Gdyby ktoś powiedział mi dwa lata temu, że Zalia będzie podbijać polski mainstream, byłabym w siódmym niebie. Ten rok zdecydowanie należał do niej – najpierw premiera albumu Serce, pierwsza trasa koncertowa związana z płytą, duety z Kubanem , MIÜ, Mrozem oraz Quebonafide (piosenka rapera nie jest dostępna w streamingu), projekt Babie Lato, a w grudniu koniec trasy trasy od serca. Wokalistka z powodów zdrowotnych przełożyła swój koncert w Krakowie i w efekcie zagrała w klubie Kwadrat w 6 grudnia. Organizatorem trasy Zalii była agencja Live Nation Polska.
To był mój trzeci koncert Zalii i był on jednym z najbardziej wyczekiwanych, jeśli chodzi o koncerty muzyczne polskich wykonawców. Serce jest też moim ulubionym polskim albumem 2025 roku, więc z niecierpliwością czekałam na odsłuchanie ulubionych piosenek i wyżycie się na balladach, które Zalia stworzyła na tym albumie.
Koncert składał się z trzech części – pierwsza była poświęcona utworom z poprzednich lat. Zagrane zostały Plany, Bezsensownie oraz bardzo rzadko grane Sentymenty, co zostało podkreślone przez samą wokalistkę. Pozostałe dwie części zostały poświęcone w całości najnowszym piosenkom, które zostały zagrane od deski do deski. Miałam nawet momenty niepewności, czy na pewno zagra wszystkie piosenki, ale niepotrzebnie.
Etapy Serca były podzielone na „złamane serce” oraz „uleczone”. Zalia każdy z etapów pokazywała również poprzez swój strój – czarny towarzyszył smutnym piosenkom, a biały piosenkom weselszym lub refleksyjnym.
Koncerty Zalii w innych miastach obfitowały w gości. W Krakowie liczyłam w pewnym stopniu na udział Piotra Roguckiego podczas Nie mam dla Ciebie nic, który dzień później wraz z zespołem COMA miał zaplanowany w mieście koncert. Pomimo jego braku Zalia świetnie poradziła sobie z partią wokalisty. Mimo braku gościnnych występów piosenkarka wykonała również Kyoto oraz dopóki się nie znüdzisz.
Zalia opowiedziała również historię pary, która poznała się na jej występie i właśnie na jej koncercie również się zaręczyła. Wspomniała o tym, ponieważ ta para pojawiła się na krakowskim wydarzeniu. Ta historia posłużyła jej także jako zapowiedź singla Motyle, w którym wokalistka wyraziła nadzieję, że wszyscy znajdą lub znaleźli swoje „motyle”, o których śpiewa.
Koncert zakończył utwór Julia, opowiadający o marzeniach. Szczerze obawiałam się, że tej pozycji nie zagra, ponieważ jest to jedna z moich ulubionych piosenek Zalii. Na szczęście miło się zaskoczyłam i Zalia tym samym zagrała album od deski do deski.
Tym samym sprawiła, że był to jeden z najprzyjemniejszych koncertów polskich wykonawców w tym roku, na jakich mogłam uczestniczyć. A Zalia, z pełnym zaangażowaniem i dopracowanymi szczegółami, przedstawiła swój pamiętnik pełen pięknych i trudnych emocji, który idealnie sprawdził się dla romantycznych dusz. Życzę jej szybkiego powrotu na scenę i przede wszystkim większego uznania w tym muzycznym świecie.
