Site icon All About Music

„Tom Jones. Na szczyt i z powrotem. Autobiografia” (2016), recenzja Marty Muśko

Należący do elity najlepszych wokalistów w historii, Tom Jones występuje na scenie już od sześciu dekad, czyli ponad półwieku! Jest legendarną postacią muzyki rozrywkowej, ikoną popkultury, a jego życie utworzyło gotowy scenariusz filmowy. Zamiast ekranizacji artysta zaoferował swoim słuchaczom o wiele bardziej intrygujące i autentyczne rozwiązanie – osobistą autobiografię Na szczyt i z powrotem, w której zgodnie z tytułem dzieli się nie tylko tajemnicami swojego fenomenalnego sukcesu, ale otwarcie wspomina dni, kiedy jego niesamowita kariera popadła w stagnację.

Instrumentalne It’s Not Unusual, radosne Delilah i She’s A Lady, liryczne Without Love, aż po nowoczesne Sex Bomb – te i wiele innych przebojów znają zarówno starsze jak i młodsze pokolenia. Choć Thomas Jones Woodward, który przybrał artystyczny pseudonim Tom Jones, jest utożsamiany jako gwiazda amerykańska, tak naprawdę pochodzi z małego, górniczego miasteczka umieszczonego na południu Walii. Od najmłodszych lat występował na spotkaniach rodzinnych i weselach, a w wieku 12 lat zaczął śpiewać w szkolnym chórze. Wydawało się, że życie młodego Thomasa układa się pomyślnie, jednak wczesne ojcostwo spowodowało, że porzucił naukę w szkole i rozpoczął pracę w fabryce, aby utrzymać rodzinę. W wieku 16 lat poznał miłość swojego życia, Lindę, która urodziła mu syna. Żona towarzyszyła u jego boku przez całe życie, aż do śmierci, która nastąpiła w 2016 roku po przegranej walce z rakiem.

Można odnieść wrażenie, że porzucenie szkoły przyniosło ulgę dla młodego Jonesa. Jednym z problemów stanowiła powszechna w dzisiejszych czasach dysleksja, która w ówczesnych latach była jeszcze niezdiagnozowana jako zaburzenie, a dzieci nią dotknięte najczęściej uznawano za opóźnione. Dokuczało mu poczucie bezradności i wstydu. Kolejnym powodem było otoczenie w którym dorastał Tom. Wielka Brytania na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych z niezagojonymi i wciąż leczącymi wojenne ranami z czasów II Wojny Światowej z doskwierającą biedą i chorobami jak gruźlica, która również go dotknęła. Chorowitość spowodowała, że musiał zrezygnować z nauki, spędzając czas w domu w izolacji. Jak widać okoliczności od początku nie sprzyjały jego karierze naukowej, dlatego czym prędzej obrał inną drogę życiową. Zupełnie dojrzałą jak na nastolatka.

https://www.youtube.com/watch?v=ah0M3EEtOcA

Mając kilkanaście lat, braki w wykształceniu ze znikomą szansą na ich nadrobienie, własną rodzinę na utrzymaniu oraz pracę na pełny etat w fabryce, ciężko patrzeć w przyszłość z optymizmem. Jednak on miał w zanadrzu coś, czego prawdopodobnie niewielu się spodziewało. Wielki talent, pasję i marzenia. Bo kto z pełnym przekonaniem mógłby stwierdzić, że choroba wyszła komuś na zdrowie? Tom będąc w domowej izolacji spędzał długie godziny przed telewizorem, bądź radiowym odbiorniku. Zafascynował się rock’n’rollem, który dodawał mu sił do próbowania swoich możliwości wokalnych. Początkowo nieco nieśmiało stawał przed publicznością podczas spontanicznych spotkań w pubach, następnie jego głos rozbrzmiewał na większych salach, aż w końcu w 1963 roku założył zespół Tony Scott and The Senators. Charakterystyczny image i głos wzbudzający zachwyt sprawiły, że grupa szybko zyskała renomę w rodzimej Walii. Widząc swoją przyszłość na scenie, Tom postawił na ryzyko i wyjechał w pierwszą trasę koncertową, która zaowocowała sukcesem i przeprowadzką zespołu do Londynu. W swojej autobiografii artysta wspomina długie miesiące rozłąki ze swoją żoną i małym dzieckiem, które były dla niego niezwykle ciężkie. Zmaganie się z tęsknotą przeplatało się z walką o swoje miejsce w świecie muzycznym, a dzięki wierze w siebie i uporowi wreszcie udało się mu wziąć los w swoje ręce, zdobywając utwór It’s Not Unusual wcześniej przeznaczony dla Sandie Shaw, którzy ostatecznie go odrzucili. Piosenka stała się przebojem i uczyniła z Toma Jonesa debiutującą gwiazdę w Stanach Zjednoczonych. W ciągu kilku lat osiągnął apogeum marzeń każdego artysty – sławę, pieniądze, hity. Dołączył do grona laureatów Grammy, a jego płyty w zdumiewającym tempie znikające ze sklepów mogły śmiało stać na jednej półce u boku Franka Sinatry, Paula Anki czy Beatlesów. Jego imię było niemal na ustach wszystkich kobiet, dlatego też przypisywano mu liczne romanse, pomimo jednej jedynej towarzyszki życia – żony Lindy. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Jones był na tyle popularny, że został zaproszony do roli gospodarza programu telewizyjnego firmowanego własnym nazwiskiem, w którym gościł gwiazdy muzyki, śpiewając z nimi w duetach. U jego boku pojawiały się takie osobistości będące na szczycie jak Janis Joplin, Aretha Franklin i Stevie Wonder. W autobiografii wokalista opowiada o więziach przyjaźni z Elvisem Presleyem i jego rozterkach. Dowiemy się z niej także o szczegółach wizyty króla popu Michaela Jacksona z siostrą LaToyą oraz czym zafascynował się wyjątkowy gość podczas pobytu w jego posiadłości.

