Site icon All About Music

Throwback Review: Cher – Believe (1998), recenzja Marty Muśko

Do you believe in life after love? Bez względu na epokę, sezon w roku i panującą modę w muzyce – miłość zawsze była jej motywem przewodnim. Wracamy do 1998 roku, gdy kobieta o wyrazistej osobowości i artystycznej pozycji, uzupełniła swoją obszerną i bogatą muzycznie dyskografię o 23. wydawnictwo pod tytułem Believe. Jeżeli ktokolwiek ma wątpliwości odnośnie pytania postawionego na pierwszym planie – płyta Cher posiadająca łatwość podnoszenia na duchu, z pewnością Was ich pozbawi.

Cher w trakcie swojej wieloletniej kariery nie bała się sięgnąć po żaden gatunek, co więcej, nawet z najbardziej skomercjalizowanej muzyki potrafiła utworzyć współczesne dzieło. W październiku 2018 roku swoje dwudziestolecie będzie celebrować singiel Believe, który wywindował ją na szczyt jej kariery po dłuższej stagnacji na listach przebojów. Piosenka przez kilka tygodni nie schodziła z czołówek zestawień w kilkudziesięciu krajach, a prestiżowy magazyn Rolling Stone określił go mianem największego hitu mijającego tysiąclecia. Nie wszyscy jednak podzielili zdanie, karcąc wokalistkę za zesłanie na muzyczny świat plagę auto-tune, służący do korekcji dźwięku oraz głosu. Prawda jest taka, że niewielu artystom jego stosowanie wychodzi na dobre. O ile takie rozwiązanie jest oferowane w rozsądnych proporcjach i w konkretnym celu ubarwienia danego zamysłu kompozycji, jest to uzasadniony wybór. Ponadto wokal Cher jest na tyle silny i samowystarczalny, że przebija się nad wszelkie ozdobniki i nowinki technologiczne. Tytułowa piosenka jest tego najlepszym przykładem i już od pierwszych dźwięków zabiera odbiorcę w swój muzyczny, dyskotekowy świat.

Spektakularny powrót na szczyt to niejedynie sukces jednej piosenki. To również przebojowe single, trasa koncertowa oraz imponującą sprzedaż płyt – w Polsce platynowa dzięki tłumom fanów, którzy szturmem ruszyli do sklepów po najnowszy krążek wokalistki.

Stonowana melodia i wyraźna obecność gitary nadaje The Power czystości brzmienia i głębszego przekazu. Nastrój akustycznych gitar utrzymuje latynoskie Dov’e L’Amore. Nie miałam styczności z tym utworem już dłuższy czas i gdy kilka dni temu na jednej z muzycznych stacji telewizyjnych ponownie ujrzałam ten barwny teledysk, ponownie się w nim zauroczyłam. Chociaż nie mam absolutnie nic do zarzucenia albumowej wersji,  taneczny odpowiednik prezentuje się na ekranie o wiele efektowniej.

Pozostając w temacie różnorodnych interpretacji piosenek, Believe nie ma sobie równych. Wszystkie single, które wypuszczono w świat zostały dopracowane w najmniejszych detalach, a ich zawartość nasyci każdego miłośnika popu i klubowych brzmień. Fakt ten podtrzymuje kolejny przebój z płyty – All Or Nothing z którym Cher przedstawia muzykę pop w najlepszym wydaniu. Dynamiczna aranżacja, wokal, który nigdy nie zawodzi i do tego przyozdobiony koncertowym teledyskiem – wszystko idealnie się ze sobą komponuje.

Na miano popowego arcydzieła zasługuje Strong Enough. Niezwykle cenię za połączenie współczesnego brzmienia z klasyką. Do tego uczucia wykrzyczane prosto w twarz – to wszystko tworzy całość dogłębnie autentyczną dzięki czemu niejedna osoba zidentyfikuje się z jej historią. Ścisła czołówka w całej obszernej dyskografii królowej.

https://www.youtube.com/watch?v=tStVSsIAmPw

Dźwięki władające na parkietach rzadziej wiążemy z poruszającą liryką czy emocjami. Dla Cher jednak nie sprawia to najmniejszego problemu. Łączy to, co często wydaje się nieoczywiste i to z perfekcyjnym efektem. Zostajemy porwani do miejsca o którym nikt nie wie w intrygującym Runaway, natomiast w niepozornym Taxi Taxi zaskakuje rozwój muzycznych zdarzeń – od lekkich zwrotek po tajemniczy refren, który mógłby trwać odrobinę dłużej. Powierzchowna niespójność utworu jest tu sporym atutem i sprawia, że staje się atrakcyjny, niepodobny do czegokolwiek, co mogliśmy wcześniej usłyszeć. Popową klasę okazuje Love Is The Groove, natomiast Takin’ Back My Heart sprawia wrażenie wyluzowanego numeru, w którym słychać wpływy muzyki r’n’b, lekkiego soulu i poniekąd refrenu nieco przywołująca na myśl repertuar George’a Michaela.

Swój największy przebój w trwającej od lat 60. zeszłego stulecia muzycznej karierze Cher, nagrała dopiero po pięćdziesiątce, tym samym muzycznie nokautując młodszych i ówcześnie cieszących się większym rozgłosem wykonawców muzyki popularnej. Co dziś jest najważniejsze, wszystkie single nie odeszły w niepamięć. Dwudziestoletnie Believe, Strong Enough, czy All Or Nothing wciąż cieszą się powodzeniem i są chętnie grane w radiach, a ich brzmienie wywołuje wyłącznie pozytywne odczucia i wspomnienia z czasów, gdy muzyka była mniej dostępna, przez co bardziej atrakcyjna i szczera. Muzyka powinna wzniecać emocje i pomimo upływu czasu nie tracić swojej wyjątkowości. Cher ta sztuka niezmiennie znakomicie udaje się od ponad pół wieku.

Exit mobile version