Site icon All About Music

Twenty One Pilots oraz MIRAI zawładnęli Ostrawą. Relacja z 1. dnia Colours of Ostrava

twenty one pilots - Breach

Colours of Ostrava to festiwal, do którego bardzo lubię wracać nie tylko ze względu na lineup. Wyjątkowy klimat wydarzenia, organizowanego na terenie huty Dolní Vítkovice, oraz liczba przygotowanych atrakcji sprawiają, że nie sposób się tam nudzić. Przez cztery dni uczestnicy mogą cieszyć się koncertami, panelami kulturalnymi, atrakcjami w strefach partnerów, a przede wszystkim świetną zabawą. Festiwal odbywa się zaledwie 30 minut od polskiej granicy z Czechami i oferuje lineup porównywalny z największymi polskimi wydarzeniami muzycznymi. Ma jednak coś, czego trudno szukać gdzie indziej – wyjątkową duszę, wyczuwalną na każdym kroku. To właśnie w niej zakochałam się trzy lata temu, gdy po raz pierwszy odwiedziłam Colours of Ostrava.

Początkowo planowałam spędzić na festiwalu wszystkie cztery dni. Miałam już nawet dokładnie rozpisany plan – wiedziałam, na czyje koncerty pójdę i liczyłam, że znajdę też czas, by trochę pozwiedzać samą Ostrawę. Wszystko zmienił jednak występ headlinera pierwszego dnia. Po koncercie przez resztę festiwalu leżałam w łóżku z gorączką i zdartym gardłem. Nie żałuję ani trochę, bo odpowiada za to jeden z moich ukochanych zespołów – Twenty One Pilots. Ostatecznie zamiast czterech dni spędziłam na Colours tylko jeden dzień. Ale to, co udało mi się zobaczyć jest moje.

Pierwszy dzień upłynął mi przede wszystkim na wyczekiwaniu na gwiazdę wieczoru, czyli Twenty One Pilots. Przy okazji udało mi się zobaczyć koncert czeskiego zespołu MIRAI, a także polski akcent na głównej scenie festiwalu – Piotrka Paduszyńskiego. Muzyk przez kilka dni Colours of Ostrava występował na głównej scenie, a jego występ mogłam usłyszeć przed MIRAI.

MIRAI to jeden z najpopularniejszych – o ile nie najpopularniejszy – czeskich zespołów popowych, działający na scenie od 2014 roku. Przyznam, że wcześniej ich nie znałam, ale po tym koncercie błyskawicznie trafili na moją playlistę. Urzekły mnie chwytliwe aranżacje, melodyjność języka czeskiego – którego co prawda nie rozumiem, ale często można domyślić się, o czym śpiewają – oraz energia, jaką zespół zarażał publiczność. Warto również wspomnieć, że muzycy ogłosili swój pierwszy stadionowy koncert. W przyszłym roku wystąpią na praskim stadionie Eden, a wydarzenie już teraz cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród czeskich fanów.

Podczas koncertu nie zabrakło również polskich akcentów, które rodzima część publiczności przyjęła z dużym entuzjazmem. Pierwszym z nich było pojawienie się na telebimie Tribbsa podczas wykonywania utworu Dokola. Drugim był już bardziej czeski akcent, jednak równie entuzjastycznie zareagowała na niego cała festiwalowa publiczność – na ekranach pojawiła się Ewa Farna w trakcie utworu Vzpomeneš si?Co ciekawe, właśnie na Colours of Ostrava po raz pierwszy usłyszałam Ewę Farną na żywo. Mam przeczucie, że stanie się ona stałym elementem tego festiwalu i przy każdej kolejnej wizycie będę miała okazję zobaczyć ją na jednej z jego scen.

Zespół zaprosił na scenę zarówno swoich fanów, jak i fanów Twenty One Pilots, próbując rozgrzać publiczność przed występem gwiazdy wieczoru. Mieli za zadanie grać na różnych instrumentach lub tańczyć, a nawet śpiewać. Dziewczyna wytypowana do tej ostatniej roli wyraźnie czuła się zakłopotana całą sytuacją i nie do końca wiedziała, co ona ma robić. Wsparcie wokalisty, Miraia Navrátila jej trochę pomogło, ale było widać, że nie ogarniała rzeczywistości.

