„Wydaje mi się, że to moja najbardziej optymistyczna płyta.” Wywiad z Marcinem Maciejczakiem
Julia Maciąg
Marcin Maciejczak w tym roku zaskoczył fanów wydając aż dwa albumy studyjne: Destroy Me, Today oraz 8 piosenek o miłości. Ten drugi tytuł ukazał się na początku listopada. Z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistą o procesie powstawania nowego materiału, jego najważniejszych inspiracjach przy jego tworzeniu oraz muzycznych marzeniach związanych z występami na żywo.
Julia Maciąg: Ten rok jest dla Ciebie bardzo produktywny. Wydałeś dwa albumy i to bardzo różne albumy od Ciebie. Co sprawiło, że ten rok zaowocował nowościami muzycznymi od Ciebie?
Marcin Maciejczak: Mój poprzedni album, „Destroyed Me Today”, który wyszedł w lutym, tworzyłem przez trzy lata. Miałem przestrzeń na przeżywanie różnych uczuć, tych brudnych, tych lepszych i tych zwyczajnie gorszych. Ja mówię, że ten album, to zamknięte w jedną całość „krew, pot i łzy”. A moja nowa płyta, „8 Piosenek o Miłości”, była tworzona, uwaga – przez trzy miesiące.
JM: Ale liczba trzy została zachowana.
MM: Tak, wszystko musi mieć jakiś koncept. (śmiech) Jeśli chodzi o ten mój najnowszy album, to ten rok jest dla mnie bardzo intensywny. Kończąc poprzednią płytę z producentami z TOODAY MUSIC, konkretnie utwór „Ja”. (zresztą mam wrażenie ulubioną piosenkę moich fanów z tej płyty) szło nam tak fajnie, jakoś tak naturalnie, z dobrym flow (choć paradoksalnie to nie jest łatwa emocjonalnie piosenka), że mój menadżer siedząc na kanapie powiedział, „Słuchajcie, mam dla was challenge: zróbmy nowy album i zamknijmy go w trzy miesiące.”
I te trzy miesiące były dla mnie naprawdę przyjemnym okresem. Może dlatego, że byłem zamknięty w studiu i nie miałem nawet okazji przeżywać skrajnych emocji. (śmiech) To to był szczęśliwy czas w moim życiu i wciąż jest, nadal trwa. Cieszę się, że ten etap mojego życia udało mi się przelać na teksty. Wydaje mi się, że to moja najbardziej optymistyczna płyta.
JM: Jak wspomniałeś, że wiele rzeczy ma znaczenie, to czy liczba piosenek na tym albumie też je ma?
MM: Początkowo wiedzieliśmy, że to będzie 8 piosenek o miłości, i zamknęliśmy to w jakichś ramach. Ale później, kiedy tworzyłem ikonografię do tego albumu, zauważyłem, że przekręcona na bok ósemka tworzy znak nieskończoności. I to jest niesamowity szczegół, który zawarłem właśnie w nowym logo, które się pojawia na okładkach singli i na płycie. W pewien sposób nadałem tej ósemce dodatkowe znaczenie.
JM: Każda z tych piosenek opowiada o innej miłości. Jaka miłość była dla Ciebie najtrudniejsza do opisania w albumie?
MM: Dziwne jest to, że ja mam problem z pisaniem o miłych rzeczach i doznaniach. Jestem przyzwyczajony też do tego, że częściej nagrywam ballady, które mi przychodzą z łatwością. Również z łatwością mi przychodzi pisanie o smutku, o rozstaniach, o trudnych emocjach. W tym przypadku mogę szczerze powiedzieć o piosence „miłości”, która była bardzo optymistyczna.
Aby stworzyć utwór w tej szczęśliwej, gorącej aurze, pełnej słońca, pomogło mi myślenie o przyjaźni z moimi przyjaciółkami, z którymi znam się ponad dziesięć lat. Pamiętam, mieliśmy małą posiadówkę. Siedzieliśmy razem w trójkę i ja wspomniałem „Boże, my się znamy już tyle czasu. Powinienem napisać o nas piosenkę. O tym, że to trwa, że mimo różnych szkół, miast w których żyjemy, wciąż spotykamy się w tym życiu. Dbamy o te relacje.”
JM: Co sprawiło, że ta piosenka jest jako pierwsza na krążku?
