
Pierwszy raz The Fame przesłuchałam tuż po premierze, mając w głowie hity takie jak Just Dance, Poker Face czy Paparazzi. Szybko jednak zrozumiałam, że nie tymi utworami The Fame stoi. I swoje zdanie podtrzymuję do dziś, po kolejnym całościowym odsłuchu krążka. Dlaczego? Bo album prezentuje niezwykle wysoki poziom (jak na debiut) i nawet po którymś już przesłuchaniu zaskakuje, a najważniejsze (!) – nie nudzi.
Już w pierwszej połowie albumu zostajemy zarzuceni wszystkimi największymi hitami – krążkowymi singlami. Ryzykowny zabieg, ale bardzo trafiony. Dzięki temu możemy bardziej skupić się na innych utworach, które są często o wiele lepsze. Moim wielkim odkryciem, podczas ostatniego słuchania, jest Beautiful, Dirty, Rich – kawałek, którego dotychczas nie zauważałam. Mimo, że idealnie wpasowuje się w mój styl. Dynamiczna melodia, konkretny bit i świetny głos Gagi tworzą niezwykle elektryzującą mieszankę. Kolejną niespodzianką okazał się tez być Money, Honey – utwór, który również umknął mi wcześniej. A wielka szkoda. Mocny wokal, nieprzesadzona elektroniczna linia melodyczna – piosenka ‘wymierzona’ idealnie.
Nie będę się rozpisywać na znanymi dobrze – Poker Face, Paparazzi czy Just Dance, bo są to kawałki, których mało kto nie zna, a przede wszystkim są świetnymi kompozycjami, które urosły do rangi znaku rozpoznawczego wokalistki. Gdy myślimy Lady Gaga, myślimy Poker Face.
Przejdę natomiast do utworów, które dalej robią na mnie takie wrażenie jakie robiły na mnie dziesięć lat temu, a mowa tu o Brown Eyes i I Like It Rough. Pierwsza – zdecydowanie najwolniejsza, quasi ballada z pięknym tekstem. Druga, z kolei, to świetna taneczno – elektroniczna piosenka. Jak i niezwykle elektryzująca. Cały album też taki jest. Nie sposób przy niektórych kawałkach ustać w miejscu, podświadomie czujemy, że chcemy tańczyć. A ponadto, krążek jest tez piękną (miejscami) opowieścią o miłości, długiej i namiętnej.
Po ponownym przesłuchaniu The Fame, mogę szczerze powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych albumów XXI wieku. I choć nie jest idealny, bo ma słabsze momenty i wiele można mu zarzucić, to z pewnością zmienia spojrzenie na muzykę (przede wszystkim elektroniczną) oraz przedstawia całkowicie nowe rozwiązania. Lady Gaga od początku nie bała się ryzykować. I opłaciło jej się to. Album spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem przez krytyków podkreślających wysoki poziom debiutu. Świadczą o tym też liczne nominacje do GRAMMY. The Fame to z pewnością przełomowy album, zarówno w karierze Gagi, jak i w historii muzyki POP.

