Kiedy w 2016 roku szturmem wdarli się na listy przebojów dzięki Speeding Cars, wiele osób miało w głowie melodyczny refren z tej piosenki. Dziś, trzy lata po tamtych wydarzeniach, Walking On Cars są po wydaniu kolejnej płyty, Colours, którą pod koniec kwietnia promowali w Polsce, podczas poznańskiego Enea Spring Break Festiwal.
Michał Szum: Cześć! Jak się dzisiaj macie?
Paul Flannery: Hej! Jest wspaniale. To nasz pierwszy raz w Polsce i jesteśmy mocno podekscytowani dzisiejszym występem u Was!
Okej, a zatem co wiecie o Polsce?
Paul: Bardzo ciepło wspominamy Polskę, gdyż to tutaj, nie licząc Irlandii, po raz pierwszy zagrano naszą muzykę w radiu!
Racja! Jeżeli dobrze pamiętam, było to Speeding Cars i chyba każdy w Polsce podśpiewywał wtedy “heya heya heya heya”.
Wszyscy: (śmiech). Super!
Sorcha Durham: Wracając jednak do wątku Polski, bardzo chciałabym spróbować pierogów! Szczerze mówiąc, myślę o nich od początku dnia (śmiech). Jeżeli dobrze kojarzę, jest to rodzaj ciasta z mąki i wody, wypełnione… czymś?
Dokładnie tak: mogą być nadziewane serem i ziemniakami albo grzybami, ale jadamy również słodkie pierogi np. z truskawkami. Co ciekawe, mamy taki zespół w Polsce, który nazywa się właśnie The Dumplings!
Paul: Faktycznie – widzieliśmy na festiwalowym plakacie. Są chyba tutaj dość znani, bo zajmują tam całkiem sporo miejsca (śmiech).
I w ten oto sposób wróciliśmy do wątku muzycznego. Jak już wspomnieliśmy, 4 lata temu ukazał się Wasz singiel Speeding Cars, który okazał się wielkim sukcesem. Co sprawiło, że właśnie ta piosenka zyskała na tak wielkiej popularności i że to właśnie ją pokochały miliony ludzi?
Patrick Sheehy: Wydaje mi się, że jest to kwestia tych “heyas”: tego prostego refrenu, który abstrahuje od wszelkich języków, więc jest zrozumiały dla milionów. Nieważne czy w Niemczech, Polsce czy Wielkiej Brytanii, każdy go szybko chwyta.
Przesłuchując Waszą dyskografię, próbowałem wyłuskać kilka takich elementów, które są wyjątkowe w Waszym stylu i właśnie pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w uszy, była ta melodyczność o której mówisz. Dlatego zastanawiam się, jak wygląda proces dodawania rzeczonych elementów melodycznych do Waszych kompozycji?
Paul: Wydaje mi się, że to jest tak, że dodajemy po prostu to, co brzmi dla nas najlepiej
Patrick: Kiedy mamy napisaną piosenkę, zapętlamy ją i robimy różne przyśpiewki. W przypadku Speeding Cars, gdy nagrywaliśmy ją w naszym domku poza miastem, mieliśmy na laptopie nagrany dźwięk “heya heya”, który po prostu przypasował mi do tej piosenki. Początkowo miałem to usunąć i byłem naprawdę tego bliski, ale stwierdziłem: okej, puszczę to reszcie ekipy, zobaczymy co oni na to – no i bardzo im się spodobało.
Wspomniałeś stare dzieje, kiedy to kilka lat wstecz, mieliście taką sesję nagraniową poza miastem, w starym domku, bez TV i Internetu, gdzie w pełni mogliście się skupić na pisaniu. Uważam, że jest to bardzo ciekawy sposób na tworzenie, lecz zastanawiam się jak to wygląda w tym momencie – na przykładzie nagrywek do Colours? Czy coś się zmieniło czy może wciąż zachowaliście pewne elementy z tamtego czasu?
