Zgodnie ze swoim noworocznym postanowieniem, rok 2021 ma mi upłynąć pod znakiem poznawania współczesnej polskiej muzyki. Tym samym trafiłem na niejakiego Wojtka Sarneckiego – młodego, acz doświadczonego muzyka, który pokusił się na stworzenie swojego debiutanckiego krążka. Toward Not Caring to nie tylko pierwszy krok Wojtka ku popularności, ale również i mój, ku światu alternatywnego rocka.
Skoro mamy do czynienia z pełnoprawnym nowicjuszem, to warto by było dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Wojtek Sarnecki to zakorzeniony w Warszawie muzyk, który już od najmłodszych lat się nią interesował. Za dzieciaka występował w licznych chórach oraz zespołach wokalnych, by będąc nastolatkiem zacząć samodzielnie szkolić się w grze na gitarze oraz pisania swoich autorskich tekstów. Z tego co udało mi się ustalić, Wojtek, w przeciwieństwie do jego rówieśników, nie wystąpił, ani tym bardziej nie zasłynął w żadnym telewizyjnym talent show dla młodych wokalistów. I tak oto dotarliśmy do końcówki roku 2020, kiedy to światło dzienne ujrzał jego debiutancki singiel pod tytułem Adrift, zwiastując jego pierwszy studyjny album. Zanim doszło do oficjalnej premiery Toward Not Caring, poznaliśmy jeszcze trzy utwory – 26, And Counting oraz Weakling, z czego ten drugi stanowi bonus, który nie znalazł się ostatecznie na krążku. Taka oto jest historia Sarneckiego w pigułce, a jaką opowieść kryje jego debiut?
Toward Not Caring to stosunkowo rozwleczona trzyaktowa historia o tym, jak bez wyrzutów sumienia przestać się przejmować otaczającą nas brutalną i głupią rzeczywistością. Jak mniemam, Wojtek chciał wyróżnić się na tle polskich artystów, gdzie trudno o ciekawy album koncepcyjny, tym bardziej w świecie muzyki pop. Zatem nic tylko przyklasnąć Sarneckiemu za próbę stworzenia czegoś więcej, niż tylko i wyłącznie zbioru kilkunastu mniej lub bardziej radiowych piosenek. Niestety, największym grzechem tego albumu jest długość tychże utworów. Proponując nam blisko 70 minut muzyki, trzeba mieć w zanadrzu naprawdę dużo ciekawych pomysłów, by ten czas odpowiednio wypełnić, a Wojtkowi ich po prostu zabrakło. Sztuką jest tworzyć długie piosenki, które mijają na pstryknięcie palca. Nieprzypadkowo era disco wyróżniała się istnieniem kilkunastominutowych wersji standardowych, trzy, czterominutowych singli przeznaczonych wyłącznie do klubów – niestety, Wojtek to nie Donna Summer.
Jeśli chodzi o styl Toward Not Caring, to jest to całkiem ciekawa kombinacja instrumentalnego rocka, popu oraz elektroniki o eksperymentalnym rodowodzie – zatem bardzo przyjemny zestaw. Jeszcze fajniejsze jest to, że krążek ten jest absolutnie świetnie wyprodukowany. Patrick Multan wykonał doprawy świetną robotę, co mnie niezwykle cieszy, bo w istocie dobra produkcja to połowa sukcesu. Jeśli chodzi o artystyczne oblicze tego albumu, myślę, że Wojtek mógł sobie pozwolić na jeszcze więcej, niż ostatecznie pozwolił, tym bardziej gdy postanowi, że jego piosenki będą trwać średnio cztery i pół minuty. Zajmując się muzyką nie‑popową, tak naprawdę trudno mi szukać wymówek ku temu, by nie iść na całość, przecież nie chodzi tu o aprobatę widzów śniadaniowej telewizji, a górnolotnie mówiąc „sztukę”. Wracając do melodii, te są zdecydowanie za długo, przez co trudno było mi o ich pełne docenienie. To samo tyczy się warstwy tekstowej – nie sposób mi było się w nie wkręcić, gdy głos Sarneckiego był tak monotonny, w dodatku po pierwszej minucie danej piosenki, wiedziałem już jak się ona skończy.
Wybierając te utwory, które udały się Wojtkowi najbardziej oraz najmniej, miałem niemały problem. Z jednej strony, nie sposób mi było ocenić ich osobno, bo to nadal album koncepcyjny o jasnej, trzyczęściowej konstrukcji. Z drugiej jednak to nadal album, gdzie piosenki powinny istnieć jako autonomiczne byty, bo taki to urok muzyki, by wracać do swych najukochańszych piosenek. Zacznę zatem od tego co w moim mniemaniu było najgorsze, czyli Dwelling – brit pop, który zamienia się w pop, i tak aż trzykrotnie, ciągnąć się najbardziej ze wszystkich propozycji. Miło natomiast myślę o otwierającym Toward Not Caring Full Moon Chant, jednak z racji, że w swej blisko sześciominutowej okazałości stanowi nieco ponad minutę samej piosenki, wstrzymam się od jego pełnej oceny. Do grona tych najlepszych kompozycji mogę spokojnie zaliczyć Ventriloquist, choć myślę, że powinno bardziej się wgłębić w swój niesztampowy wstęp, mroczne Openheart oraz słusznie i z gracją zamykające cały album Adrift.
Toward Not Caring to w ogólnym rozrachunku debiut przeciętny, choć udany pod wieloma względami, tj. produkcji i samego pomysłu na jego konstrukcję. Mam nadzieję, że to dopiero początek przygody Wojtka Sarneckiego w światku polskiej muzyki, bo myślę, że może wnieść do niego coś nowego i intrygującego. Krócej, konkretniej i z jeszcze większym szałem, czadem i luzem w swoich melodiach i tekstach – tego mu życzę.

