Site icon All About Music

Throwback Review: Green Day – American Idiot (2004), recenzja Sebastiana Torbicza

Dziś przeniesiemy się muzycznie 15 lat wstecz, do roku 2004, kiedy to zespół Green Day wydał swój siódmy album studyjny American Idiot. Album, który tak naprawdę miał nie powstać i można rzec, że był dziełem wypadków losowych. Ten wypadek losowy pozwolił muzykom z Green Day powrócić na szczyty list przebojów i ponownie po latach przerwy odnieść duży międzynarodowy sukces.

Dlaczego jednak album miał nie powstać, a bynajmniej nie w tamtym momencie? Otóż Green Day pracował nad albumem Cigarettes and Valentines, po nagraniu materiału niestety krążek został skradziony ze studia nagraniowego. Po tych wydarzeniach muzycy zrobili sobie chwilę przerwy, żeby pozbierać myśli i postanowili stworzyć kompletnie nowy album, który później jak już wiemy okazał się ogromnym sukcesem. American Idiot zostało nazwane później przez krytyków muzycznych punkrockową operą. Trudno się nimi nie zgodzić, zresztą muzycy nie ukrywali swoich inspiracji przy tworzeniu muzyką The Who, kilkoma musicalami, zresztą główną koncepcją było właśnie stworzenie przez zespół rock opery. Głównym motywem, o którym opowiada materiał zawarty na albumie jest historia Jezusa z Przedmieścia, fikcyjnej postaci, której dokładne imię nie jest znane.

Na krążku znalazły się utwory, które na stałe zapisały się w pamięci fanów i stały się hitami, są to m.in. tytułowe American Idiot, Jesus of Suburbia, czy też Holiday. Pierwszy z wymienionych utworów otwiera cały album. Jego tekst jest w domyśle atakiem na osobę George’a W. Busha, ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, któremu sprzeciwiał się Billie Joe Armstrong oraz na masowe media. Singiel ten dotarł na pierwsze miejsce listy przebojów w Kanadzie oraz w zestawieniu Billboardu w kategorii „Modern Rock Track”. Bardzo charakterystyczny riff gitarowy, żywe i dynamiczne granie. Kolejnym utworem jest bardzo ciekawe Jesus of Suburbia, które trwa ponad 9 minut. Jest on połączeniem 5 różnych, krótszych kompozycji, bardziej i mniej dynamicznych, co dało bardzo fajny efekt. Najbardziej żywą częścią jest I Don’t Care, zaś mniej żywymi City of The Damned oraz Dearly Beloved. Wszystko zrobione jest tu na wzór rock opery, oraz na zasadzie kontrastów i przeplatanych zmian tempa. Każda z części opowiada jakąś historię.

Ze względu na to, że część utworów jest krótsza, a inne dłuższe, , niektóre z nich są ze sobą połączone, płynnie przechodząc z jednego w drugi. Zabieg ten ma na celu również fakt, iż są one ze sobą zestawiane na zasadzie kontrastów, wolne utwory z szybkimi. Pozwala to na niezanudzenie słuchacza. I tak mamy zestawione ze sobą Are We The Waiting z St. Jimmy, po pierwszym spokojnym utworze, nagle pojawia się dynamiczna gitara i zaczyna się punkowe granie. Połączeniu uległy również utwory Give Me Novocaine z She’s A Rebel, oraz najbardziej charakterystyczne Holiday z Boulevard of Broken Dreams. Sam Billy mówił, że drugi z nich jest jak kac po imprezie, która przedstawiona została w Holiday. Pierwszy z wymienionych, jak wiele utworów Green Day ma bardzo charakterystyczny riff, który przeplata się przez prawie cały czas. Pojawia się również przyjemna dla ucha i delikatna solówka gitarowa. Po niej w bridgeu mamy więcej przestrzeni dla gitary basowej Mike Drimta. Sama kompozycja jest dynamiczna, zaś jego tematyką jest zachwyt głównego bohatera opowieści nad życiem w mieście, a przy okazji ponowne zmieszanie z błotem sytemu. Boulevard of Broken Dreams w 2005 roku zdobyło Nagrodę Grammy za najlepszy rockowy utwór, co trzeba uznać za ogromny sukces i wyróżnienie. To ballada rockowa, której tekst opowiada o samotnym życiu w wielkim mieście. Również tutaj możemy rozpoznać riff po pierwszych jego dźwiękach. W tle w zwrotkach przeplatają się dźwięki gitary z nałożonym efektem delay.

Na albumie znalazł się również utwór Homecoming, które podobnie jak Jesus of Suburbia jest wynikiem połączenia 5 odrębnych, krótszych kompozycji. Wake Me Up When Semptember Ends jest kolejną balladą punk rockową. Prym wiedzie tu melodia grana przez gitarę akustyczną. Jest to kompozycja bardzo osobista dla lidera Green DayBilli’ego Joe Armstronga. Jej tekst opowiada o zmarłym ojcu artysty, który chorował na raka i zmarł w 1982 roku, gdy Billie miał 10 lat. Tytuł utworu wziął się ze słów wypowiedzianych przez muzyka do jego matki, po tym jak pogrążony w smutku uciekł z pogrzebu ojca i zamknął się w swoim pokoju. Ostatnią kompozycją na podstawowej wersji krążka jest Whatersname. Kompozycja w średnio żywym tempie. W zwrotkach melodia gitary grana na wytłumieniu, rytmiczna perkusja i delikatne solowe wstawki gitary.

Trzeba zauważyć, że zrządzenie losu sprawiło, że Green Day ponownie wrócił na szczyt i odniósł sukces na miarę albumu Dookie z 1994 roku, z którego pochodziły hity takie jak Basket Case, czy też When I Come Around. Na American Idiot, znalazło się wiele utworów, które docierały na szczyty list przebojów, stawały się protest songami, bądź jednymi z najbardziej charakterystycznych dla zespołu utworów, po których łatwo można rozpoznać ich styl. Takim utworem jest np. kompozycja tytułowa, którą słyszała na pewno większość z nas i łatwo dzięki niej kojarzy zespół. Album odniósł również sukces pod względem sprzedaży. Na świecie kupionych zostało ponad 15 milionów jego kopii, zaś w samych Stanach Zjednoczonych rozeszło się aż 6 milionów egzemplarzy, co należy uznać za świetny wynik, biorąc pod uwagę fakt, że Green Day jest zespołem punk rockowym. W moim odczuciu album ten był przełomowy dla zespołu. Zebrany na nim materiał jest zróżnicowany, plusem są połączenia kontrastujących ze sobą utworów oraz fakt, że album ten jest rockową operą. Stworzenie długich utworów, które składają się z różnych, odmiennych co do tempa części wyszło również pozytywnie. Jak dla mnie ciężko doszukać się było na tym albumie minusów, może jedynie co do treści poruszanych w protest songach, ale to już kwestia każdego z osobna. Jako całość – świetny album dla każdego, nie tylko fanów punkowego i rockowego brzmienia.

Exit mobile version