Site icon All About Music

To nawet nie są one, czyli rzecz o coverach. Felieton

Kto jest właścicielem wykonania piosenki? Nie tym prawnym, tym wyobrażonym. W jaki sposób w wyobrażeniu społecznym decyduje się do kogo dany utwór należy? W jak wielu głowach I will always love you na zawsze pozostanie piosenką Whitney Huston, mimo że napisała ją Dolly Parton i zaśpiewała ją w doskonale chropowaty, moim zdaniem dużo bardziej tragiczny sposób.

Z jednej strony to tragiczne z jaką łatwością piosenkarze zabierają utwory ich pisarzom, czy pierwotnym wykonawcom. Z drugiej strony przecież to właśnie zapewniać może im długowieczność.

Czym jest więc instytucja coveru? Cover to wykonanie powtórne, nowe, nieoryginalne. Ale ponownie, jak rozpoznać ten oryginał? Czy Billie Holliday coveruje w Blue Moon Elvisa Priestleya? Nawet ironiczne zapisanie przeze mnie tej opinii przyprawia mnie o rozdrażnienie. Czyje są „oryginalne” wykonania piosenek Agnieszki Osieckiej?

A jeśli już taki właściciel wykonania jest twardo, kulturowo zdefiniowany i określony, to czym jest dobry cover? Odtworzeniem dawnego wykonania w sposób obrócony 180, czy może 360 stopni, a więc w sposób praktycznie powracajacy wiernie do niedoścignionego oryginału? My toxic treat, moja mała mania, to nie do końca konsensualne pokazywanie moim ulubionym ludziom piosenek Taylor Swift. W ten sposób puściłam kiedyś mamie wykonaną przez nią piosenkę September zespołu Earth, Wind & Fire. Najpierw włączyłam oryginał, potem rzeczony cover monologując przy tym o jej darze zamieniania piosenek w opowieści. Mama na to, słuchając mnie, trzeba przyznać, nieuważnie, odpowiedziała; no ale o czym ty mówisz, przecież ona tu śpiewa swoją piosenkę, no to nic dziwnego – ostatecznie potwierdzając tym moją opinię o Taylor zamieniającą wszystko w – no właśnie – swoją piosenkę. Tylko czy to dobrze, czy niedobrze? Jaki powinien być cover? Spróbowałam odpowiedzieć sobie na to pytanie przyglądając się kilku piosenkom – oryginałom i ich powtórnym wykonaniom, które uważam, za szczególnie w tym kontekście ciekawe.

Wonderwall

Na początek wielka oczywista. Przebój lat dziewięćdziesiątych, piosenka mam najbliższa wieczności, śpiewana i zagrana tak, jakby opowiadała o czymś dużo ważniejszym niż o końcu i potencjalnym początku miłości – może raczej o końcu i – potencjalnym – początku tysiąclecia. Pamiętam jak wielkim odkryciem była dla mnie ta piosenka w wieku lat może dziesięciu, i jak równie istotny był ten cover, około pięć lat później. Teraz wcale nie wydaje się odkrywczy, tym bardziej odkąd cała muzyka Ryana Adamsa pokryta została w moich oczach niesmakiem po dotyczących go oskarżeniach o molestowanie seksualne. Ale w swoim czasie niewątpliwie była jakimś punktem odniesienia – jak zachować kanon piosenki, jednocześnie całkowicie przenosząc ją w przestrzeń własnej wrażliwości i estetyki muzycznej. Co ciekawe na youtubie znaleźć można cover tej piosenki w wykonaniu Eda Sheerana, podpisany „Ryan Adams version”. Jakby Ryan co prawda nie przywłaszczył sobie całej piosenki Oasis, ale ten jeden, delikatny, pomysł na nią.

