Natalia Nykiel powróciła! Księżniczka electro popu po blisko pięciu latach od wydania swojego poprzedniego albumu, w końcu podjęła się wyzwania stworzenia jego kontynuacji. Efektem jej starań jest trzeci studyjny krążek zatytułowany Regnum – podróż przez nieco niezrozumiałą, ale z czasem co raz bardziej intrygującą dystopię.
Zacznę od dość szczerego wyzwania – nie było takiego dnia, gdzie bym szczerze czekał na premierę tego albumu. Czemu? Choć status Natalii Nykiel jako jednej z najciekawszych artystek, które przebiły do świadomości niedzielnych słuchaczy jest faktem, tak odnoszę wrażenie, że był to fakt co raz mniej aktualny. Epka Origo zupełnie nie trafiła w moje ówczesne gusta, zaś wydany ponad dwa lata temu singiel Atlantyk kompletnie mnie od siebie odrzucił. Na wieść o premierze piosenki P.R.I.D.E. nadzieja na chwilę wróciła, dopóki go nie wysłuchałem i zapomniałem w tej samej chwili. No i tak oto nastał rok 2022, gdy w końcu mogę poznać Regnum w swej całej okazałości.
Początkowo nie byłem nim jakoś szczególnie zaintrygowany, a co dopiero zachwycony. Jednak im więcej Regnum słuchałem, tym bardziej rozumiałem jakimi rządzi się prawami, stąd też zacząłem go postrzegać jako dzieło całkiem angażujące oraz tętniący swoją wyjątkową energią. Podchodząc do jego recenzji, liczyłem na eksplozję szaleństwa, a to był błąd. Natalia Nykiel za sprawą tego albumu odeszła od swoich intensywnie elektronicznych korzeni, na rzecz czegoś bardziej spokojnego, subtelnego i przede wszystkim swojego.
Nykiel nie jest już tą szaloną dziewczyną sprzed paru lat, która był gotowa na podbicie dyskotek całego świata. Teraz chce wyrażać swoją nierozwydrzoną duszę, odzierając się z krzykliwych melodii na rzecz czegoś solidnie przemyślanego. Regnum to nie tylko podróż dla słuchacza, ale też dla jego autorki, która pragnie się w niej zatopić i płynąć z jej niespiesznym prądem. I tak jak początkowo album nie wpisał się w moją definicję „albumu interesującego”, tak po paru razach zaakceptowałem jego klimat i styl, co pozwoliło mi na cieszenie się z jego licznych pomysłów. Być może Regnum nie poruszyło mnie dogłębnie, ale pozwolił mi na oderwanie się od otaczającej rzeczywistości, a to jest duża zaleta.
Natalia Nykiel nie porzuciła zupełnie electro popu, bo ten nadal jest obecny na Regnum. Niemniej nie jest to dyskoteka, czy rave – raczej radosna jazda samochodem w towarzystwie ukochanej osoby w rytmie fajnych piosenek. Ponadto zawarto w nich wiele inspiracji, od Ultravox, przez BLACKPINK, aż po Marylę Rodowicz – mieszanka szalona, ale w przypadku tego krążka sprawdziło się to wyśmienicie. Natomiast jeśli chodzi o lirykę, również wobec niej nie mam żadnych większych uwag. Cennym jest to, że słuchałem słów, które Natalia Nykiel wyśpiewuje, a to nie zawsze przychodzi z łatwością, tym bardziej w przypadku naszych rodzimych artystów.
Co więc najciekawszego zaoferował mi Regnum? Choć pierwotnie P.R.I.D.E. zupełnie do mnie nie przemówił, tak teraz jest jednym z moich ulubionych utworów na tym krążku. Zaintrygowały mnie również Królestwo i Tu Nie Ma Fobii, którym najbliżej do dotychczasowej twórczości Nykiel. Ciekawym odstępstwem od klimatu albumu był Urok, który jak sam tytuł wskazuje, potrafi rzucić na słuchacza pewien czar. Ponadto otwarcie albumu, czyli Niech Płonie dobrze mnie nastroił do dalszej przygody z Regnum, co jest kluczowe dla całościowego obrazu danego albumu. I nawet ten Atlantyk zaczął mnie cieszyć swoją naiwną melodyjką i równie naiwnym tekstem – pocieszny i to jest bardzo fajne.
Regnum to nie bomba, ale raczej smaczne danie, które nie sili się na wymyślenie koła zupełnie na nowo. Natalia Nykiel poszła swoją drogą i jedynie co mogę w takiej sytuacji zrobić, to jej szczerze kibicować. Niemniej, jej trzeci album to projekt dobry i będę do niego wracać, aby jeszcze raz odłączyć się od otaczającej mnie rzeczywistości. Solidny kawałek dość subtelnego popu, który nie szuka poklasku, a jedynie radości z jego tworzenia.

