Site icon All About Music

„Trzeba pisać w języku, w którym się śni – a my śnimy po polsku”. Wywiad z Sonbird

Tajemnicza nazwa zespołu ma za sobą grupę przyjaciół z Żywca, którzy przez muzykę trafiają do serc tłumów. Dzięki swojej wyrafinowanej prostocie też zostali zauważeni i docenieni podczas zeszłorocznego Festiwalu Supportów.

Mimo to nie zwalniają tępa. Już niedługo, bo 22 lutego do sklepów trafi ich debiutancki album, a od niedawna można odsłuchać go przedpremierowo na portalu Tidal.

A na pytanie o przeszłość, marzeniach, przyszłość i wiele innych tematów odpowiedział nam w rozmowie telefonicznej niesamowicie utalentowany frontman zespołu Dawid Mędrzak.

Nikola Nina Skopowska: Minął już rok od Festiwalu Supportów, jak patrzycie na to wydarzenie?

Dawid: Był to dla nas moment przełomowy i wspomnienie, które przynosi dużo dobrego. Była to dla nas szkoła. Mieliśmy okazję poznać wielu wybitnych polskich artystów, zagrać koncerty na dużej scenie, pracować z profesjonalną obsługą, do tego mogliśmy się poradzić osób bardziej doświadczonych od nas, tego jak komponować, tworzyć, jak operować dźwiękiem. Fakt, że udało nam się go wygrać, pozwolił nam na wydanie swojej własnej płyty, która ukaże się już niebawem.


NNS: A co się od tego czasu zmieniło?

Dawid: Przede wszystkim udało nam się zagrać na wielu festiwalach, ale też dzięki temu poznaliśmy naszego producenta Łukasza Olejczyka, który nauczył nas wielu rzeczy i otworzył nam głowy, bo proces powstawania płyty to coś bardzo osobistego. Musieliśmy zupełnie inaczej podejść do naszych utworów, zmienić ich aranżacje. Ten rok był dla nas walką, nieraz musieliśmy wychodzić z własnej strefy komfortu. Na pewno też przez ten czas trochę dojrzeliśmy.

NNS: Wielu młodych artystów zaczyna od utworów w języku angielskim, wy za to często powtarzacie, że chcecie tworzyć po polsku. Skąd ta decyzja?

Dawid: Jest to język, którym posługujemy się na co dzień. Ja jestem jego wielkim fanem. Uważam, że jest bardzo piękny, a też można z niego wydobyć wiele ciekawych smaczków. Do tego kiedyś usłyszeliśmy zdanie, że trzeba tworzyć w języku, w którym się śni – a my śnimy po polsku. Dla wielu młodych tworzenie w języku ojczystym jest niewygodne, ponieważ dzięki temu jest on łatwiej rozumiany przez słuchaczy, którzy mogą łatwo wyłapać błędy.

NNS: A tworząc nowy materiał nie czuliście pewnej presji spowodowanej faktem, że wasza twórczość już cieszy się dużym zainteresowaniem?

Dawid: Staramy się robić swoje. Jesteśmy pewni, że możemy na sobie polegać. Właśnie dzięki temu, kiedy któryś z nas odczuwał strach, czy presję wspieramy się nawzajem. Oczywiście pojawiały się momenty, że obawialiśmy się tego, że coś się może nie przyjąć, ale siła naszego zespołu jest w tym, że przeżywamy to razem.

NNS: A jak się czujecie, kiedy stoicie na scenie przed tymi wszystkimi ludźmi?

Dawid: Jest to część naszych marzeń. Cieszymy się, że możemy przez muzykę pomóc części osób, które nas słuchają. Nieraz po koncertach ktoś do nas podchodzi i mówi, że dzięki nam się lepiej czuje. Jest to dla nas bardzo ważne. Mimo, że raz przychodzi więcej osób, raz mniej, to dla nas liczy się każdy i gramy dla każdego z osobna.

NNS: Macie już za sobą trasę, koncerty na których spotykacie wiele osób. Jakbyś opisał fana Sonbird?

Dawid: Nie da się tego umieścić w żadnych stereotypach. Nasi fani są bardzo różni i to jest fajne. Mieliśmy raz sytuacje, że przyszli rodzice pewnej dziewczyny, która pokazała im naszą twórczość, a ona sama nie mogła się pojawić.

NNS: To na pewno cudowne uczucie, ale nie boicie się negatywnych skutków waszej szczerości?

Dawid: Każdy artysta jest ekshibicjonistą, to jest nieodłączny element. My nie chcemy się ukrywać, chcemy być szczerzy, chcemy mówić co czujemy i myślimy, więc raczej nie.

NNS: Mieliście okazje już grać na wielu scenach. Macie jeszcze jakieś marzenia, gdzie chcielibyście wystąpić?

Dawid: Na pewno marzymy jeszcze o dużych festiwalach, na których nie mieliśmy się okazji pojawić. Sam tytuł naszej płyty „Głodni” wziął się z tego, że jesteśmy wciąż głodni tworzenia, głodni nowych doświadczeń, też tych związanych z występami. Ale najbardziej marzymy o tym, by pozostać sobą, móc tworzyć i robić to co kochamy.

NNS: Od niedawna po internecie krąży okładka waszego albumu, która wzbudza wiele kontrowersji. Skąd na nią pomysł? Kryje się za tym jakaś historia?

Dawid: Do stworzenia okładki zaprosiliśmy Macia Morettiego, który tworzył też okladki dla Korteza, czy Nosowskiej. Musieliśmy mu zaufać. To jest w niej najlepsze, że budzi emocje, że gdy ją widzisz, nie wiesz czasami co czujesz. My interpretujemy ją tak, że chcemy iść dalej, rozwijać się i iść razem z muzyką przez życie.

NNS: Jeśli chodzi o życie, to czego słuchacie na co dzień? Wnosicie coś z tego do swojej twórczości?

Dawid: Ciężko określić co słuchamy. Część zespołów lubimy razem, ale każdy z nas jest indywidualnością. Nasz basista, Tomek, słucha hip-hopu, Maciek lubi takie zespoły jak Coldplay, ja słucham bluesa, za to nasz gitarzysta Kamil to zwolennik bardzo spokojnej muzyki. Jest dużo zespołów, cały czas szukamy, rozwijamy się. Na pewno część z tego przenosimy do naszego brzmienia, szczególnie jeśli chodzi o artystów z podobną wrażliwością do naszej.

NNS: Zaraz po premierze płyty wyruszacie w trasę, jak się z tym czujecie?

Dawid: Od początku naszego tworzenia chcieliśmy koncertować, jeździć. Jest to już nasza druga trasa i nie umiemy się jej doczekać. Właśnie wracamy z Warszawy, gdzie odbył się odsłuch naszej płyty i jesteśmy bardzo podekscytowani, tym co nas czeka w marcu.

NNS: A tak wybiegając w przyszłość: Gdzie widzicie siebie i zespół za 10 lat?

Dawid: To jest bardzo trudne pytanie… Mam nadzieję, że będziemy cały czas razem, bo jesteśmy zespołem, gramy wspólnie i dobrze się bawimy. Chcielibyśmy na pewno mieć większy dorobek artystyczny, więcej albumów, więcej piosenek, nad którymi teraz pracujemy.

Exit mobile version