Site icon All About Music

Wskrzeszone alter ego Nicka Murphy’ego. Chet Faker – Hotel Surrender, 2021 (recenzja)

Chet Faker narobił zamieszania w muzyce. W 2012 roku zadebiutował minialbumem Thinking in Textures, by dwa lata później wydać świetnie przyjęty, pełnoprawny album Built on Glass. Potem artysta zapadł w zimowy sen. Właściwie wydawałoby się, że można by było napisać, iż Chet Faker odszedł na dobre. Nie dlatego, że nie wydawał muzyki, ale dlatego, że zrezygnował z publikowania jej pod tym właśnie pseudonimem. W 2016 roku objawił się jako Nick Murphy, a więc pod swoim rzeczywistym nazwiskiem. Zdołał wydać kilka EP-ek i dwa albumy (w tym jeden z nich, Music for Silence, dosyć niedawno, bo jeszcze w ubiegłym roku), po czym wskrzesił swoje alter ego. Mamy rok 2021 i pierwotny projekt muzyka, Chet Faker, powraca. Brzmiąc tak dobrze jak parę lat temu, wydaje krążek Hotel Surrender, na którym ponownie znajdziemy pyszną elektronikę, downtempo i alternatywne brzmienia.

Hotel Surrender to w większości kompozycje nieprzekombinowane, ale słucha się ich zaskakująco dobrze. Począwszy od otwierającego ten krążek Oh Me Oh My, będącego kompozycją opartą na jednostajnym bicie perkusji i hipnotyzującym basie, słychać że to bardzo dobre wydawnictwo. Wyżej wspomniane instrumenty są fundamentem całego albumu i wyraźnie definiują większość utworów. I choć są tu kompozycje surowe, świetny komplet tworzą też te w bardziej durowej tonacji. Mamy ciepłe Low, będące nieco eksperymentalnym, ale jednocześnie lekkim nagraniem (świetne zakończenie z perkusją!) czy pozytywne i wpadające w ucho Get High, w którym słychać echo bluesa i lat 60.

Jest tu parę pozycji charakteryzujących się wyjątkowo ciekawym bitem. Zaliczam do nich Whatever Tomorrow, w którym dużą rolę odgrywa też syntezatorowe brzmienie, oraz nowoczesne i funkujące Feel Goodktóre łączy w sobie chillujący i jednocześnie klubowy klimat. Jednym z najciekawszych momentów krążka jest też So Long So Lonely – rozbudowany, choć nie przesadnie długi utwór, w którym sporo robią wyraziste wokale i intrygująca gra instrumentów dętych. Śpiew ogromną wagę ma także w minimalistycznym In Too Far, które mogłoby być współpracą z Bon Iver.

Warto zwrócić też uwagę na bardziej melancholijne i spokojniejsze momenty Hotel Surrender. Mamy proste, momentami zahaczające o stylistykę lo-fi, bardzo przyjemne Peace of Mind i niesamowicie dobre I Must Be Stupid, łączące dźwięki pianina z subtelną elektroniką i hiponotyzującymi wokalami.

Hotel Surrender to przede wszystkim nienaganna produkcja. Czarujące i dopracowane w każdym detalu podkłady utworów to największa zaleta tej płyty. Proste, ale przyjemne melodie sprawiają, że nie są one wybitnie trudne w odbiorze, a jednocześnie prostota nie ujmuje jakości tych piosenek. Bo jest to wydawnictwo jakościowe bardzo dobre. Wady najnowszego krążka Cheta Fakera? Nie wskażę utworu, który jest najsłabszy, bo patrząc na kompozycje jednostkowo, żadna z nich nie jest zła. Minus znajduje się po drugiej stronie – choć każda jedna pozycja na Hotel Surrender jest dobra, trudność sprawiło mi wyróżnienie kilku z nich jako najlepszych. Zabrakło mi na tym albumie prawdziwych highlightów, które sprawiłyby, że jasno wypunktowałabym je jako wybijające się ponad resztę. Polecam więc słuchać tych piosenek pojedynczo – słuchane po sobie, od początku do końca, mogą momentami zlewać się w jedną całość. Tak czy inaczej, nie można powiedzieć, że to jakkolwiek słaba płyta. Słuchać jej można zarówno w skupieniu, jak i w tle. A fani Chet Fakera z 2014 roku na pewno nie będą zawiedzeni.

Exit mobile version