Od MIRAI było czuć ogromne zaangażowanie, staranność o każdy szczegół, bijącą radość i dopracowane show. Bo tak – to było show! Scenografia nawiązująca do domu z lat 60. XX wieku, efektowna pirotechnika, a także… wokalista płynący przez tłum na materacu sprawiły, że koncert zapadł mi w pamięć na długo. Nie dało się też nie zauważyć, jak wiele znaczył dla zespołu występ na Colours of Ostrava. Ich wdzięczność i wzruszenie były widoczne na każdym kroku. Tym bardziej jestem ciekawa, czym zaskoczą publiczność podczas przyszłorocznego koncertu na stadionie Eden.

O 22:30 rozpoczął się koncert headlinera wieczoru. Emocje, które mi towarzyszyły, trudno opisać słowami. Tyler Joseph i Josh Dun przenieśli na festiwalową scenę cały świat Twenty One Pilots, serwując widowisko pełne ognia, fajerwerków i efektownych elementów scenicznych. Każdy, kto był na ich czerwcowym koncercie w Łodzi, z pewnością wie, o czym mówię. Największą zmianą w porównaniu z poprzednimi występami okazała się setlista. Znalazło się w niej znacznie więcej utworów z najnowszego albumu The Breach, natomiast z Clancy wybrzmiało jedynie Overcompensate.

Koncert został podzielony na akty poświęcone kolejno albumom Clancy/The Breach, Trench oraz Blurryface. Choć ze względu na festiwalowy format występ był krótszy niż koncerty w ramach trasy, nie stracił nic ze swojej intensywności. Wręcz przeciwnie – po raz kolejny udowodnił, dlaczego Twenty One Pilots doskonale odnajdują się zarówno w roli headlinerów największych festiwali, jak i zespołu, który z równą łatwością wypełnia hale oraz stadiony.

Podczas festiwalowego występu zespół mocno stawiał na budowanie bliskości z publicznością. Kilkukrotnie można było zobaczyć Tylera stojącego na platformach unoszonych nad tłumem, podczas gdy tysiące fanów śpiewały z nim największe przeboje Twenty One Pilots. Jednym z najbardziej spektakularnych momentów koncertu był tradycyjny już Drum Show Josha Duna. Perkusista wspiął się na konstrukcję telebimu i właśnie tam wykonał efektowe solo wywołujące ogromny entuzjazm publiczności. Za to Tyler postanowił wykonać utwór Ride… z diabelskiego koła znajdującego się na terenie festiwalu. Najwyraźniej nie miał czasu na zwiedzanie całego terenu, więc musiał wykorzystać okazję. Przynajmniej przez kilka minut zawładnął festiwalem jego z najwyższego punktu!

Zespół zakończył koncert utworem Trees, który po raz kolejny stał się okazją do bezpośredniego kontaktu z fanami. Muzycy zeszli do tłumu i wspólnie z publicznością wykonywali utwór, grając na pojedynczych bębnach, podczas gdy w tle unosiło się confetti symbolizujące zakończenie widowiska. Takiej euforii nie czułam od ostatniego koncertu Twenty One Pilots. Energia tego wieczoru była jednak tak ogromna, że jej konsekwencją było kilka dni spędzonych w domu na regeneracji.

Jedynym elementem koncertu, który nie do końca przypadł mi do gustu, było włączenie do setlisty coverów – Stolen Dance zespołu Milky Chance oraz Believe Cher. Osobiście zamieniłabym je na jeden z utworów Pilotów, których numery sprawdziłyby się idealnie na festiwalowe widowisko. Żeby nie było, że narzekam na covery, to Seven Nation Army zawsze mnie raduje, a że chłopaki dostali zgodę od Jacka White’a na wykonanie tej kultowej rockowej pozycji, to tym bardziej warto posłuchać. 

Colours of Ostrava po raz kolejny udowodniło, że jest jednym z najważniejszych i najbardziej wyjątkowych festiwali w tej części Europy. Nie chodzi tu wyłącznie o imponujący lineup, ale przede wszystkim o atmosferę, różnorodność wydarzeń oraz niezwykłą przestrzeń huty Dolní Vítkovice, która nadaje temu miejscu niepowtarzalny charakter. 

Kolejna edycja festiwalu odbędzie się w dniach 21–24 lipca 2027 roku i już teraz wiem, że będę chciała wrócić tam na pełne cztery dni. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się zrealizować cały festiwalowy plan… chyba że headliner pierwszego dnia ponownie spowoduje u mnie pokoncertową kilkudniową gorączkę…

Exit mobile version