Rok 2015 był dla nich przełomowy. O ich istnieniu dowiedział się cały świat. I chociaż już mieli na koncie kilka płyt, to dopiero wtedy ludzie oszaleli na ich punkcie. Oczekiwania wobec Twenty One Pilots były przeogromne. Fani z niecierpliwością czekali na nowe wydawnictwo. Piąta płyta Trench zaskoczyła – to fakt. Są hity, są nowe brzmienia. Jednak, czy to jest właśnie to, czego się po nich spodziewaliśmy?
Twenty One Pilots to zespół, który powstał w 2009 r. Po dwóch latach i kilku wymianach kadrowych wyklarował się dość stały skład. Dwóch przyjaciół – Tyler Joseph (wokal, gitara basowa) oraz Josh Dun (perkusja). Zespół nagrał pięć albumów studyjnych. Momentem przełomowym w ich karierze był bez wątpienia album Blurryface. To właśnie na nim znalazły się ich największe hity, które później trafiły do rozgłośni radiowych. Stressed Out, Ride czy Lane Boy na zawsze odmieniły życie tych dwóch chłopaków.
W międzyczasie panowie nagrali piosenkę do filmu „Legion samobójców”. Ludzie pokochali ich Heathens. Przełom 2015/2016 roku to był ich czas! Grono fanów poszerzało się z dnia na dzień. Wszyscy z wypiekami na twarzy czekali na ich kolejny krążek. Oczekiwania były ogromne. I oto jest – piąty album studyjny Twenty One Pilots, zatytułowany Trench. Krążek na sklepowych półkach pojawił się 5 października 2018 r. nakładem wytwórni Fueled by Ramen (w Polsce Warner Music Poland). Na krążku znalazło się 14 utworów.
Warto zwrócić na samym początku uwagę na utwory, które poznaliśmy przed premierą. Chodzi o mocne, z wyrazistym, wręcz rockowym refrenem Jumpsuit; rytmiczne, z bardzo zapamiętywalnym refrenem i przepięknym tekstem My Blood, kołyszące do tańca, z nutką dźwięków reggae, Nico and the Niners oraz Levitate, gdzie swoimi umiejętnościami może pochwalić się Josh. Są to piosenki od siebie bardzo różne. Patrząc na to całościowo, panowie do promocji wybrali cztery najmocniejsze kawałki. To właśnie ta czwórka może pociągnąć sukces komercyjny płyty i co ważne, oddaje ducha całego albumu.
Trench to cała masa piosenek, od których trudno się oderwać. Morph, do którego bez problemu możemy pokiwać się w klubie czy The Hype z genialnym popowym refrenem, oraz trwające ponad pięć minut Chlorine, które w połowie zamienia się w psychodeliczną spokojną wariację.
W ucho rzuca się jeszcze dynamiczne Pet Cheetah z bardzo charakterystyczną początkową melodią oraz budujące, wesołe Legend. Album naładowany jest po prostu chwytliwymi dźwiękami. Utwory zyskują na ciekawych, niebanalnych refrenach.
Uwagę zwraca kompozycja Cut My Lip, gdzie rytmy reggae wylewają się strumieniami. To ciekawa odmiana i dobry przerywnik od znanych dźwięków. Piosenka nabiera wyrazu, jednak nadal utrzymana jest w umiarkowanym tempie. Jest to zdecydowanie udany eksperyment.
Na albumie nie zabrakło także spokojnych, wyważonych dźwięków, które chwytają za serce zarówno melodią, jak i mocnym i dosadnym tekstem poruszającym ważny temat. Neon Gravestones to idealny przykład. Wsłuchajcie się porządnie w warstwę liryczną. Cały album zamyka Leave The City. Przepiękne ballady wypełnione smutkiem i prawdą. Teksty to zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów tego krążka.
Podsumowując, moim zdaniem nowy album Twenty One Pilots jest bardzo dobry. Czy przebije genialne Blurryface? Nie. Jednak piąty krążek ma w sobie urok, ma to coś dzięki czemu trudno się oderwać od tych wymieszanych i tak różnorodnych melodii. Panowie tym razem także eksperymentowali. Na Trench słychać ogrom różnych gatunków. To co najlepsze to fakt, że nie osiedli na laurach i nadal szukają swoich dźwięków oraz nowych brzmień. Wszystko to, w połączeniu z ich niepowtarzalnym stylem, który pokochał cały świat sprawia, że ich nowy materiał nie zniknie w tłumie. Przecież na Trench jest wiele hitów! Trzeba tylko więcej czasu żeby się do tego albumu przekonać, bo przynajmniej w moim przypadku, niestety nie jest to miłość od pierwszego usłyszenia.

