Site icon All About Music

Wkraczając w showbiznes z rozmachem. JADE — THAT’S SHOWBIZ BABY!, 2025 (recenzja)

Temu debiutowi przyglądałem się z zainteresowaniem od samego początku. JADE (Jade Thirlwall) po rozwiązaniu znanego girlsbandu Little Mix nie odeszła w zapomnienie, lecz od pierwszej solowej piosenki pokazała, że mierzy wysoko i że celuje raczej w bycie main pop girl, a nie tylko one hit wonder. Teraz, gdy przesłuchałem kompletne dzieło składające się z 14 utworów, dających łącznie ponad 40 minut muzycznej przygody, mogę wreszcie ocenić, czy niewątpliwie utalentowana Brytyjka jest na dobrej drodze.

Angel Of My Dreams mogliśmy słuchać już w wakacje 2024 i był to chyba najlepszy wybór na debiutancki singiel artystki. Zaczyna się samplem piosenki Sandie ShawPuppet On A String, która przyniosła Wielkiej Brytanii zwycięstwo na Eurowizji w 1967 roku. Później słyszymy oryginalny, powolny refren z głośną perkusją i delikatnym dźwiękiem syntezatorów, by po chwili otrzymać mocny, uzależniający beat. Motyw, rozmach i bogate brzmienie tego utworu przypominają mi również solo debiut Gwen StefaniWhat You Waiting For.

Jeszcze energiczniej robi się w kolejnej piosence — IT girl (oryginalnie utwór miał nosić nazwę płyty, ale artystka zmieniła ją, gdy fani po usłyszeniu zapowiadającego fragmentu zaczęli nazywać ją właśnie „IT girl„). To elektroniczny banger, z emanującą z tekstu pewnością siebie, w którym piosenkarka zwraca uwagę między innymi na uprzedmiotawianie kobiet w przemyśle muzycznym. Kawałek jest nie tylko feministycznym momentem, ale również środkowym palcem dla tych, którzy „rzucają kłody pod nogi”.

FUFN (Fuck You For Now) jest już bardziej radiowym utworem, jednak uzależnia rytmicznym refrenem i powiewem świeżości. To taka piosenka idealna na lato, a w tle wielka złość — artystka ma dosyć swojego partnera i nie chce go oglądać (przynajmniej na jakiś czas).

Plastic Box to kolejny świetny, popowy kawałek o nieco smutniejszej melodii. Najbardziej przyciąga tu moją uwagę przepiękny tekst. Zazdrość o przeszłość partnera, i wszystko, co wciąż kryje w sercu, to nieczęsty temat w muzyce, a zarazem niezwykle prawdziwy i wyjątkowy.

Midnight Cowboy jest niczym mroczny performance, a pulsująca elektronika w połączeniu z jakże lekkim śpiewem artystki tylko podtrzymuje wyjątkowy, kowbojski klimat. Bardzo intrugający kawałek.

Fantasy to piosenka w stylu disco, trochę czerpiąca z lat 70., a zwłaszcza z piosenek Donny Summer. To taneczny przebój o uwalnianiu pożądania i odkrywaniu swoich seksualnych pragnień. JADE zachęca swojego partnera do „wrzucenia na luz” i robienia tego, na co tylko mają ochotę.

Mocno zaskoczyło mnie Unconditional, które uważam za jeden z bardziej oryginalnych utworów, jakich słuchałem w życiu. Sama artystka opisała jego brzmienie jako „spotkanie Donny Summer z zespołem MGTM„. I rzeczywiście — to jak podsumowanie muzyki od lat 70. do późnych 2000. Jest tu wszystko czego można zapragnąć — słychać pop, rock, EDM i nawet syntezatory. Oprócz tego JADE poświęciła piosenkę swojej chorującej mamie, chcąc stworzyć jednocześnie smutny i pobudzający kawałek.

Nie mniej wyjątkowe jest Self Saboteur, które świetnie pasuje mi do Ariany Grande. Lekkie, ale zarazem pełne emocji zwrotki z refrenem brzmią naprawdę dobrze, kojarząc mi się z latami 2017-2020. Jest to też najdłuższa piosenka na płycie, co akurat wyszło tutaj fantastycznie. Hipnotyzujące outro przenosi nas do kolejnego fajnego, bardzo wakacyjnego utworu — Lip Service, czyli popu z odrobiną nowoczesnego R&B. Ten kawałek z jakiegoś powodu również wywołuję u mnie nostalgię.

