Szósty studyjny album grupy Within Temptation, Hydra, należał do najgorętszych premier 2014 roku. Mówiono o nim dużo. Że będzie najostrzejszy w historii grupy, że będzie nawiązywał do starszych nagrań, że będzie na nim growl itp. itd. Przyznam, że te wszystkie obietnice nieco mnie zaniepokoiły. Jak ktoś opowiada niestworzone rzeczy o swojej muzyce, to często ponosi porażkę (tak Gaga, do ciebie piję). W końcu jednak płyta miała premierę. Włożyłem do odtwarzacza, wcisnąłem play i…
Cały świat się przygląda
Within Temptation, jak na niekomercyjną (początkowo) grupę, osiągnęli ogromny sukces. Ich single takie jak Ice Queen, Stand My Ground czy What Have You Done cieszyły się uznaniem i popularnością. Ja jednak jestem dość dziwnym fanem zespołu. Bowiem kocham jedynie ich dwa pierwsze albumy. Enter to dzieło mroczne, wielkie, epickie i przytłaczające. I jednocześnie nieopisanie piękne. Wiekopomne i genialne. Znakomite, choć ciut słabsze, jest także Mother Earth. Już delikatniejsze, ale również cudowne i porywające. I tu zaczynają się schody. Na The Silent Force, poza Somewhere, nie znalazłem ani jednego kawałka, który choćby dorósł do pięt starszym. Całe dzieło sprawiało wrażenie zbyt słodkiego i nudnego. The Heart of Everything lubię połowicznie – z jednej strony znajdziemy na nim utwory dobre, z drugiej nijakie i niepotrzebne. Z kolei The Unforgiving znudziło mnie swą „płaskością” i byciem prostym jak budowa cepa. Teraz przyszedł czas na Hydrę. Już teraz zdradzę – to najlepszy album Within Temptation od 14 lat.
…Though it’s not paradise
Mimo tego kilka minusów by się tu znalazło. Jednym z nich jest utwór Tell Me Why. Choć cieszą fragmenty z growlem, to całość nie przypadła mi do gustu. Jest jakaś taka nijaka i mało ciekawa. Podobnie zresztą jak Dog Days. Choć demo, które poznaliśmy kilka miesięcy temu, zapowiadało udane nagranie, to finalna wersja wypadła blado. To spokojny, ale szybko się nudzący i pozbawiony emocji utwór. Poza tym godny pomsty do nieba jest jeden wers tekstu:
1, 2, 3, 4 What are you waiting for?
Poważnie? Brzmi to, jakby miało się rymować na siłę, w dodatku jest chyba najbanalniejszym fragmentem w całej historii formacji. Jednak i Dog Days nie przebije drugiego singla z płyty. Dangerous to prawdopodobnie najgorszy utwór na Hydrze. Niby głośny, z gitarami i perkusją, ale… pusty i bezbarwny. Do tego te partie Howarda Jonesa, które sprawiają wrażenie doklejonych byle były. Na domiar złego całość trwa 5 minut. Po 2 mam dość.
Na szczęście pozostałe utwory lepiej się od tych trzech prezentują. Przekonałem się do mocnego, zawierającego ciekawe riffy gitarowe Covered by Roses. Bardzo podoba mi się w nim wokal Sharon. Jednak to krótki fragment mówiony przez jakieś dziecko zrobił na mnie największe wrażenie. Po długim czasie polubiłem także Paradise (What About Us?). Choć gitarowy bridge nieco przynudza, to całość dużo zyskuje dzięki Tarji. Jej gościnne fragmenty prezentują się wspaniale. Moje serce dużo szybciej podbił trzeci singiel z albumu – Whole World Is Watching. To emocjonalna ballada nieco przypominająca mi Utopię. Choć można zarzucić jej komercyjność, nie sposób nie docenić pięknych dźwięków instrumentów smyczkowych i wzruszającego wykonania Piotra Roguckiego. Ostatnim duetem jest And We Run. Zespół nagrał ten kawałek z… raperem Xzbit! Wyszedł bardzo ciekawy kawałek. Dźwięki pianina i smyczków mieszają się w nim z gitarami, perkusją i gościnnymi wstawkami rapera, który wypadł znakomicie. I choć na początku narzekałem na refren, dziś nie wyobrażam sobie inaczej tego numeru.