Paul: Tym razem było trochę inaczej, bo mieliśmy Internet (śmiech). Część nagrywek robiliśmy w Irlandii, część już w studiu nagrań – w Londynie, więc były to typowo miastowe nagrania.
Sorcha: Powodem, dla którego w przeszłości zdecydowaliśmy się na nagrania poza miastem, było to, że mieszkaliśmy blisko tego miejsca – po prostu żyliśmy po środku niczego (śmiech). Dalej część roboty robimy na takim uboczu, w niewielkim kącie który tam mamy, więc można powiedzieć że to wciąż jest gdzieś z nami.
Czy jest to duże i profesjonalnie zaopatrzone studio czy coś mniejszego?
Sorcha: raczej niewielka przestrzeń, gdzie zwykle siadamy i nagrywamy demówki naszych późniejszych piosenek.
Tęsknicie czasem za tamtymi momentami? Gdy tworzyliście na uboczu, bez rozpraszaczy?
Paul: Czasami owszem. Wtedy wszystko było nieco prostsze, nie czuliśmy znikąd presji, mogliśmy napawać się pięknymi widokami i po prostu tworzyć muzykę. Mogliśmy robić to miesiącami, nie zważając na innych – była to dla nas czysta frajda!
A czy te piękne widoki były dla Was w pewien sposób inspirujące? Czy dzięki nim łatwiej przychodziła do Was wena?
Patrick: Oczywiście! Patrząc przez okno mogliśmy napawać się pięknem przyrody, dawło nam to bardzo dużo spokoju, przez co rodziło się naturalne flow, dzięki któremu proces był bardzo przyjemny
Sorcha: Myślę że generalnie otoczenie w którym tworzyliśmy miało na nas spory wpływ, bo w miejscu w którym wtedy tworzyliśmy, kilka lat wcześniej dorastaliśmy, chłonęliśmy nasz rodzimy język Gaelacht i tę specyficzną kulturę, pełną muzyki i tańca. W pewien sposób jest to świat odizolowany od reszty Świata, co stwarza idealne warunki do tworzenia.
Naprowadziłem Was nieco na wątek inspiracji, ponieważ jestem ciekaw, co Was inspiruje? Czy jest to wyłącznie muzyka, czy może również książki, filmy?
Paul: Myślę, że to nigdy nie jest jedna rzecz. My po prostu czerpiemy z każdego źródła, chłonąc wszystko co nas otacza.
Sorcha: Oczywiście inspirują nas inne zespoły i twórcy – czegokolwiek nie słuchamy, ma to w naturalny sposób wpływ na naszą twórczość. Na naszej liście są m.in. Arcade Fire, Ben Howard, Foals.
Poszukując innych rzeczy, które byłyby charakterystyczne dla Waszego stylu, zwróciłem uwagę na dawkowanie poszczególnych instrumentów. Jak wygląda Wasz typowy proces tworzenia utworów? Czy w ogóle istnieje coś takiego czy każda piosenka jest nietypowa pod tym względem?
Sorcha: To jest tak, że każdy chwyta za swój instrument i po prostu zaczyna grać.
Paul: Wszystko zaczyna się od odrobiny magii, pewnej iskry w powietrzu. Wtedy ktoś mówi: ejjj, to co zagrałeś jest super, pociągnijmy to dalej i zobaczymy co się wydarzy. Wtedy reszta podłapuje motyw i dalej jakoś to leci. Za każdym razem wygląda to inaczej i kto inny daje temu początek.
Sorcha: Ale kiedy wszyscy poczujemy już daną melodię, wczuwamy się maksymalnie i jesteśmy zgodni, że jest to dobre!
A czy bywa tak, że dla jednych danych chwyt czy riff jest super, natomiast ktoś tego nie czuje i nie zgadza się z resztą?
Paul: To zdarza się cały czas! (śmiech)
Sorcha: Myślę, że to po prostu zależy od dnia, tego jaka panuje wśród nas atmosfera. Jednego dnia danym motyw nam pasuje, a już za kilka dni czy tygodni, wracamy do niego i zmieniamy swoje zdanie.