Paradoksalnie autobiografia nie zawiera tradycyjnego wstępu o dzieciństwie i swych artystycznych początkach. Kiedy osiągnięto niemal wszystko, a młodzieńcze marzenia stały się rzeczywistością, ciężko zachować taki sam entuzjazm. Zapał mija, brakuje inspiracji. Właśnie od wypalenia Tom zaczyna swoją opowieść. Podupadającą karierę potęguje powielany scenariusz: koncert za koncertem, te same (choć liczne) przeboje, tradycyjny rytuał dnia jak prysznic, posiłek – wszystko to oraz brak urozmaiceń wprowadziło w jego życie monotonność.

„Mamy rok 1983, a ja nie nagrałem przeboju od 12 lat. Od 12 lat! W tym czasie pojawiły się i zniknęły nie tylko całe tabuny piosenkarzy, ale i całe ruchy muzyczne: rock progresywny, glam rock, disco, punk rock, post-punk, new romantic… Trendy w muzyce popularnej zmieniały się przez ten czas przynajmniej sześć razy, nie wpływając jednak na moją twórczość”.

Chwilę po słowach samokrytyki wspomina te czasy z pewnym sentymentem:

„Kto w 1983 roku jest w stanie sprzedać swoje płyty? Kim trzeba być? Lutherem Vandrossem? Lionelem Richie? Nie jestem żadnym z nich, jestem Tomem Jonesem. Publiczności we Framingham to nie przeszkadza. Kochają mnie tu. Wystarczy, że wyjdę na scenę i cała sala eksploduje. A potem zacznę śpiewać i będzie jeszcze lepiej. Bez wątpienia na scenie znajdą się też damskie majtki, bo to tradycja.”

Tom Jones również daje się poznać jako artysta, który z nieśmiałego chłopaka stał się pewnym siebie i swojej wartości mężczyzną. Poczucia humoru i dystansu również ma pod dostatkiem.

„Nie należę do Rock’n’Roll Hall of Fame. Nie przyjęto mnie w poczet Galerii Sław, mimo że jest we mnie więcej rock and rolla niż w 90 procentach patałachów, którzy do niej należą. Ale to może przez niektóre z moich płyt. Przyznaję, że ludzie mogli się przez nie do mnie zniechęcić.”

Wśród wielu ciekawych historii w życiu Jonesa przewijało się multum ludzi, gwiazd. Jednak od samego początku tej drogi u jego boku była obecna jego żona Linda. Jak sam wspomina, szansa na przetrwanie ich małżeństwa była jak jeden do miliarda – a jednak zdołali pokonać wszelkie przeciwności. Towarzyszka jego życia zmarła niedługo po wydaniu książki, dlatego też Tom nie zdążył opisać tego tragicznego okresu, jednak w wyjątkowy sposób podsumował opowieść, którą przekazał w nasze ręce.

„To jest definicja „wspólnej historii”. A ta nasza historia zaczęła się w Pontypridd. Zabawy na ulicach, sklep Marney’s, budka telefoniczna, sale taneczne, pola, osiem lat mieszkania przy Cliff Terrace, wychowanie naszego syna. Czasy przed nadejściem wielkiego sukcesu, który tak naprawdę był tylko wisienką na torcie. Ona dokładnie wie, jaki jestem naprawdę i gdy jesteśmy tylko we dwoje, mogę być sobą jak przy nikim innym.”

„Wiele lat temu Elvis Presley spytał mnie, co biorę, żeby nie zwariować. Dopiero teraz zrozumiałem, co powinienem był mu wtedy odpowiedzieć „To proste. Mam Lindę”.

W 2014 roku Tom Jones pięćdziesięciolecie swojej drogi artystycznej celebrował trasą koncertową obejmującą Polskę, która miała zaszczyt gościć legendę, a w 2015 roku umocnił swoją barwną dyskografię o kolejną płytę Long Lost Suitcase. Obecnie otrzymaliśmy interesującą i elegancko wydaną autobiografię Na szczyt i z powrotem, opowiadającą zarówno o jasnych stronach sławy, jak i niekiedy jej ciemniejszej odsłonie. Nie brakuje w niej dotąd trzymanych w tajemnicy faktów oraz ciekawostek z codziennego życia, będącego odskocznią od muzycznej kariery. Polskie wydanie ukazało się na rynku dość szybko, dlatego też wielbiciele talentu artysty mogą na bieżąco poznać wydarzenia z jego życia. Sama treść została okraszona archiwalnymi zdjęciami.

Na szczyt i z powrotem to spojrzenie na świat muzyki popularnej z nieco innej perspektywy w odróżnieniu od wielu innych rockowych biografii. Lekkie pióro autora, do bólu obecna samoironia oraz historia przepełniona osobistymi odczuciami i przeżyciami sprawia wrażenie opowieści niezwykle szczerej i inspirującej dla osoby walczącej o swoje marzenia.

Exit mobile version