Na całym świecie mnóstwo jest interesujących grup, które zdają się zasługiwać na znacznie większą popularność. Jedna z nich to We Are Scientists, działająca na rynku muzycznym już od 2000 roku, a wciąż nie ciesząca się dużą sławą. Dziś biorę na warsztat najnowszą płytę amerykańskiego zespołu. Czy warto się z nią zapoznać?
W album wprowadza nas syntezatorowy motyw do którego stopniowo dołączają bardziej oczywiste instrumenty- gitara, perkusja. One in One Out to bardzo przyjemny i wciągający kawałek w którym zdecydowanie dominuje refren. „That’s why I stopped right where I stood / When I saw you”- choć fragment ten wysłuchujemy wiele razy, nie jest on męczący, za to wręcz hipnotyzujący. W następnej pozycji- Notes in a Bottle– świetnie wypada współpraca gitary i perkusji. To odprężająca, spokojna kompozycja, choć znacznie bardziej przemawia do mnie następny kawałek- Heart Is a Weapon. Bardzo rytmiczny, z dobrą linią basu. Zapewne nie przypadł on jednak do gustu wszystkim fanom grupy. Dość wyraźnie bowiem odbiega od jej standardowego brzmienia i zmierza w stronę lekkiego popu, a nie indie-rocka. W tym przypadku eksperyment muzyczny mnie nie odstraszył i niejednokrotnie wracałam i będę wracać do tej pozycji.
Mocniejszym brzmieniem rozpoczyna się Your Light Has Changed. Wyraźne gitary towarzyszą słuchaczowi przez cały utwór i trudno nie przyznać, że jest to towarzystwo bardzo przyjemne. To piosenka, która dokładnie pokazuje na co członków We Are Scientists stać!
Przy następnej kompozycji zwalniamy i bujamy się w rytm pięknego wokalu. Refleksyjne Kit opowiada dość smutną historię o zakończeniu znajomości, którą mimo wszystko pamiętamy i chcemy, aby pamiętała o niej także druga strona. Melodia w odpowiedni sposób uzupełnia się z tekstem, z którym z pewnością może utożsamić się niejeden słuchacz. „Maybe it’s not worth the membrane / If all that we are is pretending / I keep holding on if you’ll let me”. Szybko porzucamy sentymenty i przechodzimy do kolejnego gitarowego numeru- No Wait at Five Leaves, który zapewne znajdzie uznanie wśród zagorzałych fanów standardowego brzmienia amerykańskiego zespołu.
W przypadku kolejnej, energicznej propozycji- Not Another World– dostajemy (za krótką!!!) solówkę gitarową, dobre przejścia perkusji i bardzo fajnie brzmiący, szczególnie w refrenach, wokal. Dalej jest ponownie spokojnie. W Now or Never znowu pojawia się dość wyraźna gitara. Brakuje mi tu jednak jeszcze wyraźniejszego akcentu- gitary, albo perkusji. Choćby krótkiej solówki, któregoś z tych instrumentów, gdy kończy się bridge. Czegoś, co podkreśliłoby jeszcze bardziej emocje wyrażane w tekście utworu. „I’m sorry to disarm you / By blowing up these hard truths now / Let’s hope that you’ve got a long fuse”…
Zdecydowanie czegoś brakuje mi też w kolejnej piosence- You Failed. Choć tu nie mam nawet pomysłów na to, co można by zrobić, aby jakkolwiek mi się ona spodobała. To pozycja, którą przy słuchaniu Megaplex zawsze będę pomijać. Znacznie lepiej słucha mi się za to ostatniego numeru- Properties of Perception. Lekkie, przyjemne dźwięki linii melodycznej tworzą z ciepłym i delikatnym wokalem idealne połączenie, w sam raz na zakończenie albumu.
Megaplex to płyta dobra. Dobra, ale nie wspaniała, czy porywająca. To album, nad którym nie będziemy raczej szczególnie mocno się koncentrować w trakcie jego słuchania, bo nie zachwyca on w jakiś szczególny sposób. Może gdyby grupa skupiła się bardziej na pozycjach w stylu Your Light Has Changed wypadłoby to znacznie lepiej. Może… Nie skreślam jednak zespołu, pewnych kawałków z płyty pewnie jeszcze niejednorodnie przesłucham, aczkolwiek nie czuję się albumem oczarowana. Jest to po prostu pozycja przyjemna dla ucha.
