Pierwszego grudnia odbył się warszawski koncert Julii Wieniawy. Show w Palladium otworzyło jesienną, czy też właściwie zimową trasę koncertową artystki. Zresztą, nieważne jesienną czy zimową, po prostu pierwszą klubową trasę Julii z jej debiutanckim albumem. Od momentu ukazania się płyty Omamy i pierwszych letnich koncertów Julki, wiedziałam, że muszę, a właściwie chcę przekonać się na własne uszy, jak Julia wypada śpiewając na żywo. I nadeszła ku temu wspaniała okazja!
Po pierwszych koncertach Julii Wieniawy, między innymi po Orange Warsaw Festiwal, spotkać można było się z wieloma opiniami na temat tego, jak Julka śpiewa na żywo. Część opinii była bardzo pozytywna, część negatywna. Ale czy osoby piszące w Internecie, że Julia nie potrafi śpiewać były fizycznie na jej koncercie? Wydaje mi się, że nie. Cieszę się, że miałam okazję osobiście się o tym przekonać. I to nie tylko dlatego, że byłam po prostu ciekawa, ale album Omamy naprawdę przypadł mi do gustu, więc chciałam posłuchać tych piosenek na żywo.
Sam album Omamy uważam za jak najbardziej ciekawą tegoroczną popową propozycję. Ale, przy płycie z Julią współpracowało wiele osób, zarówno tych odpowiedzialnych za teksty, muzykę, jak i produkcję. Natomiast koncerty, mimo, że oczywiście występuje na scenie wraz z zespołem, chórkami i tancerkami, są już czymś bardziej „jej”.
Śmiało mogę powiedzieć, że występ w Palladium nie był zwykłym koncertem, a właściwie show. Artystce na scenie towarzyszyły tancerki i jest to widok – jak na polską scenę muzyczną – rzadko spotykany. Naprawdę byłam już na wielu koncertach popularnych polskich artystów i o ile nie jeden artysta ma chórki, różnorodne instrumenty, dodatkowych gości, tak tancerzy/tancerki ma mało kto (tak, można przytoczyć tutaj przykład Ralpha Kaminskiego). Można by oczywiście powiedzieć, że to właśnie śpiew i muzyka, a nie cała otoczka są najważniejsze. Być może i tak. Ale jeżeli można uświetnić dodatkowo występ, to czemu by tego nie zrobić? I nie, w przypadku Julii Wieniawy wcale nie jest tak, że te dodatkowe „atrakcje” miałyby w jakikolwiek sposób przysłonić jej umiejętności wokalne, bo naprawdę Julka daje radę!
Koncert rozpoczął się z około 20 minutowym opóźnieniem, ale to, co mogłam później usłyszeć i zobaczyć z pewnością wynagrodziło mi to chwilowe oczekiwanie na rozpoczęcie! Na samym początku wybrzmiało Intro, które wprowadziło wszystkich obecnych w koncertowy wieczór. Kolejno nadeszła seria piosenek z albumu Omamy. Pierwszym pełnym utworem było Mi nie żal, a zaraz po nim wybrzmiały: Nie mów, Wenus, Milczysz oraz Rozkosz. I te kawałki stanowiły pierwszą część koncertu. Po nich Julia na chwilkę zniknęła ze sceny, po to, żeby między innymi przebrać się. Ale spokojnie, w międzyczasie publiczność nie miała ani chwili czasu na nudę, ponieważ na scenie został zespół, a także tancerka, która swoim tańcem umilała wszystkim tę krótką przerwę.
Drugą część koncertu rozpoczęła pewna niespodzianka, których tego wieczoru nie brakowało! Ta część była nieco bardziej balladowa, romantyczna, elegancka. Julia założyła długą, świecącą suknię, a tuż po pojawieniu się na scenie zaprosiła na nią gościa, Maćka Musiałowskiego, z którym wykonała wspólnie utwór Zabierz tę miłość. Przyznam szczerze, że trochę liczyłam na to, że Maciej pojawi się na tym koncercie i bardzo się z tego cieszę, gdyż ten duet już w wersji studyjnej bardzo mnie hipnotyzował, dlatego z wielką chęcią posłuchałam go na żywo. Wyszło naprawdę pięknie! Przez myśl przeszło mi również to, że jako goście mogą pojawić się bracia Kacperczyk, gdyż Julia ma z nimi wspólny utwór, ale to jednak nie nastąpiło tego wieczoru. Jednak nie wywołało to u mnie jakiegoś wielkiego zawodu.
Kolejno przyszedł czas na cover, ale taki, który jest już dobrze znany fanom Julki. Wybrzmiał utwór Nie mam dla Ciebie miłości, w oryginale wykonywany przez Skubasa. Piosenka została stworzona z okazji świętowania XX-lecia wytwórni Kayax i znajdzie się na grudniowej składance, ale utwór został umieszczony również na debiutanckiej płycie Julii Wieniawy. W drugiej części koncertu mogliśmy usłyszeć również Mnożą się sny oraz Oddycham – jeden z pierwszych utworów Julki, który ukazał się w 2017 roku. Piosenka miała zapowiadać debiutancką płytę artystki, która pierwotnie miała ukazać się dużo wcześniej niż w 2022 roku.
