Zeszły weekend upłynął pod znakiem Bajmu, ponieważ legendarny już zespół zagrał koncerty w Warszawie oraz Krakowie. Nowa trasa nazywa się „Piramidy na niby” i jest powrotem do korzeni i do pierwszych czterech płyt zespołu. Oryginalnie miała ona się odbyć w 2020 roku, jednak pandemia pokrzyżowała nieco plany Beaty i Bajmu. Co się odwlecze to jednak nie uciecze i rockowe brzmienia powróciły z okazji jubileuszu 45-lecia zespołu.
Zarówno warszawska Stodoła (z totalnym sold outem), jak i krakowskie Studio były wypełnione po brzegi ludźmi – i to w dosłownie każdym wieku, ponieważ dało się zauważyć tych najmłodszych, ale również i tych nieco starszych. Koncert zaczął się od „Wyspy Bezludnej”, podczas której Beata „wyszła” z wielkiej, świetlnej piramidy i od razu salę ogarnęły wrzaski, które towarzyszyły piosenkarce przez całe show. I nie ma co się dziwić, bo setlista występu była wymarzona przez wieloletnich fanów. Zacznę pierwsze od największych przebojów zespołu, które pokazały jak legendarna jest to formacja. Gdy wybrzmiały dźwięki „Szklanki Wody” czy „Co mi Panie dasz” salę wypełniła fala aplauzu, ponieważ wszyscy śpiewali z Beatą. Dosłownie wszyscy. Co mnie mega rozczuliło to para staruszków, którzy podczas piosenki „O Tobie” tańczyli w tłumie śpiewających ludzi jakby to był ich pierwszy taniec. A reakcje tłumu były bardzo optymistyczne – krzyki, piski i wiwaty to tylko cześć tego, co działo się na koncertach, jednak Beata przyznała, że Kraków w tej kwestii przebił Warszawę i z tym muszę się zgodzić. Może to przez fakt, że krakowskie Studio jest mniejsze od Stodoły, może to gorączka sobotniej nocy, ale koncert w mieście królów polskich był zdecydowanie czymś magicznym. Widzowie mogli poczuć się jak na spotkaniu twarzą w twarz z artystką, ponieważ Beata słuchała fanów, odpowiadała im – często z przekąsem i lekkim przeklnięciem. Co łączy te dwa miasta to fakt, że ludzie przy piosence „Ściany mają uszy”, która odnosi się do sytuacji w PRL-u, skandowali słynne ośmiogwiazdkowe hasło. Artystka, chociaż przyznała, że z obecną władzą jej na bakier skomentowała sytuacje zachęcając ludzi do pójścia na wybory i zdecydowanie samemu o losach Polski. Wracając jednak do piosenek to muszę powiedzieć, że było to spełnienie moich bajmowych marzeń. Na powiedzmy „zwyczajnych” koncertach Beata zawsze śpiewa the best of piosenek z katalogu Bajmu i ze swojej solowej kariery, więc usłyszeć na żywo trochę już zapomniane przez kolejne pokolenia utwory to miód na moje uszy. „Nagie skały”, „Bądź częścią mnie”, „Etna”, „U stóp szklanych gór”, „Dziesięć przykazań” to tylko część tego, co pobudziło największych fanów. Bardzo cieszył mnie też akcent z ostatniej płyty Bajmu, czyli z „Blondynki”, która według mnie jest troszeczkę niedoceniania. Na pewno na wyróżnienie zasługuje „Różowa Kula”, która dla artystki była podróżą do przeszłości i wspomnieniem ojca oraz jego stosunku do jej kariery, a dla mnie piosenką, która wywołała ciarki na całym ciele. Szczególnie serca widowni podbiło wykonanie „OK. OK. Nic nie wiem, nic nie wiem” oraz „Małpa i ja”. Beata mimo 45 lat na scenie nadal ma pazur i potężny głos co udowodniła w piosence „OK. OK. Nic nie wiem, nic nie wiem”, na której końcówce pokazała zakres swoich możliwości i to, że dalej nie ma sobie równych i dalej wywołuje efekt wow. Tak samo było z teatralnym wykonaniem „Małpa i ja”, która za każdym razem jest troszeczkę inaczej akcentowana przez piosenkarkę co czyni każdy występ z nią wyjątkowy i niepowtarzalny. Na koniec, gdy publiczność domagała się bisu zespół powrócił ze swoimi dwoma największymi hitami, czyli „Józek nie daruje Ci tej nocy” oraz „Biała Armia”, które totalnie porwały wszystkich do zabawy i były swoistą wisienką na torcie.
Chociaż byłem już na wielu koncertach Bajmu to za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu jaką królową sceny jest Beata Kozidrak. Koncerty w Krakowie i Warszawie były niesamowite i wręcz mogę powiedzieć, że trzeba te występy przeżyć co najmniej podwójnie, bo raz to za mało. Wszystko tam grało i interakcja z fanami i piosenki i muzyka i panująca atmosfera. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to fakt, że w setliście zabrakło piosenki „Diament i sól”, ale to moja mała osobista dygresja. „Piramidy na niby” zagoszczą jeszcze w paru miastach, więc każdy prawdziwy fan, każdy, kto wychował się na tym zespole, ale myślę, że też każdy, kto zna Beatę Kozidrak tylko z jej radiowych przebojów powinien pójść na trasę i przekonać się jak brzmi totalnie rockowy Bajm.

