Site icon All About Music

VA – Wish I Was Here (2014), recenzja Zuzanny Janickiej

Jeszcze nie zdążyła mi się osłuchać płyta z muzyką do filmu Gwiazd naszych wina, a już spadła na mnie informacja, że na soundtracku do Igrzysk śmierci: Kosogłos spodziewać się możemy kolejnej piosenki fenomenalnej Lorde (jej cover utworu Everybody Wants to Rule the World Tears For Fears z poprzedniej części zachwyca mnie niepokornym wykonaniem i mroczną melodią). A tymczasem do sklepów płytowych trafił album Wish I Was Here zapowiadający obraz Gdybym tylko tu był. Film na polskich ekranach zadebiutować ma w połowie września, jednak już teraz możemy poczuć jego klimat za sprawą garści wyselekcjonowanych starannie piosenek.

Gdybym tylko tu był to kolejne dzieło reżysera Zacha Braffa, który nie tylko stanął za kamerą, ale i wcielił się w jedną z głównych postaci. Jakby tego było mało, jego nazwiskiem sygnowany jest również soundtrack Wish I Was Here. Sam wybrał utwory, które na płycie się pojawiły i namówił kilka zespołów, by specjalnie skomponowały co nieco do jego tegorocznego filmu. Otrzymujemy więc nie tylko premierowe piosenki takich grup jak The Shins czy Bon Iver, ale i posłuchać możemy kilka starszych kawałków należących do Gary’ego Julesa, The Weepies czy Badly Drawn Boy’a. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Mija bowiem dziesięć lat od premiery filmu Braffa Powrót do State Garden, który, podobnie jak Gdybym tylko tu był, wzbogacony został o własnoręcznie skleconą przez reżysera składankę, nagrodzoną nagrodą Grammy za najlepszy soundtrack. Czy za płytę Wish I Was Here Zach Braff również zgarnie pochwały?

Piosenką, którą rozpoczynam przygodę z krążkiem, jest So Now What amerykańskiego indie rockowego zespołu The Shins. Ten zaśpiewany, momentami nieco za wysokim głosem, przez Jamesa Mercera kawałek to najnowsza kompozycja formacji, a zarazem pierwsza z czterech premierowych utworów zawartych na soundtracku. Szybko do gustu przypadła mi piosenka grupy Bon Iver Heavenly Father, która zwraca uwagę syntezatorową melodią przewijającą się przez cały kawałek, przez co nowe nagranie Amerykanów wydaje się być połączeniem przestrzennej twórczości Cheta Fakera i bardziej stonowanej, mniej dynamicznej muzyki Coldplay z Ghost Stories. A jeśli już o Coldplay mowa… Polecam zwrócić uwagę na balladowe, zagrane na pianinie Wish I Was Here w wykonaniu Cat Power. Piosenka ta skomponowana została przez Chrisa Martina (usłyszeć go możemy w chórkach). Ostatnia premierowa kompozycja również nie należy do żywiołowych nagrań. Wait It Out Allie Moss to nieco folkowy kawałek, który na jednej ze swoich wcześniejszych płyt mogłaby mieć i Norah Jones.

Pozostałe kompozycje są z nami już dość długo. Na początku nieco przeszkadzał mi fakt, że wybrani przez Zacha Braffa artyści nie są zbytnio mi znani, ale szybko udało mi się odnaleźć w tym pozytywne strony. Przede wszystkim Wish I Was Here mogłam słuchać bez poczucia, że te wszystkie piosenki już gdzieś słyszałam. Poza tym nie narzekam, że soundtrack zawiera piosenki nie świeże, takie, które zadebiutowały kilka lat temu. Dla mnie są niczym nowe utwory, które na równi z Heavenly Father czy Wait It Out cieszą uszy.

Po czyje starsze kompozycje sięgnął reżyser? Mamy tu akustyczne, folkowe Broken Window Gary’ego Julesa i surowsze, lecz równie spokojne Cherry Wine Hozeira (ten głęboki, hipnotyzujący głos przypominający momentami Finka!). Przyjemnie słucha się klimatycznego The Mute Radical Face, które brzmi jak nagrane w stolicy muzyki country – Nashville. Uwagę zwraca znana piosenka Bon Iver Holocene, jakże inna od premierowego kawałka zespołu. Zaśpiewana przez Justina Vernona wyższym głosem, zimniejsza i wymagająca skupienia. Nieco cieplej robi się za sprawą wzbogaconego dęciakami The Shining Badly Drawn Boy’a czy donośniejszego, festiwalowego Mexico Jump Little Children.

Nie da się przegapić rytmicznego The Obvious Child Paula Simona. Jest to najbardziej wyrazista piosenka na płycie, łącząca jakby afrykańskie, plemienne melodie z przyśpiewkami w stylu country. W pamięci zostaje również przenikliwe Breathe In Japanese Wallpaper, w którym połączono gitarę akustyczną i klawisze, czego efektem jest kawałek delikatny i eteryczny. Nie sposób przegapić zagranego na pianinie Raven’s Song Aarona Embry’ego, sprawiającego wrażenie piosenki, która przybyła do nas sprzed paru dekad. Pianino wykorzystane zostało również w spokojnym Mend The Weepies. Często sięgam po zamykające soundtrack nagranie No One to Let You Down zespołu The Head and the Heart. Jest to urokliwa, swobodna piosenka. Słuchając jej nie trudno wyobrazić sobie grupę wykonującą swoją kompozycję w małej knajpce dla garstki spragnionych dobrych dźwięków słuchaczy. No One to Let You Down nie należy może do najbardziej przebojowych i żywiołowych kawałków, ale bije z niej pewna radość.

Można powiedzieć, że płyta The Fault In Our Stars to album piosenkowy. Pojedynczych kompozycji słuchamy, kiedy chcemy. Zaś Wish I Was Here to krążek stanowiący klimatyczną całość. Zach Braff zgromadził utwory proste, ale szybko trafiające do słuchacza. Na płycie nie ma elektronicznych brzmień, nie ma radiowych kompozycji. Są za to szczere, niewyreżyserowane emocje i ładne piosenki z pogranicza folku, country i muzyki akustycznej.

Exit mobile version