I przyszła kolej na trzeci „etap”, na trzeci strój Julii. Ostatnią część koncertu rozpoczęły tytułowe Omamy. Czekałam na ten utwór i byłam ciekawa, w którym momencie wybrzmi, myślałam, że rozpocznie koncert lub go zakończy, a okazało się że znalazł się w sumie gdzieś pośrodku (mimo, że już w trzeciej części, to wciąż nie była to jeszcze końcówka koncertu). Po Omamach przyszedł czas na kolejną niespodziankę! Tym razem wybrzmiał… całkiem nowy utwór o roboczym tytule Powrót z Openera. Jak mówiła Julia, numer ten stworzyła w wakacje, nie wiadomo jednak, kiedy nastąpi jego premiera oraz jaki tytuł ostatecznie przyjmie. W każdym razie ja już na niego czekam!
Gdyby niespodzianek było jeszcze za mało, to na obecnych czekała jeszcze jedna, drugi gość, a właściwie gościni. Na scenę została zaproszona Ofelia, czyli Iga Krefft. Panie wykonały wspólnie utwór Ona tańczy sama, pochodzący z ostatniej płyty Ofelii. Ja już miałam okazję słyszeć ten numer w tym duecie, podczas koncertu Ofelii, w grudniu 2021 roku. Wtedy to Julka była gościnią Ofelii. Wtedy utwór ten został zaprezentowany dużo przed jego premierą. Fajnie było usłyszeć go ponownie w Palladium. Z pewnością takich okazji, aby posłuchać tej piosenki w wykonaniu Julki i Ofelii wielu nie będzie, więc doceniam gościnny udział Igi w tym koncercie!
Koncert powoli zbliżał się do końca, wybrzmiały jeszcze dwa utwory, Bądź obok oraz Na zawsze. I nastał koniec, ale czy ostateczny? Oczywiście, że nie, ponieważ zespół i Julia po chwili wrócili na scenę na BIS. Podczas niego wybrzmiały dwa numery, SMRC oraz… Nie muszę, na który chyba wszyscy czekali! Przyznam szczerze, że ten utwór był idealny na pożegnanie się artystki z publicznością. A pod jego koniec wystrzeliło konfetti, które wypełniło cały klub!
Koncert był przede wszystkim okazją na usłyszenie piosenek z debiutanckiego albumu Julii Wieniawy. Nie zabrakło jednak utworów, takich jak Nie muszę czy Na zawsze, które ukazały się dużo wcześniej niż nastąpiła premiera płyty. Warszawskie wydarzenie było również okazją, aby na żywo usłyszeć numer Zabierz tę miłość oraz cover Skubasa, czyli Nie mam dla Ciebie miłości. Tak naprawdę nie był to koncert, a show, widowisko, podczas którego nacieszyć się mogły nie tylko uszy, ale również oczy i inne zmysły! To, że artystce towarzyszyły wspomniane już wcześniej tancerki, to jedno, ale koncert idealnie przygotowany był również wizualnie. Gra świateł, podświetlenia elementów sceny, zmiany strojów Julii, taneczne przerywniki. Było wszystko! Czy ten koncert miał jakieś słabe punkty? Dla mnie nie! Nie mogę narzekać również na czas trwania koncertu, bo wypełnił prawie 1,5 h. Nie zabrakło chwil wzruszenia, podziękowań za wspólne śpiewanie i samą obecność na koncercie. Widać było, że występowanie na scenie sprawia Julii naprawdę dużą przyjemność.
Julce na scenie towarzyszył 3-osobowy zespół w składzie: Pola Atmańska, Justyna Mikrut oraz Hubert Woźniakowski. Do tego 2-osobowy chórek: Justyna Jarzębińska oraz Aleksandra Węglewicz oraz 4 tancerki (Michalina Lamprecht, Agata Nowakowska, Ola Fry oraz Suzie Pacałowska), które również wiele dodały występom podczas tego wieczoru!
Relacjonując koncert nie mogłabym nie wspomnieć o publiczności, która była naprawdę świetna! Szczerze, to zazdroszczę Julii takiej publiki. Wspólne śpiewanie praktycznie każdej piosenki, liczne okrzyki, brawa, a nawet piski. Naprawdę miło było popatrzeć na wszystkie osoby obecne tego wieczoru w Palladium! Trzymam kciuki za Julkę, życzę jej rozwoju na drodze muzycznej, a wszystkim osobom czytającym tę recenzję polecam z całego serca wybranie się na koncert Julki! Ja z chęcią pójdę ponownie, czekam na kolejne ogłoszenia koncertów no i oczywiście na premierę nowego utworu, a może nawet utworów!

