Site icon All About Music

Trzy tysiące złotych za bilet na Florence and the Machine. W Łodzi. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Kilka dni temu paru moich znajomych udostępniło na Facebooku artykuł, bodajże z Gazety Wyborczej, którego tytuł głosił, że bilety do golden circle na koncert Florence and the Machine w Łodzi kosztują po 12 tysięcy złotych. Zaintrygowany postanowiłem zaznajomić się z jego treścią.

Okazało się, że wejściówki do tej strefy rozeszły się w niecałą godzinę, a na aukcjach internetowych ich ceny przewyższają kilkukrotnie ich pierwotną wartość. Wśród treści komentarzy internautów umieszczonych pod tekstem można było wyczuć zdziwienie, szok i zdecydowane potępienie takiego stanu rzeczy. Prawda jest taka, że ten proceder nie jest niczym nowym i od kilkunastu lat działa bardzo prężnie nie tylko na naszym rynku. Koniki – mówi Wam coś ta nazwa, nie?

Jak właściciel sklepu kupuje w hurtowni 100 kilo jabłek, to sprzedaje je po wyższej cenie niż ta, za którą je zakupił. Jeżeli właściciel komisu kupuje u Niemca samochód to sprzedaje go po cenie wyższej niż ta, za którą go zakupił. W takim razie to chyba logiczne, że jeżeli ktoś kupił bilet na Florence and the Machine, to chce go sprzedać po cenie wyższej niż ta, za którą go nabył? Zwłaszcza, że cała pula już się rozeszła.

Zabawne jest to, że wedle prawa sprzedawanie biletów na imprezy tego typu po cenie wyższej niż ta, która znajduje się na wydrukowanym kawałku papieru jest przestępstwem. Tu powstaje pytanie: czym różni się sprzedawanie biletu na koncert od sprzedawania auta? Może jestem za głupi, ale ja tej różnicy nie widzę. I nie widzę też powodu, by koników karać za sprzedawanie biletów po wyższej cenie.

Fanowskie plakaty koncertu
Fanowskie plakaty koncertu

Inna kwestia, że ceny te są dosyć zaporowe. Przejrzałem różne aukcje internetowe i najbardziej ekstremalne oferty oscylują wokół kilku tysięcy złotych. Co najlepsze, np. Allegro nie pozwala na sprzedawanie biletów po wyższych cenach, niż te nominalne (serwis nie chce być posądzony o aukcje łamiące prawo), ale i w tym przypadku hasło „Polak potrafi” znajduje swoje uzasadnienie. Sprzedający, żeby ominąć obowiązujące przepisy, dorzucają np. długopis czy jakiś kompletnie przedmiot z czapy, dzięki któremu całość transakcji jest zupełnie legalna. Trzeba się trochę pobawić w kotka i myszkę, ale wszystko jest do zrobienia.

W kontekście wysokich cen wejściówek na koncert Florence oferowanych przez koników nasuwają mi się od razu dwa pytania: a) jak głupim trzeba być, żeby wydać tak duże pieniądze na zwykły bilet do golden circle oraz b) jak głupim trzeba być, by liczyć, że ktoś takie pieniądze wyłoży? Chociaż jak tak teraz myślę, ktoś taki na pewno się znajdzie.

I tu zadam pytanie: po co płacić trzy tysiące za bilet na koncert Florence w Łodzi, skoro za te trzy tysiące można a) kupić bilet na jej występ gdzieś za granicą, b) opłacić hotel i lot samolotem c) dobrze zabawić się w dużym zagranicznym mieście. Kilka tygodni temu pisałem o tym, że czasem bardziej opłaca się pojechać na koncert do sąsiadującego z nami państwa. A skoro tamtejsze regularne ceny biletów są często bardziej konkurencyjne niż te na naszym rynku, to co dopiero mówić o kwotach serwowanych przez koników?

Żeby pozbyć się nielegalnego, wedle prawa, sprzedawania biletów, trzeba by zmienić trochę sposób organizacji koncertów w naszym kraju. Ale o tym już za tydzień, bo gdybym złączył obydwa wątki w jednym tekście, to musielibyście przesuwać suwakiem po prawej stronie w nieskończoność.

Exit mobile version