Irlandczycy kochają U2 i nienawidzą ich zarazem. Podziwiają ich za to, co zrobili dla kraju, ale nie lubią ich jako ludzi… Irlandczycy, którzy chodzą na koncerty U2, niekoniecznie są wielkimi fanami tego zespołu. Te koncerty są jednak najważniejszym wydarzeniem w kraju i mnóstwo ludzi chce w nich wziąć udział właśnie z tego powodu – takie słowa zawarte są w jednym z ostatnich rozdziałów ocenianej książki, zatytułowanej U2. Zdemaskowani. Nie ukrywam, że były one dla mnie szokiem. Zawsze wydawało mi się, że U2 to ikona Irlandii. Zespół, który jest wręcz wielbiony przez swoich rodaków. Recenzowana publikacja stara się jednak ten pozytywny wizerunek grupy nieco zabrudzić. Już sam tytuł jest chyba wystarczająco wymowny.
Ale zanim autor – John Jobling – zaczął przedstawiać zebrane w wielu rozmowach argumenty przeciwko „miłym” i „sympatycznym” członkom zespołu, w książce wieje ogromną nudą. Pierwsza część publikacji, obejmująca okres dzieciństwa muzyków, formowania się grupy oraz klepania przez nią biedy, jest pozbawiona jakiegokolwiek elementu zainteresowania. Ostatnio skończyłem pisać licencjat. Jego głównym bohaterem był Bono – lider U2. Jako, że taka forma pracy ma swoje określone wymogi i standardy, musiałem ją napisać w sposób bardzo naukowy, a co za tym idzie – teoretyczny i nudny. Myślałem, że bardziej nużąco niż ja o U2 się nie da napisać. Myliłem się.
Autor książki na tym etapie zupełnie zdystansował się od tematyki tego wydawnictwa. Przedstawia w sposób bardzo przeciętny pierwszą dekadę funkcjonowania zespołu. Może gdyby zrobił to jako pierwszy, inaczej patrzyłbym na jej treść. Ale tematykę tę poruszyło już kilka lat temu samo U2, wydając autobiograficzną pozycję U2 o U2 (In Rock). Gdy już miałem odłożyć książkę na półkę i napisać niezbyt pochlebną recenzję, nastała światłość.
Jobling – niczym asami z rękawa – zaczął sypać ciekawymi anegdotkami, które (w końcu!) zaczęły rzeczywiście demaskować U2. Pojawiły się wątki sugerujące, że Bono w latach 80. zdradzał swoją wieloletnią żonę Ali. Autor przytoczył wiele przykładów złych biznesowych decyzji grupy, przez które w okolicach lat 90. niemalże zbankrutowała. Są wątki związane z brakiem lojalności U2 wobec swoich wieloletnich pracowników, wypowiedzi byłych współpracowników, z których jasno wynika, że Bono i Larry Mullen Jr. nie darzą się zbyt dużą sympatią. Jest też przedstawiona postać byłej stylistki grupy, którą pod koniec lat 90. muzycy podali do sądu za to, że… wystawiła na aukcje m.in takie rzeczy jak trampki Adama Claytona. Pozew argumentowali tym, że są one sentymentalną pamiątką dla grupy i zostały im zabrane w sposób niezgodny z prawem. W toku prezentowanych argumentów okazało się, że w ten sposób grupa chciała ukarać kobietę za to, że kilka lat wcześniej napisała książkę o pracy z muzykami w czasie trasy ZOO TV. Co najciekawsze, w wydawnictwie kobiety nie ma żadnych kontrowersyjnych informacji, które w jakikolwiek sposób oczerniałyby Irlandczyków.
Nie zrobili mi tego, bo przedstawiłam światu niewygodne fakty – mówi stylistka. Zrobili to, żebym ich rzeczywiście nigdy nie ujawniła.
Zamysł autora związany z tworzeniem tej biografii był dobry – kontrowersyjne tematy związane z szanowanym zespołem rockowym zawsze się sprzedają. Zwłaszcza, że na jego czele stoi wędrowny ambasador pokoju na świecie. Jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że taka forma wydawnictwa została stworzona na siłę. Moim zdaniem należało skrócić ją o pierwsze dwieście nudnych, jak praca nocnego stróża w szkole podstawowej, stron i skupić się na okresie, w którym rzeczywiście można było połączyć zespół z jakimiś szemranymi sprawami. Te dwie części są ze sobą kompletnie niespójne. Wiem, że ciężko było znaleźć haka na nastoletnich wówczas muzyków U2, ale w takim razie po co demaskować coś, co samo w sobie nie zawiera niczego zaskakującego? Według mnie lepszym pomysłem było rozpoczęcie historii od drugiej połowy lat 80. i podciągnięcie pod nią kwestie zeszłorocznej publikacji Songs Of Innocence, tak tragicznie przyjętej przez opinię publiczną. Dodatkowo można było poruszyć temat fundacji Bono, która rzekomo kręci lody w związku ze zbieranymi pieniędzmi. Podobno jedynie kilka procent idzie dla potrzebujących, a reszta pokrywa pensje jej pracowników.
U2. Zdemaskowani to typowa biografia, zawierająca w drugiej części jakieś kontrowersyjne elementy. Mimo że część z nich rzeczywiście kładzie się cieniem na wizerunek zespołu, to jednak taki tytuł ocenianej publikacji jest zdecydowanie przesadzony. Nie ma tu dużej demaskacji – są niewygodne fakty, które jednak pojawiają się w kontekście każdego większego zespołu, a U2 nie jest tu żadnym wyjątkiem. Jednak trzeba docenić to, że Jobling podjął się ryzykownego wyzwania i postanowił jako pierwszy stworzyć nieautoryzowaną biografię Irlandczyków. Trzeba mieć naprawdę duże jaja, żeby zaatakować kogoś tak wielkiego jak U2. I właśnie za te jaja daję 7,3.
