Site icon All About Music

Throwback Review: The xx – xx (2009), recenzja Patrycji Szydlak

Na twórczość czwórki z Londynu trafiłam kiedyś zupełnie przypadkiem, i jedyne co pamiętam to, że było to za sprawą Intro, kawałka otwierającego debiutancki krążek zespołu. Tak wpadłam po uszy, zapetlając najpierw jeden utwór, później cały album. Zapraszam Was więc w podróż do 2009, kiedy ich talent zyskał namacalną formę.

Na początek trochę historii. Tak naprawdę wszystko zaczęło się dużo wcześniej niż w 2009, bo Olivier i Romy znają się już od podstawówki, ale wtedy pewnie nawet nie marzyli o zdobywaniu list przebojów. W 2005 Croft i Sim wraz z Jamiem Smithem i Barią Qureshi tworzą zespół pod tajemniczą nazwą The xx. Dwójka wokalistów, z pozoru tak bardzo nieśmiałych, że wydaje się, że to nie ma prawa się udać, do tego Jamie, czyli zakręcony koleś od elektroniki i Baria jako klawiszowiec, czasami też dodatkowa gitarzystka. Młodzi zajęci codziennościami dorosłego życia właściwie czas na muzykę mają wyłącznie nocami – tak też powstają pierwsze demówki i covery. Udostępnione później w popularnym w tamtym czasie serwisie MySpace zwracają uwagę ludzi z wytwórni Young Turks, podmiotu należącego do ogromnej XL Records. Dostają dwa lata na stworzenie albumu, wsparcie wytwórni i możliwość współpracy z takimi ludźmi jak Diplo czy Kwes. Z tej ostatniej okazji jednak nie korzystają, decydując, że debiut wyprodukują sami. Odrobinę ryzykowne, aczkolwiek, jak się później okaże, słuszne.

14 sierpnia premierę ma album xx. Zasada jest prosta – cały krążek to właściwie dialog tej dwójki, stworzony w oparciu o krótkie wiadomości, które sobie wysyłali, czy nocne rozmowy podczas prób nagrywania i przy okazji nie zbudzenia pozostałych domowników. Już wiem dlaczego album sprawia wrażenie jakby był romansem między szeptem a ciszą.

Wydawnictwo otwiera, jak sama nazwa wskazuje, Intro – cudownie wprowadzające w estetykę całego krążka, tak płynne w odbiorze, że gdzieś zatracają się jego granice podczas słuchania wydłużonej wersji dostępnej na YouTube czy po prostu zapętlania studyjnej opcji. Pomyśleć, że ten dwuminutowy instrumental może się okazać jednym z najpopularniejszych w karierze zespołu.

Pierwszym singlem zwiastującym wydawnictwo był utwór Crystalised, który jest w jakiś sposób niepokojąco piękny. Klimatem odrobinę groźny, magiczny pogłos przestrzeni w połączeniu z miękką intymnością wokali Romy i Olivera. Czasami mam wrażenie, że jest odrobinę przytłaczający, ale tylko czasami.

Drugi na płycie, kawałek VCR, będący jednocześnie ostatnim singlem to prosta,świetnie pasująca linia basu w połączeniu z trochę słodką melodią klawiszy może nie wszystkim przypaść do gustu, więc nie jestem pewna czy był to dobry wybór na drugie miejsce, szczególnie po lekko usypiającym na dłuższą metę Intro.

Jednym z moich ulubionych, zarazem trzeci singiel to Islands, w którym w końcu odkrywam pazur Romy, chociaż te zaledwie 2:41 pozostawiają niedosyt. Słodko-gorzki tekst wprawia w nastrój, który od razu przywołuje w pamięci smutne spacery w deszczu, jednak za sprawą wokalu panny Croft całość utrzymuje tajemniczość spójną na poziomie całego krążka.

Nie będę omawiać każdego kawałka po kolei, bo i nie o to chodzi w recenzjach. Chciałam Wam tylko na koniec pokazać mój absolutny ulubiony, Shelter, który w całej swej prostocie jest dla mnie pewnego rodzaju opowieścią. Całkowicie obnażona melodia, którą delikatnie prowadzi Croft, równoległa narracja gitary, a w tle bas i nic poza tym.

W czasie zaledwie 38 minut, The xx udało się nam zaoferować niezapomniany debiut i album, który zasłużył na uznanie szerszego grona odbiorców. Stąd też, w 2010 roku zespół otrzymał za ten krążek Mercury Prize. Ich liryka, styl zakorzeniony w muzyce i tekstach, prosta, acz hipnotyzująca narracja świetnie współgra z okładką płyty – pozostawiając wolność interpretacji.

Dla mnie to jeden z tych krążków, które wiążą się z konkretnym okresem w życiu, z konkretnymi wspomnieniami. I chociaż od premiery minęła już dekada – uważam, że to jedno z tych wydawnictw, które może okazać się ponadczasowe.

Exit mobile version