Site icon All About Music

Virgin – CHONI (2016), recenzja Marty Muśko

Połączenie popu i rocka z przewagą drugiego czynnika, zwłaszcza w żeńskim wykonaniu, jest dziś ceniony na wagę złota. Dołączmy do tego widowiskowy performance, wydatne płuca i wyzwolone emocje, które we współudziale podgrzewają ciśnienie we krwi. Niedawno byliśmy świadkami reaktywacji grupy Virgin, w której u boku Tomasza Luberta i reszty członków zespołu, na początku XXI pierwsze kroki na wielkiej scenie stawiała zaledwie kilkunastoletnia Doda.

Na przestrzeni kilku ostatnich latach, spotkanie Dody z rzeczowym rockiem można nazwać przelotnym i namiętnym romansem, który miał miejsce przede wszystkim na scenie. W studiu artystka poświęciła się monogamicznemu związkowi z muzyką taneczną i pop, co wiązało się z różnicą poglądów wśród jej wieloletnich słuchaczy. Ich cierpliwość została wystawiona na poważną próbę, sporadycznie karmiąc ją pojedynczymi singlami. Do tego rozbieżność na polu wytwórnia-artysta w kwestii rozwoju twórczości nadal nie dawały zielonego światła na nadejście wyczekiwanego, trzeciego albumu. Doda oprócz oczywistego talentu, wyczucia kompozytorskiego i pewności siebie, imponuje zaradnością. Znalazła złoty środek, by zastosować kompromis zaspakajający twórczą kreatywność i wdrażając go w życie. Wsparli ją dawni przyjaciele z zespołu Virgin – w tym Tomasz Lubert, którzy w zgranej komitywie powrócili po jedenastu latach z nową płytą. Tytułowo-niegrzeczne CHONI, zarówno koncepcyjnie jak i muzycznie idzie za głosem poprzednich wydawnictw grupy. Poczynając od wspomnianego nazewnictwa, po twórcze i emocjonalne zaangażowanie Doroty. Dla nieobeznanych, jest ona producentem albumu. Trzynaście kompozycji, dzielące miejsce pół na pół z kultowymi przebojami Virgin (Dżaga, Szansa, Mam Tylko Ciebie, 2 Bajki, Znak Pokoju) oraz dwoma bonusami, zweryfikowały obecny stan i spoistość gruntu utrzymującej się na nim muzyki cięższej w obecnie funkcjonującym przemyśle muzycznym.

Na utęsknione spotkanie wita nas Niebezpieczna Kobieta. Powitalny uścisk z subtelną elektroniką, sensualnym i kuszącym wokalem po blisko dwóch minutach przeradza się w nieobliczalny ładunek. Tak ostrej stylistyki w repertuarze Dody nie doświadczyliśmy już od dawna. Ekspresyjne i soczyste otwarcie płyty potęguje apetyt i chęć nasycenia go kolejnymi utworami. Jeszcze na etapie zapowiedzi mówiono o ich skromnej ilości – jednak diabeł w tkwi szczegółach. Tomasz Lubert z ekipą postawili na różnorodność, a Doda jako sceniczny i wokalny kameleon w tej kwestii sprawdza się jak nikt inny. Skoro mowa o wszechstronności, po raz pierwszy od długiego czasu mamy okazję wcielić się w skórę wykonawczyni w poruszającym Sensie. Nie od dziś wiadomo, że to męski przymiotnik popycha kobiecą dłoń do napisania najszczerszych tekstów. Virgin od swoich początków mają dar do nawiązywania więzi z odbiorcą za pośrednictwem bliskich dla większości z nas tematów. Czy dotyka to miłości, niezagojonych ran po bolesnym rozstaniu, czy zmierzania się ze światem w walce o swoją tożsamość, w takich utworach można znaleźć podporę i motywację. Dobrą passę ballad kontynuuje Kopiuj-Wklej, drugi singiel z płyty, gdzie autorka z zalotnej kocicy zmienia się w delikatną dziewczyną i nadal jest przy tym nieodmiennie autentyczna i wymowna. W twórczości Virgin nie brakuje jednak przede wszystkim dobrej zabawy, napędzanych dynamiką i naładowanych energią numerów. Optymistycznej Miłości na etat towarzyszy wyciszona i lekka gitara akustyczna, z kolei tajemniczy Anżyk, zawierający nieobce dla piosenek Dody zabawy słowne powiązane z oryginalnym metaforami, już samym nazewnictwem intryguje i wywołuje u słuchacza liryczny namysł. Warstwa muzyczna została treściwie zagęszczona porządną dawką hard-rocka, dlatego dana pozycja jak najbardziej powinna przypaść do gustu bardziej wybrednym i lamentującym nad nadmiarem popu odbiorcom. Na najwyższą półkę wspina się Padłeś? Poleż. Powstaje – ze zdwojoną siłą, naładuje każdego pozytywną energią i podaruje na szczęście przysłowiowego, motywującego kopniaka.

Powrót po blisko dekadzie stanowi dla zespołu niełatwą próbę sił. W zmierzeniu się z uderzająco jednolitą i często niewymagającą branżą rozrywkową nie trudno ponieś klęskę. Doda i Tomek Lubert postawili na sprawdzony, aczkolwiek słuszny schemat – tworzenie z duszą i wyzwoleniem emocji w okraszonych chwytliwą melodią, rześkim brzmieniem i trafiającymi w sedno tekstami. Nie stawiają na wymuszoną oryginalność, lecz też nie pozbawiają nowego materiału innowacyjności. Pod wspólną nazwą, Virgin przypominają wszystkim, że wciąż potrafią tworzyć muzykę, za którą zdobyli klucz do serc fanów. CHONI choć nie stroni od wad – głównie ze względów ilościowych, mniej jakościowych – z pewnością usatysfakcjonuje ich liczne grono, a także przyciągnie do siebie kolejne szeregi odbiorców.

Exit mobile version