MM: To nie było takie oczywiste, ten album można ułożyć w rożnej kolejności i w zależności od tego, jak ułożymy piosenki, stworzą nieco inną historię. Polecam taką zabawę każdemu, każdy może ułożyć te piosenki w swoją historię o miłości.
JM: Też wyłapałam z takich szczęśliwszych utworów Sauvage. Ta melodia i tekst razem są wręcz taneczne i zmysłowe. Nawiązując też do miłości i zestawiając ze sobą te dwie piosenki, czy Sauvage jest o ukochanej osobie, a miłości są bardziej o takiej przyjaźni?
MM: Myślę, że „miłości” są stricte o uczuciu i o przeżywaniu tej relacji z drugą osobą.
Super jest to, że nie tylko osoby zakochane mogą się utożsamiać z tym utworem, a także osoby, które się przyjaźnią kupę lat. I nie nazywają tego miłością, ale są po prostu przyjaciółmi i idą razem przez życie.
Dla mnie „Sauvage” jest bardziej takim… pójściem na imprezę, dostrzeżeniem tej jednej osoby w tłumie i spędzeniem z nią tego jednego magicznego wieczoru. Nie wynika z tego nic dłuższego ani większego, ale tej jednej nocy jesteśmy mocno zauroczeni tą osobą. Sama muzyka w tej piosence bardzo zachęca do tańca, a o samym parkiecie też śpiewam. Mam nadzieję, że ten utwór sprawdzi się na imprezach.
JM: Uciekam za to jest takim „letniaczkiem” ze względu na gitary akustyczne, których jestem ogromną fanką. Ale ta piosenka też taka, ma nutkę romantyzmu w sobie, a też tytułowej ucieczki. To bardziej taka piosenka o strachu przed głębszym uczuciem, czy raczej o jego sile?
MM: Myślę, że ta piosenka opowiada o strachu przed mówieniem wprost o uczuciach. Ten tekst pokazuje próbę kurczowego zatrzymania tej jednej, ważnej osoby — zamknięcia drzwi i powiedzenia: „powiedz mi w twarz wszystko, co o mnie myślisz, wszystko, co nas opisuje”. Bo jeśli tego nie zrobisz, to ja zaraz ucieknę. Albo decydujemy się to ciągnąć dalej, albo tytułowo uciekamy, każdy w swoją stronę.
JM: Pierwszym singlem jest Nie stanie się nic. Oglądając teledysk i słuchając piosenki, to nie ukrywam, że wyobraziłam sobie We can’t be friends, Ariany Grande, głównie przez cytat Jutro pójdę do tej pani, co usuwa ludziom pamięć.” Czy to była jakaś inspiracja do stworzenia tej piosenki?
MM: Dla mnie największą inspiracją przy tym utworze była twórczość Kaśki Sochackiej, zarówno muzycznie, jak i lirycznie. W tamtym okresie i nadal dużo słucham jej piosenek. Ona tak naprawdę nigdy nie wyrzuca tego pudełka wspomnień i ciągle do nich wraca w swoich tekstach. Skojarzenie z „We can’t be friends”, Ariany jest jak najbardziej słuszne. Mimo inspiracji twórczością Kaśki, wszystko w mojej historii, jak i w historii Ariany zaczęło się od filmu „Zakochany bez pamięci”…
JM: A propo teledysków, wszystkie nagrania zostały zrobione w słonecznej Italii. Co Cię podkusiło, żeby właśnie to wszystko zrobić w tym miejscu?