In the silver moonlight I can breathe
Na Hydrze najbardziej ciekawiły mnie trzy utwory: Dog Days, Silver Moonlight oraz Let Us Burn. Dlaczego akurat te? Ich dema poznaliśmy bowiem już we wrześniu ubiegłego roku. Dawały nadzieję na coś dobrego. Dog Days, jak już wspomniałem, rozczarowało. Co innego jednak dwa pozostałe utwory. Silver Moonlight należy do najostrzejszych utworów na Hydrze. Głównie przez dodanie do niego growlu Roberta Westerholta. Jego partie oraz fantastyczny, delikatny początek przywodzą mi na myśl Enter. Z kolei Let Us Burn wygrywa pod względem napięcia emocjonalnego. Budową przypomina piosenki z The Silent Force. Podobnie jak one posiada spokojną, niepozorną zwrotkę, przejście, w którym napięcie sięga szczytu, oraz przebojowy refren. Jednak o ile Let Us Burn bardziej mi się od The Silent Force podoba!
Feel that I’m gonna get home if I try…
Jednak to nie Silver Moonlight jest moim ulubionym utworem z Hydry. Nie jest nim także Whole World Is Watching. Która więc kompozycja zrobiła na mnie największe wrażenie? Bez wątpienia stawiam na Edge of the World. To najdelikatniejsza na płycie ballada. Początkowo bardzo spokojna, cicha, z czasem się rozkręca. Niesie ze sobą ogromne emocje. Podoba mi się też sama melodia, szczególnie symfoniczny bridge. Całość dopełnia sama Sharon. Śpiewa z cudowną lekkością, niepozbawionym emocji głosem. Swoją drogą Within Temptation mieli już dużo genialnych ballad. Restless, Candles, Somewhere, Our Farewell, Lost czy In Perfect Harmony są wspaniałe. Jednak i Edge of the World może godnie koło nich stać.
A jak prezentują się teksty na Hydrze? Przykro mi to mówić, ale są najsłabszą częścią albumu. Przede wszystkim irytowały mnie powtórzenia. Rozumiem, że refren pojawia się w utworze kilkakrotnie, jednakże kiedy raz słyszę: let us burn, let us burn, a za chwilę these are the dog days, these are the dog days, these are the dog days, to to już zaczyna się robić nudne. Choć opowiada (częściowo) o śmierci i adrenalinie, nie podoba mi się także tekst do Dangerous. Muszę jednak pochwalić dwa fragmenty, jeden z Edge of the World:
Heaven forbid that my heart is forsaken
Hope in the end truth prevails
a drugi z Tell Me Why:
Tell me why am I still here when it’s all gone
I’m living with the ghost of yesterday
Reszta ma często niegłupie tematy. Została jednak często w nieumiejętny sposób zrealizowana (wspomniane powtórzenia, infantylne sformułowania itp.).
Niebezpieczny raj, Hydra
Początkowo Hydra zrobiła na mnie bardzo słabe wrażenie. Dałem jej jednak szansę. Po wielokrotnym przesłuchaniu stwierdzam, że to trzeci najlepszy album Within Temptation. Nie pobił oczywiście Enter czy Mother Earth, lecz z jego poznawania można naprawdę czerpać niemałą przyjemność. Przede wszystkim nie jest to tak oczywisty i nijaki krążek jak The Unforgiving. Żeby odkryć wszystkie jego zalety, trzeba spędzić z nim trochę czasu. Cenię także różnorodność Hydry. Takiego rozstrzału klimatów i gatunków chyba jeszcze u zespołu nie było. Kończąc – well done, Within Temptation.
