. Ale oszpecanie twarzy, czyli okładki swojego ciała, jest po prostu kompletnym debilizmem.

To jest prawdziwy Popek. Foty tego podrabianego pewnie widzieliście już. Oszczędzimy Wam tutaj tego widoku.

W sieci przeczytałem już mnóstwo artykułów związanych z Karolem. Nie dziwi mnie to, bo to interesujący temat, który wzmaga szeroką dyskusję. Lecz może poza portalem wyszlo.com chyba nikt nie spróbował spojrzeć na tę kwestię subiektywnie. I dlatego ja to uczynię.

Zacznę od tego, że Karol zrobił idiotyczną rzecz. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Lecz trzeba pamiętać, że aby był skutek, musi być najpierw przyczyna. W tym wypadku po trochu winić należy samego Popka. Na potrzeby tego tekstu miałem nieprzyjemność przesłuchania kilku kawałków Gangu Albanii. Ogólnie w tych tekstach ciężko doszukać się jakiejś głębszej myśli, ale udało mi się zapamiętać np. taki cytat: jaki k**** z ciebie Albańczyk? Nie zapominajmy, że owy Karol to nastolatek. A nastolatkowie łykają niektóre rzeczy jak pelikany. W jednym z filmików wrzuconych na fejsie Karol „Scarface” odpowiada hejterom, że jako jeden z niewielu miał odwagę zrobić coś takiego. Mniemam, że poniekąd pociachał sobie twarz po to, by pokazać że jest Albańczykiem.

Dlatego uważam, że artyści muszą uważać na to co robią, bo pewne jest to, że jeden z jego fanów zrobi wszystko, by się do niego upodobnić. Czujnym trzeba być w kontekście nastoletnich ludzi, bo nawet badania potwierdzają, że w tym wieku jest się najbardziej podatnym na wpływy rówieśników czy też właśnie idoli. A główną grupą słuchaczy Popka i Gangu Albanii są na pewno osoby nie przekraczające swoim wiekiem 20 lat. Ja sam mając 17 lat przebiłem sobie ucho i wstawiłem kolczyk w chrząstkę, bo było to bardzo punkowe. Po dwóch tygodniach jednak taka ozdoba mojego ucha mi się znudziła i ją wyciągnąłem. Dziś na jej miejscu pozostaje malutka i niemalże niewidoczna blizna.  Wiem, że jest to sprawa oczywista, ale warto podkreślić to raz jeszcze: Karol. Człowiek który został Popkiem do końca życia będzie miał na twarzy bliznę. Śmiem twierdzić, że za dwa lata mało kto będzie pamiętał o Gangu Albanii. Po 1989 roku największą gwiazdą muzyki był moim zdaniem Michał Wiśniewski. Kto dziś o nim pamięta? A Popka nie umieściłbym nawet w pierwszej pięćdziesiątce czołowych postaci. Nie zapominajcie, że gdy Karol będzie miał np. 60 lat, wielki znak niepełnego „X” w postaci blizny na całej gębie nadal będzie się tam znajdował. No chyba, że przeszczepi sobie skórę z tyłka.

Wiem, że część z Was pomyśli, że trochę przesadzam ze zwalaniem winy na Popka, ale niestety takie są fakty. Nie twierdzę, że artyści muszą szczególnie uważać na to, co prezentują, ale też nie twierdzę, że ich kontrowersyjne postawy przejdą bez żadnego echa. Zawsze znajdzie się jakiś Michał, Kuba czy Maciek, który zrobi wszystko, by wyglądać jak swój ulubieniec. I tą złotą myślą zakończę swój dzisiejszy tekst.

PS. Obiecany felieton o Panic! at the Disco pojawi się za tydzień.

Exit mobile version