Nie ma co się oszukiwać, Instagram stał się trampoliną dla setek ludzi, którzy chcieli zyskać choćby odrobinę ciepła bijącego od fotoreporterskich fleszy. Najwidoczniej Tierra Whack również chciała poczuć na swojej skórze trochę tegoż blasku, wydając dość nietypowy debiutancki album pod tytułem Whack World. Co jest w nim takiego unikatowego? Otóż, każdy z utworów trwa dokładnie minutę, czyli maksymalnie tyle, ile jeden filmik na Instagramie.
Pomysł na to, by Whack World przyjął formę piętnastominutowego mini albumu koncepcyjnego wydaje się być zarówno genialnym, jak i bardzo ryzykownym w przypadku debiutantki jaką jest Tierra Whack. Ryzykowny głównie z tego powodu, że kto zainteresowałby się tak nietypowym dziełem, tym bardziej w przypadku kogoś, o kim jeszcze nikt w istocie nie słyszał. Jak się jednak okazało, fani tej muzycznej twórczości rodem z social mediów się znaleźli i nie ma czemu się dziwić, bo Whack World to coś niezwykle fajnego i bardzo intrygującego.
Z racji, że każdy z piętnastu utworów trwa tylko minutę, trudno jest mi oceniać je jako pojedyncze kompozycje. Nie oznacza to oczywiście, że osobno nie są na tyle ciekawe, by nie wspomnieć o tych najbardziej interesujących parę słów. Bez większego problemu jako te najlepsze mogę wymienić Hungry Hippo, główne za frazę „…I said, thank you I designed it”, Hookers, za inspirację latami osiemdziesiątymi, czy Fruit Salad, które jest najzwyczajniej w świecie bardzo zabawne. Zresztą wszystkie tekst napisane przez Tierrę Whack są naprawdę świetne i nierzadko prześmieszne. Kto z was wpadłby na to, by rozszyfrować skrót MTV jako „men touch vaginas”, który pojawia się w piosence Cable Guy? No ja z pewnością nie, co tym bardziej świadczy o oryginalności autorki.
Zresztą całe Whack World, jak sama nazwa na to wskazuje, jest trochę stuknięte i dziwaczne. Tierra Whack nieustannie moduluje swoim głosem na potrzeby konkretnych kompozycji. Na przykład w Hookers jest on zdecydowanie niższy, niż następującym po nim Hungry Hippo, gdzie w refrenie głos Tierry jest wyższy, a w Fuck Off już kompletnie bawi się tym, czym dysponuje jej aparat mowy. Taki zabieg nie tylko pokazuje umiejętności samej wokalistki, ale też podkreśla lekko absurdalny charakter Whack World.
No i jeszcze do tego ten przepiękny teledysk, który jest doprawdy najprzyjemniejszymi piętnastoma minutami kolorowego, urokliwego i stosunkowo minimalistycznego filmu jaki widziałem w tym roku, no może poza Dirty Computer autorstwa Janelle Monáe.
Debiutancki krążek Tierry Whack to dzieło niezwykle ryzykowne, choć w ostateczności okazało się to być bardzo opłacalne. Whack World raczej nie stanie się hitem list przebojów tego roku, ale z pewnością zwiastuje narodziny naprawdę ciekawej muzycznej osobowości jaką już jest Tierra Whack.

