Site icon All About Music

Tytuły wzięte z sufitu. Felieton Jonatana Paszkiewicza

Niespełna dwa miesiące temu Edyta Bartosiewicz udostępniła na swoim facebookowym profilu piosenkę Nie jak przyjaciel, podpisując ją „Przepraszam czyli Nie jak przyjaciel…”. Okazało się, że jest to „tytuł, który został nadany piosence dużo później”. Dało mi to do myślenia, bo ileż jest w Internecie nagrań ze źle wymienionymi tytułami piosenek? Ogrom.

Zjawisko przeinaczania tytułów dotyczy najczęściej tych utworów, których tytuł nie zawiera się w słowach samej piosenki (jest zupełnie osobnym tworem), a także tych, w których jest on ukryty. Ludzie nadają piosenkom swoje, wymyślone ot tak sobie tytuły, którymi jest zazwyczaj pierwsze kilka słów refrenu albo pierwszej zwrotki. Skoro ktoś zadaje sobie trud – dla przykładu – nagrania coveru (bo jego pasją jest śpiewanie), to wnioskuję, że ten konkretny utwór coś dla niego znaczy, jest z jakiegoś powodu ważny, ma z nim jakieś wspomnienia, utożsamia się z nim albo najzwyczajniej w świecie go lubi. Jednocześnie za nic ma jej prawdziwy tytuł. To samo można powiedzieć o amatorskich filmikach, na przykład pokazach slajdów, w tle których ktoś umieszcza ulubiony utwór i podpisuje z sufitu wziętym tytułem. Więc o co chodzi? Wynika to z niewiedzy czy ignorancji? A przecież artysta, nadając piosence tytuł, który nie zawiera się w tekście, za każdym razem ma nam coś ważnego do przekazania. Jest to wartość dodana. Uważam, że świetnym przykładem obrazującym wyjątkową ważność samego już tytułu jest utwór zespołu MyslovitzDługość dźwięku samotności. Na jego temat można by napisać referat, kto wie czy nie dłuższy od analizy tekstu tej piosenki.

Oto konkretne przykłady piosenek na jakie wpadłem, które nietrudno znaleźć w sieci z przekręconym tytułem:

Ktoś pomyśli – drobnostki. Może i tak, ale często one denerwują najbardziej. Warto zwracać uwagę na tytuły, a nuż odkryjemy w nich coś ważnego, wyjątkowego.

Exit mobile version