Will you still love me tommorow

W 2021 roku Carole King włączona została do Rock and Roll Hall of Fame, a na ceremonii z tej okazji jej piosenkę zaśpiewała Taylor Swift. Jakby ku podkreśleniu, że Carole jest jedną z tych pierwszych, kluczowych i najważniejszych opowiadaczek kobiecych historii w muzyce, tak ważnych dla jej następczyń. Ze swoim mężem pisała piosenki między innymi dla Arethy Franklin i The Beatles. W 1971 roku wydała album Tapestry, na którym śpiewa swoje własne piosenki. Album, który na stałe wpisał się w kanon muzyki amerykańskiej. Pionierki album dziewczyńskości. Śpiewa na nim teksty, które wcześniej dała innym kobietom, i które robiły z nich ogromne, ponadczasowe, powalajace na kolana hity – pieśni. Carole śpiewa swoje piosenki w inny sposób. Śpiewa je w taki sposób, że nie znając tej historii i nie wiedząc kto jest autorką tekstów, pomyśleć można by, że to ona śpiewa tutaj covery. Może zresztą tak jest – kto w końcu jest właścicielką wykonania piosenki You make me feel like a natural woman – Carole King, czy Aretha Franklin? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ale wiem, że Carole śpiewa swoje teksty jak opowieści snute przy kawie w zamglonej kuchni. Zaczyna „looking out for the morning rain” jakby tak jak Carrie Bradshaw chciała powiedzieć, że she can’t handle hard news before noon. W tym samym czasie w Polsce wszyscy słuchali piosenek Osieckiej – ale ona kategorycznie nie śpiewała. Nie próbowała podebrać Maryli Małgośki i ubrać jej w bardziej melancholijną i saskokępską otoczkę. A szkoda.

Carole King próbowała i zrobiła to w ujmujący masę Amerykanek, ważny, prosty sposób, właściwy opowiadaczom i opowiadaczkom historii. Chociaż może większość państwa piosenkę Will you still love me tomorrow zna z przepięknego wykonania zepsołu Shireless, nie z kompletnie odwrotnego, autorskiego, wykonu Carole. Załączam więc wersję twórczyni.

Na zakręcie

Wracając do Osieckiej. Ta fraza powtarzana jest cyklicznie w polskich firmach fonograficznych w skutek czego co kilka lat spodziewać się należy nowej płyty zawierającej trochę nowe i trochę stare interpretacje jej wiecznych piosenek. Tak też wydarzyło się w przypadku pomysłu na nagranie nowOsieckiej. Do projektu zaproszono rozpoznawalnych polskich artystów i poproszono ich o zinterpretowanie w swój własny sposób wybranej piosenki Mistrzyni. Z piosenkami Osieckiej w ogóle rzecz jest zabawna, bo w większości przypadków napisane piosenki są trochę bezdomne – jakie wykonanie ich jest oryginalne? To pierwsze? To z Opola? To najsłynniejsze? Sprawa w jakimś stopniu rozwiązuje się, jeżeli konkretna piosenka napisana została dla konkretnej osoby. Wyjaśnia się też w pełni jeśli mamy do czynienia z wykonaniem tak bezkonkurencyjnym jak Maryla Rodowicz śpiewająca Wielką Wodę, czy no właśnie – Krystyna Janda śpiewająca Na zakręcie. Kto po niej śmiałby zaśpiewać tę piosenkę i nie czuć że to kompletnie nie działa.

Chyba tylko najważniejsi szczecińscy raperzy. Łona i Webber bowiem wzięli tę pieśń na cześć beznadziejnej miłości i potraktowali pomysł reinterpretacji w sposób totalny, pozostawiając mnie marzącą o ich reinterpretacji Młynarskiego – chociaż może cała ich twórczość tym właśnie jest. Webber zrobił więc beat, a Łona napisał swój rap o tej, jednej z moich ulubionych, historii, jedną pointą podsumowując 80% piosenek Osieckiej.

Oto są: 3 covery i 3 osobne pomysły czym jest piosenka, czym jest oryginał i czym może być cover. Do żadnego wniosku nie doprowadziły mnie te rozważania, ale jak zwykle dały wymówkę do rozmowy o dobrej muzyce.

Exit mobile version