Paul: Faktycznie – czasami mamy nawet tak, że jednego dnia gramy cały czas i nic nie wychodzi, ale kiedy budzimy się następnego dnia i znów zasiadamy razem, wczorajsza melodia zaskakuje i stwierdzamy: ejjj, to jest super!
Sorcha: Czasami bywa za to zupełnie na odwrót! (śmiech)
Czyli Wasze szafy i szuflady są pełne takich piosenek, które na danym etapie Wam „nie grały”?
Paul: Tak – mamy ich dziesiątki! W tym momencie wydają się nam one fatalne, ale kto wie? Może za kilka lat coś z nich będzie!
No dobrze, zatem pora na teksty! Rozumiem, że to Ty, Patrick, jesteś autorem tekstów…
Patrick: Hmmm, to jest w sumie praca zespołowa
Paul: Taaaa, taaa – praca zespołowa! Skromniacha z niego! (śmiech)
Chyba to jednak Ty zostałeś wytypowany do tego pytania: teksty Waszych piosenek są bardzo osobiste, a przy tym tak uniwersalne, przez co bardzo mnie poruszyły. Jakie jest ich źródło: czy są to Twoje doświadczenia czy może suma doświadczeń ludzi, których poznałeś?
Patrick: Teksty, które piszę, ukazują mnie – to kim jestem tu i teraz, to kim byłem i mogę się pod nimi podpisać, bo w tych tekstach jestem po prostu ja. Z drugiej strony, są to bardzo uniwersalne teksty i zapewne znajdą się osoby, które śmiało mogą powiedzieć: tak, to ja”. Tak więc bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa.
Przy okazji wydania albumu Colours, chciałbym pomówić z Wami o tzw. syndromie drugiej płyty, czyli teorii, że na pierwszy krążek pracuje się całe życie i wydaje się go również całe życie, natomiast na drugi – zaledwie kilka lat i jest on pisany pod presją czasu, więc jest znacznie ciężej. Powiedzcie mi, jak to wygląda z Waszej perspektywy?
Paul: No właśnie tak jak mówisz! (śmiech) Myślę, że najtrudniejszym wyzwaniem było znalezienie tego groove’u i brzmienia nowego albumu. Naprawdę wielokrotnie do tego podchodziliśmy, nie mogliśmy się w tej kwestii zgrać. Groove znaleźliśmy wraz ze stworzeniem pierwszej piosenki, czyli Monster i to właśnie wtedy powstało brzmienie Colours.
Patrick: Doszło wręcz do tego, że na jakiś czas porzuciłem pisanie, ale wtedy pojawił się Monster i wszystko wróciło do normy – znów było wspaniale!
Czyli podstawową kwestią było znalezienie tej iskry, a potem sam proces nagrywania przebiegł już gładko?
Sorcha: To prawda. Nagrywanie poszło bardzo sprawnie, ale to za sprawą wysokiej jakości demówek, które stworzyliśmy na potrzeby sesji nagraniowych. Naprawdę dopieściliśmy te wstępne wersje piosenek, zrobiliśmy ogrom pracy po stronie pre-produkcji, co zaowocowało dalej.
Paul: Co więcej, wykorzystaliśmy część nagrań z tych demówek w naszych ostatecznych wersjach piosenek, dzięki czemu zaoszczędziliśmy dużo czasu, więc to była naprawdę dobra robota.
Pora zatem na ostatnie pytanie! Jak rozumieć symbolikę koloru na okładce Waszej najnowszej płyty? Czy ma to coś wspólnego z kolorami z okładki do Evetyhing This Way – Waszego premierowego krążka?
Paul: Trochę tak! Nasz pierwszy album brzmiał bowiem konkretnie – miał swoje charakterystyczne barwy i brzmienia. Z kolei na Colours mamy niejako przekrój barw rozumianych jako brzmienie, naprawdę dużo więcej się tu dzieje. Weź dwie dowolne piosenki – możesz trafić tak, że będą to zupełnie dwa różne style, co z naszej perspektywy jest bardzo atrakcyjne.

