
Kiedy trafiam na wykonawcę, którego dyskografia liczy już kilka pozycji, staram się ją poznać zamiast skupiać uwagę tylko na najnowszym albumie. Nadrobić udało mi się także płyty U.S. Girls i przyznam, że to jeden z najciekawszych zbiorów, jaki trafił w moje uszy. Garażowe, noise popowe brzmienie z pierwszych płyt przeistoczyło się w bardziej awangardowe granie, by ostatecznie (pewnie na chwilę) zatrzymać się na czymś o kształcie art popu zabarwionego całą gamą różnolitych dźwiękowych inspiracji z kilku dekad.
Velvet 4 Sale, słodko wyśpiewany opener albumu, jest fuzją gitarowych brzmień z jazzem, przywodzącymi na myśl lata 80. syntezatorami i funkiem. Te wszystkie puzzle złożyły się na intrygujący kawałek, w którym U.S. Girls porusza temat przemocy domowej. Saksofon w pełnej okazałości pojawia się w następującym po Velvet 4 Sale cięższym, chętnie celującym w blues rockowe klimaty nagraniu Rage of Plastics, które jest najmocniejszym punktem wydawnictwa. A, szczerze mówiąc, wybrać piosenkę best of the best w przypadku takiego albumu jak In a Poem Unlimited jest bardzo ciężko, gdyż Remy udało się przygotować bardzo mocny i równy, choć różnorodny materiał. Do moich ulubieńców należą jednak M.A.H., Rosebud, Incidental Boogie i Pearly Gates. Pierwsza z kompozycji to kiczowaty, taneczny numer mocno zakorzeniony w latach 80. Jest jednak tak euforyczny i radosny (nawet, gdy sama strona liryczna – będąca krytyką polityki Obamy – na to nie wskazuje), że nie da się go nie lubić. Bardziej wyrafinowanym utworem jest nawiązujące do 90’s trip hopu, lekko nostalgiczne Rosebud. Zmysłowy nastrój skutecznie burzy hałaśliwe, inspirowane industrialno-rockowym brzmieniem Incidental Boogie. W Pearly Gates ponownie cofamy się w czasie o przeszło dwie dekady, mogąc pokołysać się do tego osobliwego hołdu oddanego czarnym brzmieniom tamtych lat.
Pozostała trójka (dwa inne kawałki to króciutkie interlude’a – Traviata i Why Do I Lose My Voice When I Have Something to Say) również trzyma wysoki poziom. Warto więc sięgnąć po ociężałe, rytmiczne L-Over, w którym wysokie wokalizy Meghan kojarzą się z wczesną Kate Bush. Łagodne, pulsujące Poem wydaje się być najnowocześniejszym momentem płyty, brzmiącym na dokładkę tak, jakby U.S. Girls podebrała go popularnej pop-gwieździe, która może nie planowała wydawać go zaraz na singlu, ale chciała mieć mniej oczywisty utwór na swoim albumie. O ile inne kompozycje posiadają bezpieczną długość, tak na koniec artystka zostawiła coś niemalże ośmiominutowego. Funkowo-jazzowo-rockowe Time przywodzi na myśl zwariowane jam session.
Meghan Remy udało się znaleźć ten złoty balans między lekkimi, łatwo przyswajalnymi, wręcz popowymi dźwiękami a popem w jego bardziej wyrafinowanej, alternatywnej formie. Niby nadaje się to do grania w komercyjnych stacjach radiowych, ale do innych prezentowanych w eterze utworów te z In a Poem Unlimited pasowałyby jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Tegoroczny krążek U.S. Girls jest dziełem wielobarwnym, choć wyważonym i zaskakująco spójnym. Nowe piosenki wokalistki dostarczają wiele przyjemności i są gwarancją udanej zabawy. Może i mamy dopiero kwiecień, ale In a Poem Unlimited jest moim mocnym kandydatem do miana płyty roku.

