Wśród rodzimych zespołów młodego pokolenia znajduje się wiele perełek. Jedną z nich jest niewątpliwie łódzka grupa Tune, której trzeci album miał premierę na początku grudnia tego roku. Czy panowie podołali zadaniu i zaserwowali fanom wydawnictwo równie dobre, jak poprzednie dwie płyty? Zapraszam w muzyczną podróż z jednym z najlepszych zespołów z Łodzi!
Tune namieszał w polskiej muzyce po wydaniu swojej pierwszej płyty Lucid Moments. Królował na niej akordeon, którego na III nie usłyszymy. Panowie bowiem poszli z duchem czasu i postawili na elektronikę, co jednak, od razu podkreślam, nie wiąże się z tym, że jest to album gorszy od poprzednich. Zdecydowanie nie. Jedyny jego minus jest taki, że zawiera tylko osiem piosenek. Pół godziny muzyki po trzech latach oczekiwania na album pozostawia lekki niedosyt. Tym bardziej, że III to wydawnictwo bardzo dobre, które aż prosi się o chociaż dwie dodatkowe, równie dobre jak pozostałe, piosenki!
III to album bardzo różnorodny, znacznie odbiegający od dotychczasowej twórczości zespołu, nie tylko pod względem akordeonu. Łódzki zespół odszedł również dość wyraźnie od klimatów progresywnych i psychodelicznych. Nie wyszło to jednak grupie na złe. Dzięki takiej koncepcji na najnowszym albumie wprowadzili do swojej muzyki powiew świeżości.
Płyta rozpoczyna się z pozoru spokojnie utworem Monster. Już od początku dźwięki zdają się wprowadzać słuchaczy w pewnego rodzaju muzyczny trans, w który popaść było równie łatwo przy poprzednich płytach grupy. Wokal Jakuba Krupskiego zachwyca w tym numerze od samego początku. Na wstępie niskimi dźwiękami, które w drugiej części piosenki przechodzą w pewnego rodzaju melodyjny, wysoki krzyk. Tego głosu nie da się nie kochać!
Na albumie dominują gitary dopełniane przez elementy elektroniki. Słyszymy to na przykład w rewelacyjnym Higher. Jest to jeden z tych utworów, przy których słuchacz zastanawia się, czy aby na pewno słucha polskiego zespołu, który gra na naszej scenie muzycznej od tylu lat. Ciężko jest bowiem uwierzyć, że robiąc tak znakomite numery, panowie nie należą do czołówki najpopularniejszych polskich zespołów rockowych.
My Way zachwyca perkusją, która, zresztą jak cały refren utworu, to istna „perełka”. Z kolei w Cocaine słuchacz może zakochać się w gitarze, której energetyczny riff i świetna solówka są absolutnie bezbłędne!
The Bing Bang Theory to syntezator, którego, nazwijmy to- pourywane dźwięki- ponownie stanowią doskonałe uzupełnienie pozostałych instrumentów, a wokal udowadnia, że brzmi równie dobrze w dźwiękach wyższych, co tych pochodzących z niższych oktaw.
Utwór Sky High został wybrany na singiel zapowiadający album. Był to doskonały wybór! Wyraźnie słyszalna mocna linia basu wypada absolutnie znakomicie, gitarzysta ponownie funduje słuchaczom świetną solówkę, a głos Jakuba to po prostu czysta perfekcja. W zwrotkach zdaje się on wyśpiewywać tekst dość delikatnie, wręcz z lekkim niechceniem, z kolei w refrenie już nieco mocniej, tak jak w Monster, melodyjnie wykrzykuje słowa „It’s gonna blow you sky high”. Ponadto utwór jest na tyle wyraźnie rytmiczny, że ciężko jest się do niego nie bujać, czy też nie zabawić w „powietrznego perkusistę”. Powtórzę się- światowy poziom!
Tak oto doszliśmy do zakończenia albumu. Przedostatni utwór- Icarus – w zwrotkach jest spokojny, za to w refrenie panowie serwują słuchaczom dawką mocnego wokalu, mocnych instrumentów i ogromnych pokładów energii. Ta pewnego rodzaju przepaść między zwrotkami i refrenami jeszcze bardziej urozmaica utwór. Utrzymanie go w jednej stylistyce i tempie byłoby zapewne także dobre, ale zdecydowanie mniej interesujące dla słuchacza. Ostatni kawałek na płycie to Zero-G. To utwór w którym elektronika wypadła najlepiej zdecydowanie spisała się na medal, jeśli wciąż będziemy rozpatrywać ją jako uzupełnienie nieustannie zachwycających gitar. Tym oto sposobem, w nieco spokojniejszym już tempie, kończymy słuchanie albumu i… możemy, tak jak wspomniałam na początku, odczuć pewien niedosyt, że to już koniec tej znakomitej podróży wśród nieco tajemniczych dźwięków III.
Grupa Tune po raz kolejny pokazała swoją muzyczną klasę. Gitary zachwycają, skierowanie się w pewnym stopniu w elektronikę jedynie wypełnia melodię i sprawia, że warstwa instrumentalna zdaje się być idealnie wykończona. Wokal Jakuba ponownie sprawdza się w każdej postaci- czy jest to krzyk, czy dźwięki wysokie, czy też coś cokolwiek innego. To głos, który bezbłędnie przekazuje słuchaczom to, czym zdaje się konkretnie chcieć z nimi podzielić. Nie bez powodu wspomniałam dwa razy o światowym poziomie. Jeśli utrzymamy, że tego typu określenie używane jest jako jeden z największych komplementów jakie rodzimy zespół może usłyszeć, to zdecydowanie mogę używać go w odniesieniu do tego zespołu. III to tegoroczna pozycja obowiązkowa dla każdego fana ciekawego rocka (nie tylko polskiego)!