Headache to znów mocny powiew lat 70. i 80. z wyraźnymi momentami disco, funk i synthpopu. Słyszę tu bardzo dużo, ale przede wszystkim The Pussycat Dolls, oraz Lady Gagę (zwłaszcza niektóre dźwięki z niedawno wydanego Mayhem). To specyficzna piosenka — na początku jest naprawdę ciekawie, jednak w refrenie piosenka troszkę traci „pazura” i nie porywa. Myślę, że tutaj będę potrzebował czasu, bo są naprawdę fajne momenty i bardzo dużo się dzieje.

W Natural at Disaster bardzo urzekł mnie tekst. Chyba każdy z nas obcował kiedyś z kimś toksycznym, kto tylko sprawiał, że czuliśmy się gorzej i nie dało się tej osoby zmienić — ten kawałek jest właśnie o tym. Jeśli chodzi o brzmienie to kojarzy mi się bardzo z Billie Eilish, zwłaszcza z Happier Than Ever. To piosenka naprawdę niesamowita — pełna emocji, poruszających fraz oraz wpadających w ucho momentów. Absolutnie zasługuje na bycie wielkim hitem.

Całkiem fajne jest Glitch, czyli pop z mocnym muśnięciem R&B w stylu Ariany Grande lub Normani. To dźwięki, których w ostatnich latach jest trochę mniej zarówno w radiu, jak i w streamingu, dlatego i taki oryginalny kawałek przyjąłem z wielką radością. Tu JADE znów bardzo nie chce kogoś oglądać, ale raczej nie jest tu uczucie chwilowe. Czy zwraca się do jakiejś części samej siebie, czy kogoś innego — bardzo chce pozbyć się ze swojego życia tego „zakłócenia”.

Bardzo miłym zaskoczeniem jest Before You Break My Heart, wykorzystujące kolejny sampel z lat 60. — Stop! In The Name Of Love zespołu The Supremes. Oprócz tego piosenka momentami przypomina mi znów niektóre brzmienia na MAYHEM Lady Gagi, ale słychać tu po prostu mocno lata 70. oraz 2010-2015. To takie muzyczne rodzeństwo dla Angel Of My Dreams — tu jednak jest pogodniej i zdecydowanie bardziej tanecznie. To na pewno jeden z moich ulubionych utworów na płycie – uwielbiam!

Podróż po showbiznesie kończymy przy Silent Disco, które z początku delikatnie mnie nudzi, ale im bliżej końca utworu, tym lubię go bardziej. Myślę, że to ten kawałek, któremu trzeba dać trochę czasu. Na uwagę zasługuje na pewno wokal JADE, który – jeśli wcześniej nie wybrzmiał wystarczająco mocno – tutaj zaprezentował się w pełnej okazałości. Dużo emocji przekazuje ten utwór o namiętności pełnej miłości i komfortu, bo jest też przecież tym ostatnim na płycie. Nie chcę się żegnać, słucham od nowa!

Odnoszę wrażenie, że od dawna nie słuchałem albumu złożonego z tak różnorodnych brzmień — tutaj nie ma nawet dwóch podobnych piosenek, jest mnóstwo inspiracji i wiele gatunków muzycznych. Oprócz tego są naprawdę świetnie napisane teksty, w których artystka porusza ważne i fajne tematy. THAT’S SHOWBIZ BABY! to także album wizualny — każda piosenka otrzymała swój teledysk lub visualizer. Spójność, ciekawa koncepcja i fajna okładka również do mnie przemawiają.

Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych płyt tego roku i jedna z lepszych w ostatnich latach. Pop nie wymiera — on ostatnio wręcz odżywa na nowo, a do gry wchodzą nowe utalentowane głosy wraz z ciekawymi pomysłami. JADE zasłużyła tym debiutem na prawdziwe uznanie. Ona poradzi sobie w showbiznesie na pewno!

Exit mobile version