Site icon All About Music

Throwback Review: Myslovitz – Miłość w czasach popkultury (1999), recenzja Karoliny Młynarskiej

Mija dwadzieścia lat od premiery jednej z ważniejszych i popularniejszych polskich płyt. Miłość w czasach popkultury grupy Myslovitz została nagrodzona pięcioma Fryderykami i sprzedała się w nakładzie około stu pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy. W sieci można znaleźć masę pozytywnych, często wzruszających komentarzy dotyczących tego albumu. Wiążą się z nią wspomnienia, emocje, niepowtarzalne przeżycia. I nawet gdyby odciąć się od tego sentymentalnego podejścia, należy przyznać, że ten krążek jest naprawdę pierwszorzędny pod każdym względem.

Mówi się, że lata 90. to ostatnie podrygi klasycznego rocka i Miłość w czasach popkultury zdaje się tego przykładem. Ta niemal godzinna płyta stanowi kwintesencję gatunku – nie bezmyślną, ale sensowną, z udanymi liniami melodycznymi i mądrymi tekstami. Generalnie teksty są tutaj niezwykle istotne. Niby są proste i nieskomplikowane, ale dotykają najczulszych strun i po prostu trafiają do człowieka. Wierzy się w te słowa, są autentyczne.

Weźmy taką Długość dźwięku samotności czy takich Chłopców. Prawdopodobnie większość z nas jest w stanie utożsamić się z wersami typu lubię się schować na jakiś czas (…) trochę przesadnie pobyć sam lub wieczorami chłopcy wychodzą na ulice / szukają czegoś, co wypełni im czas. Podobnie rewelacyjnych fraz można na Miłości znaleźć prawdziwy ogrom – co najlepsze, wszystkie z nich są zespolone z świetnymi, energicznymi melodiami. I choć w pewnym momencie można czuć się przytłoczonym tym głośnym graniem, to wciąż chce się włączać tę płytę od nowa.

Niektórych ta intensywna spójność może odrzucać i może zlewać się im w jedno, jednak piosenki same w sobie są piekielnie dobre, choć brzmią dość surowo. Na przykład w Peggy Sue nie wyszła za mąż – utwór opiera się przede wszystkim na gitarowych riffach i mocnej perkusji. Brakuje jakichś większych urozmaiceń, ale w tym przypadku nie jest to ujma. To chyba po prostu cały urok Myslovitz, że przepiękne warstwy liryczne łączą z charakterystycznymi rockowymi akompaniamentami i wychodzi im to bezbłędnie.

Bardzo ważną właściwością Miłości w czasach popkultury są emocje. Różnorodne, szczere emocje poukrywane w poszczególnych kompozycjach. Od Gdzieś, pomimo dynamiki, biją jakiś smutek i nostalgia. Dla Ciebie kojarzy się z całkowitym oddaniem i bezbrzeżną miłością, a także chwilami nawet desperacją. Wspomniana już Długość dźwięku samotności to cudowny utwór o samoakceptacji i miłości do samego siebie; w Chłopcach czai się pewna beztroska, choć dwa ostatnie wersy zdają się temu przeczyć; My jest zobojętniałe i zrezygnowane, natomiast Noc, odznaczająca się oszczędnością, jest niezwykle urokliwa i spokojna. W Zamianie chowa się pesymizm, podkreślony instrumentalną, pełną napięcia końcówką. Każda z tych emocji – i pozostałe, których nie wymieniłam – czynią ten album wiarygodnym i niewymuszonym. A chyba takie płyty są najlepsze.

Myślę, że każdy powinien poznać Miłość w czasach popkultury. Poruszane tematy są na tyle wieloaspektowe, że, tak jak już wspominałam, niemal każdy będzie w stanie się z tymi utworami identyfikować. Przy okazji zwolennicy gitarowych brzmień będą zachwyceni energią płynącą z tego albumu, a tych o odmiennym guście może uda się przekonać do cięższych brzmień. Niezależnie, czy kwalifikujecie się do pierwszej grupy czy do drugiej, tę płytę Myslovitz warto przyswoić.

Exit mobile version