MM: Dla mnie miłość to są uczucia, które są bardzo gorące i bardzo nasycone. Kiedy w naszym życiu pojawia się miłość naprawdę widzimy wszystko w wyostrzonych, nasyconych kolorach, jest jakoś bardziej gorąco. Ta aura gdzieś nas otula, mamy motylki w brzuchu. I to chcieliśmy pokazać wydając tę płytę. Praca nad całą oprawą wizualną była dla nas piękną, bogatą w doznania przygodą. Zależało nam na miejscach, które są skąpane w słońcu, duszne, gorące, w kolorach ziemi i miłości. Bo wg. mnie te piosenki pachną rozgrzanymi gajami oliwnymi, pomarańczami, są delikatne jak brzoskwinia, co możesz zobaczyć biorąc do ręki fizyczny egzemplarz płyty – zastosowaliśmy niesamowity efekt przy wydruku poligrafii, ta płyta w dotyku jest zupełnie inna niż te, z którymi na ogół mamy do czynienia. Konceptualnie sesję do płyty i teledyski – a video powstało do każdej z 8 piosenek – zrobiliśmy analogami. Niesamowita jest dla mnie też historia z tym, że podczas sesji przez kilka dni nosiliśmy plecaki wypełnione filmami fotograficznymi. Jestem wdzięczny, że sesję mogłem zrobić z Yanem Wasiuchnikiem, którego pracami zachwycam się od lat. Yan jest odpowiedzialny m.in. za okładki takich magazynów jak, Vogue, czy Elle i to nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Wszystkie teledyski powstały kamerami VHS, takimi starymi. Kocham takie szczegóły!
JM: Właśnie jednym z takich klimatycznych też utworów, przynajmniej jak faktycznie oglądałam teledysk, były Jagodowe Papierosy. I brzmi właśnie też jak taka chwila zatrzymania się i spędzenia tego najbliższego czasu z najbliższą osobą. Co według ciebie też daje taką atmosferę wyjątkową dla tego utworu?
MM: To, że ten utwór to jest „pościelówa”. Ja od zawsze chciałem zrobić taki utwór z takim bardzo przyjemnym, otulającym klimatem w klimacie lat 80-tych, bo w tym utworze pojawiają się 80’sowe syntezatory, czy perkusja.
JM: Dla mnie ta piosenka też dawała vibe Angel Baby Troye’a Sivana, a to jest jedna z moich ulubionych ballad.
MM: To się bardzo z tego cieszę, bardzo lubię ten utwór! Mam nadzieję, że uchwyciłem slow morning, kiedy palimy gdzieś tam w łóżku w tej pościeli te jagodowe papierosy, ta rozmowa się wydłuża. Te wszystkie małe rzeczy mają dla nas jakieś takie niesamowite znaczenie i zapamiętamy ten jeden poranek gdzieś tam na wiele lat.
JM: Również na tym albumie w singlu Kumple <3 śpiewasz o friendzone. Pada tam cytat „I choć boli tak niepewność ta, to gorszy jest Ciebie brak.” Coś w tym jest, jednak nie lepiej jest się od takiej osoby, co daje sprzeczne sygnały odciąć?
MM: Kiedy przeżywałem coś takiego, bardzo mnie trzymało to, że dawało mi to szczęśliwe emocje, posiadanie tej jednej osoby, jej obecność oraz możliwość napisania do niej i zwierzenia się z czegoś, chociaż wciąż byłem dla niej tylko kumplem, a nie kimś więcej. Ten utwór wyszedł ze mnie bardzo naturalnie; miałem chęć opowiedzieć o tym, bo wiem, ile osób znajduje się w podobnych sytuacjach, gdzie nie potrafią nazwać swojej relacji. Może i lepiej, chociaż wszyscy wiemy, że nie.
Bardzo się cieszę, że mam taki utwór w swojej dyskografii. Muzycznie jest bardzo orzeźwiający. Podoba mi się jego konstrukcja, wykorzystane efekty, syntezatory oraz bas, który został nagrany w bardziej funkowym klimacie, ale tekst pozostaje bardzo smutny. Słuchałem tej piosenki na długo, po zrobieniu jej w studiu. Jak usłyszałem na nowo słowa „gorszy jest ciebie brak”, z taką nutką po prostu tęsknoty, to mi to złamało serce na nowo.
JM: Za to w Grawitacji śpiewasz o zakończonej relacji, która sprawia, że kiedy sobie o niej przypominasz albo ona się sobie przypomina, to nagle tak nie myśli się racjonalnie i rozdrapujesz zagojone rany. Jak sobie właśnie radzić z takimi uczuciami?
MM: Tytułowa „Grawitacja” jest nam w stanie pomóc, a czasem wystarczy ją po prostu puścić. Ta piosenka mówi też o sytuacjach, które w życiu każdego człowieka są potrzebne: bardzo spontanicznych momentach, poznawaniu nowych osób, wyjściu z tych ram, które nas ograniczają w naszej codziennej grawitacji.
