Premiera trzeciego krążka Comy zaskoczyła wszystkich – zarówno oddanych fanów grupy, jak i jej sceptyków. Po dwóch albumach i niebywale długiej trasie koncertowej, polska grupa z Piotrem Roguckim na czele była w stanie stworzyć dzieło wielowarstwowe i z całą pewnością ponadczasowe. Pokuszę się o stwierdzenie, że najlepszą w swojej karierze. Po dziesięciu latach powracamy do wydanego w 2008 roku krążka Hipertrofia.
Na słuchacza czeka długa podróż poprzez tytułowy ,,przerost”. Inspirując się albumami koncepcyjnymi z lat 70., Coma zdecydowała się na dwupłytowego giganta, zawierającego aż 35 utworów! Tytuł oznaczający wspomniany wcześniej ,,przerost” wcale nie jest przesadzony – mocne w swym przesłaniu teksty utworów oraz pełne eksperymentalnych rozwiązań dźwięki faktycznie chwilami sprawiają, że odbiorca może czuć się przytłoczony. Płacz dziecka, bicie serca, krzyki, bliżej nieokreślony stukot… A to wszystko składa się na pojedynczy temat przewodni, zamknięty w cytacie niemieckiego filozofa Nietsche’go ; ,,Życie ludzkie, jako szeroko pojęta wola istnienia.” Hipertrofia to album opowiedziany z perspektywy człowieka, który swoje życie poświęca na walkę z samym sobą. Poczęty podczas pierwszego utworu, przebywa tę drogę wspólnie z odbiorcami.
Prawdziwą perłą jest moim zdaniem utwór Wola Istnienia, umieszczony jako drugi kawałek na płycie spełnia swoją rolę – skutecznie zachęca do tego, by sięgnąć wgłąb dzieła. Nie zabrakło charakterystycznej dla Comy różnorodności oraz specyficznej agresji i dynamiki wokalu Roguckiego. Najłatwiej zauważyć ją w pełnych również gitarowych riffów kawałkach takich jak Transfuzja, czy Zamęt, w których wokalista zdecydował się na elementy growlingu. Podobnym kawałkiem jest też pełne refleksji Pożegnanie z Mistrzami. Lubię też pięciominutowy kawałek Zero Osiem Wojna, tu również nie zabrakło ciekawych rozwiązań dźwiękowych i dobrej warstwy lirycznej, do której z chęcią się powraca.
Na drugim krążku również nie zabrakło perełek. Ta część jest wolniejsza i spokojniejsza, mniej tu głośnego rocka, a więcej post-grunge’owych, progresywnych kompozycji. Należą do nich dłuższe utwory, takie jak Ekhart czy śliczne Cisza i Ogień – utwory pełne nostalgii i emocjonalności. Ciekawość wzbudza też utrzymana w sennym tonie Widokówka.
Twórcy zdecydowali się na liczne krótkie przerywniki, podczas których możemy usłyszeć przeróżne dźwięki, niestety po czasie okazują się one męczyć słuchacza. Niezbyt często do nich wracam, przy słuchaniu całego wydawnictwa najczęściej podczas tych wstawek sięgam po pilot. Czasem nie warto przesadzać z takimi rozwiązaniami. Wydawnictwo zamyka skrzypienie przewijanej płyty i tajemnicze śmiechy zawarte w kawałku Recykling. Czyżby powrót do wspomnień naszego bohatera?
Hipertrofia to wyjątkowe wydawnictwo na polskim rynku muzycznym. Wydając je, Rogucki po raz kolejny udowodnił, że świetnie radzi sobie w roli autora tekstów – pełne głębszego przesłania i refleksji utwory zachęcają odbiorcę do wgłębienia się w przemyślenia artysty. Doskonale spisali się również inni muzycy, wspólnie tworząc kompozycje, które na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki rockowej. Po przesłuchaniu wydawnictwa okazuje się, że nawet chwilami działający na nerwy przesyt może okazać się ciekawy i zapisać się w naszej pamięci.

