
Kiedy pierwszy raz usłyszałam Wondeful Life, nie byłam zachwycona tą piosenką. Kilkakrotnie próbowałam się do niej przekonać, ale moje próby kończyły się fiaskiem. Do czasu. Gdy wreszcie doceniłam tę kompozycję, od razu zabrałam się za cały krążek. I przepadłam. Zakochałam się w tych chłodnych, brytyjskich dźwiękach synth popu połączonego z elektroniką i new wave, którym towarzyszyły inspiracje z muzyki lat 80. Nietypowe, pochmurne oblicze Happiness stało się zaletą oraz wyróżnikiem brzmienia Hurts. To moje zauroczenie ichnią muzyką trwa nadal, a kiedy Theo i Adam kontynuują eksperymenty z muzyką popową i dance, ja szybko wracam do debiutu i oddycham z ulgą, pozwalając, by nostalgiczne utwory zachwyciły mnie kolejny raz.
Na początku przygody z Happiness dostajemy niepokojące, mocne Silver Lining, z którego najbardziej wybijają się nieco groźne dźwięki pianina. Końcówka, gdzie pojawia się chór powtarzający słowo silver jest genialnym elementem piosenki. Jest to dobre otwarcie, zwiastujące solidny poziom krążka. Kolejne na liście jest wspomniane już kilkakrotnie Wonderful Life – doskonale znane i lubiane. Smutne, ale porywające; nieprzeciętne, świetnie skonstruowane. Piosenka opowiada o dwóch rzeczach: śmierci i miłości, robi to w dość prosty sposób, ale jednocześnie urzekający.
Na szczególną uwagę zasługują Evelyn, Stay, Devotion oraz Unspoken. Pierwsza z wymienionych jest kompozycją genialne zbudowaną oraz przemyślaną. Od pierwszych dźwięków Evelyn rośnie, buduje napięcie, wznieca emocje i szykuje się do wspaniałego, wyraźnego grande finale, po którym następuje kolejne delikatne zwolnienie tempa. Chapeau bas! Stay to przepiękna ballada, choć nie jest – jak większość z nich – oparta na ograniczonej liczbie brzmień. Otrzymujemy konkretny, bogaty przekrój dźwięków, gdzie instrumenty żywe bezbłędnie łączą się z syntezatorami. Uczuciowa, romantyczna, mówiąca o złamanym sercu. Znów pojawia się chór, wspomagający Theo w refrenie. Devotion jest jedynym duetem znajdującym się na albumie Happiness – co ciekawe, jest także jedynym duetem w całej autorskiej dyskografii Hurts. Wspiera ich Kylie Minogue i robi to olśniewająco. Damski wokal stanowi cudowne przełamanie oraz pewną odmianę na Happiness. Samo brzmienie utworu wciąż jest posępne, alarmujące i mroczne. Z kolei Unspoken jest takim światełkiem w tunelu. Nadal utrzymane jest w typowym dla duecie smutnym charakterze, ale wyraźne dźwięki skrzypiec oraz pianina nadają tej piosence pewnej lekkości i uśmiechu. Muzycy zastosowali tu podobną metodę co przy Evelyn – rozbudowana warstwa muzyczna ciągle się rozwija i rośnie wraz z każdym kolejnym dźwiękiem. Mglisty refren fajnie urozmaica już i tak obfity w brzmienia utwór.
Pomimo ogólnej melancholii panoszącej się na Happiness, znajdą się piosenki, które mogą wywołać dobry humor oraz chęć do dobrej zabawy. Obok świetlistego Unspoken są to Sunday oraz Better Than Love. Sunday wybija się skocznym i energetycznym – wręcz słonecznym – podkładem muzycznym, ale jest to zdradliwe, ponieważ warstwa liryczna utworu wciąż opowiada o przykrych doświadczeniach i uczuciach (But until you come back where you belong / It’s just another lonely Sunday). Better Than Love było pierwszym singlem promującym Happiness i pomimo swojej energii oraz taneczności nie zdobył takiej popularności jak jego następca. Niemniej tańczy się i bawi przy tym utworze wspaniale.
Happiness to zbiór różnorodnych, ale pozostających ze sobą w zgodzie kompozycji, które siedem lat temu stanowiły pewien powiew świeżości na brytyjskiej scenie alternatywnej. Niebanalne połączenia elektroniki, synth popu i nowej fali sprawdziły się doskonale i migiem podbiły serca wielu słuchaczy. Co prawda pojawiły się głosy zarzucające Hurts brak innowacji oraz silenie się na przebojowość, ale nie przeszkodziło to Theo i Adamowi w zdobyciu dużej popularności. Happiness może i nie jest albumem doskonałym, można znaleźć elementy wymagające poprawy, ale po co to robić? Lepiej delektować się niebywale piękną oraz profesjonalną płytą. Hurts po prostu wiedzieli, jaką muzykę chcą stworzyć. Zdecydowanie i konsekwentność całkowicie się opłaciły – powstało coś wielkiego i niepowtarzalnego.