JM: Dotychczasowe piosenki były tak naprawdę o miłości do kogoś. Jednak jest na albumie jeszcze jedna piosenka, która skupia się o miłości do Ciebie, czyli tylko gest. Ja znam Twoje poczynania od „Voice Kids” i przyznam, że bardzo chwycił mnie ten utwór. Też rozmawiając z innymi voice’owymi wokalistami wiem, że jest ta presja, którą wywierają programy rozrywkowe, a także to, że jest się młodym i nagle wiele rzeczy się zmienia sprawia, że naprawdę mnie to poruszyło. Nie ukrywam, że to jest mój faworyt na tej płycie.
Czy to wszystko, co chciałeś przekazać sobie młodszemu „ja”, kiedy przychodziłeś do programu i z niego wyszedłeś?
MM: „tylko gest” jest dla mnie niesamowity. Nigdy nie zerkałem w głąb siebie i nie zerkałem do małego siebie. Zawsze gdzieś mi się to kojarzyło z jakimś takim beztroskim dzieciństwem, które cieszę się, że miałem. Ale też nigdy nie myślałem o tych smutnych sytuacjach, które mnie spotkały w dzieciństwie. Pisząc ten utwór z Michałem Majakiem, wizualizowałem sobie to wejście do tego pokoju i spotkanie z małym ja, bardzo mnie to wzruszyło.
Miałem w głowie moment, w którym mogę mu wszystko powiedzieć, że naprawdę będzie dobrze, że warto cieszyć się każdą sytuacją, bo czekają niesamowite chwile. I gdybym mógł go teraz zobaczyć, to – tak jak w tekście piosenki – po prostu bym go przytulił. Mógłbym mu opowiedzieć: „Słuchaj, pójdziemy do Voice’a, wydamy nawet dwie płyty w jednym roku. Będziemy kręcić teledyski we Włoszech – w miejscu, którego nigdy nie miałeś okazji zobaczyć, bo życie ci tego wtedy nie dało”. Chciałbym podzielić się z nim tym wszystkim, ale w tamtym momencie bym go właśnie tylko przytulił. Dałbym mu tylko ten jeden gest.
JM: Już masz też wzbogaconą swoją dyskografię o dwa albumy. Czy jest szansa, żeby wyruszyć w trasę w tym, bądź może w przyszłym roku?
MM: Zobaczymy, co czas przyniesie. Kocham grać koncerty. Bardzo doceniam to, że zagrałem już na największych festiwalach i liczę, że z nową płytą pojawią się kolejne koncerty. Marzę o niedużej trasie klubowej bo uwielbiam bezpośredni kontakt z moimi fanami, nowymi słuchaczami, których mogę wtedy poznać. Bo to dla nich przede wszystkim robię to wszystko. Dla mnie to jest coś niesamowitego, że w ogóle istnieją tacy ludzie, którzy wydają swoje pieniądze żeby kupić moją płytę, czy bilet na mój koncert. W codziennym życiu słuchacze na platformach streamingowych, są to tylko liczby, a tu naprawdę są to ludzie, których moja muzyka dotyka.
JM: Rok temu o to pytałam, ale z racji sezonu preselekcyjnego do Eurowizji warto też o tym wspomnieć. Jak startowałeś z Midnight Dreamer, to czy w tym roku jest szansa, żeby coś zaprezentować na scenie preselekcyjnej?
MM: Spokojnie mogę powiedzieć, że odpuszczam sobie ten rok w tym temacie. Te dwa lata, kiedy próbowałem w preselekcjach były bardzo intensywne. Praca nad utworami pisanymi z myślą o Eurowizji wygląda zupełnie inaczej niż nad utworem pisanym na płytę. Uwielbiam ten cały proces tworzenia takiej piosenki, bo jest to wejście do studia z innym konceptem. W tym roku jednak zupełnie nie miałem przestrzeni na ten temat. Nagrałem kilkanaście utworów, wydałem dwie płyty, kręciłem teledyski, grałem koncerty, duże występy telewizyjne, robiłem kampanie reklamowe. W takim roku, jak ten po prostu to nie jest możliwe. Ale tak, jak mówiłem to jest jedno z moich marzeń i nie porzucam go.
JM: Mam nadzieję, że to marzenie, jak i trasa koncertowa się spełnią. Tym samym chciałam podziękować bardzo za rozmowę.