Site icon All About Music

Warpaint – Heads Up (2016), recenzja Karoliny Mrowiec

Trzecia płyta dziewcząt z zespołu Warpaint wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Niemalże podobne do tego, kiedy zszokowana świeżością dźwięków jakie wnoszą do alternatywnej amerykańskiej sceny muzycznej wsłuchiwałam się w dopiero co odkryte przez siebie kompozycje grupy. Z przyjemnością poznaję nowe dokonania kwartetu.

Płyta Heads Up ukazała się na rynku 23 września po dwóch latach od wydania Warpaint w 2004 roku. Dziewczyny nagrywały krążek od początku tego roku, a w sierpniu mogliśmy wysłuchać pierwszego- znakomicie zapowiadającego zresztą całość singla New Song. Lekko narkotycznego, wciągającego w siebie słuchacza, pochłaniającego naszą uwagę oraz dodatkowo irytującego jeśli odsłuchujemy go bez momentu wytchnienia non stop. Cechy twórczości zespołu w pigułce, zawarte w jedynym tylko utworze. Szczerze mówiąc lubię to uczucie poddenerwowania i rozdrażnienia towarzyszącego odsłuchom piosenek grupy w nieprzerwanym ciągu. To oznaka uzależnienia, wessania w swoją linię melodyczną i odcięcia Cię od rzeczywistego świata. Nawet jeśli czujesz się rozkołysany jak po zażyciu środków odurzających i tracisz kontrolę nad swoim panowaniem, to najlepszy objaw tego, że muzyka ta jest naprawdę (o zgrozo!) dobra. W przypadku zespołów indie-rockowych, psychodelicznych czy dream popowych to chyba najbardziej obiecująca opinia.

Na płycie nie brakuje kolejnych podobnych utworów, dzięki którym możemy przenieść się w inny wymiar. Choć rytmicznie mamy do czynienia w większości z powolnymi kompozycjami, nie brak tutaj również czegoś żywszego jak tytułowy Heads Up bądź So Good. Spokój jest jednak tylko pozorny, a refleksja nie umniejsza grozy i emocjonalności która towarzyszy słuchaczowi.

Don’t Wanna to odetchnięcie od szalonej karuzeli dźwięków. Jest spokojnie i subtelnie ale też niezwykle tajemniczo. Tajemnicę tą chcemy zgłębić i rozwiązać jej zagadkę, towarzysząc do samego końca. Pora na Don’t let go– podobnie unoszące nas w delikatnym rytmie z prądem gitar w tle i pięknym żeńskim wielogłosem. Dryfujemy po fali głębokiego oceanu rytmów i melodii. Dre pasowałoby tutaj jako przykładna rockowa kołysanka.

Powracając do wspomnianego już przeze mnie utworu Heads Up- na podobieństwo rozpoczyna się niezwykle delikatnie, aby w końcu nabrać tempa i znów porwać nas w trans dzięki słowom wyśpiewywanym przez dziewczęta niczym mantra. Uwielbiam je za chóralne wystąpienia i osobliwe recytacje. Każde słowo w ich ustach (zaśpiewane razem bądź solo) brzmi osobliwie. Przechodzą mnie dreszcze na dźwięki następnych wersów. It’s okay, it’s alright.

Above control– tytuł mówi tu sam za siebie. Mogłabym podpisać go jako dwa słowa odzwierciedlające mnie podczas odsłuchu tej płyty.

Today Dear odpowiada idealnie na nasze pożegnanie z albumem. Przez delikatność przebija jednak niepokój. Te subtelne załamania głosu i nieoczekiwane zwroty w melodii, które sprawiły że pokochałam twórczość Warpaint. Tą niejednoznaczność, to że nigdy nie wiemy co wydarzy się w utworze dalej. Bardzo je cenię.

Płyta Heads Up wywarła na mnie ogromne wrażenie, mogę powiedzieć że jestem oszołomiona tym, co dane mi było wysłuchać. Od dłuższego czasu sądziłam, że żadna kobieca kompozycja nie jest w stanie zauroczyć mnie do tego stopnia. Z kolejnymi poznawanymi zespołami muszę przeprosić się z komplementacją dla zdolnych kobiet i pochylić czoła przed tym co potrafią one zdziałać z instrumentami. Oceniam płytę Heads Up wyjątkowo wysoko, mimo iż grupę poznałam zaledwie rok temu, a dopiero teraz oswajam się z ich twórczością. Jak dla mnie jest to godna polecenia premiera nie tylko ubiegłego tygodnia ale również całego miesiąca. Zapowiada genialną wręcz muzyczną jesień- tego nam potrzeba na koniec roku, zdecydowanie.

Exit mobile version