Aż trudno uwierzyć, że kolejny krążek Księżniczki Pop pojawił się jedynie rok po mistrzowskim Blackout i najtrudniejszych momentach w życiu artystki, które śledziły miliony osób na całym świecie. Od wydania albumu Circus, dzieła mającego przypieczętować wielki powrót ulubienicy Ameryki, minie niedługo dziesięć lat. Czy szósta płyta Britney Spears przetrwała wymagającą próbę czasu? Sprawdźmy.
„Postać Britney z 2007 roku na stałe zapisała się w historii popkultury. Miliony osób na całym świecie obserwowały upadek ulubienicy Ameryki i jednej z największych gwiazd ostatnich lat. Rozwód, walka o opiekę nad własnymi dziećmi, alkohol, narkotyki, pamiętny występ na VMA 2017, załamanie nerwowe. Wszystko oczywiście w oku kamer natrętnych paparazzi oraz mediów” pisaliśmy na All About Music w recenzji krążka Blackout
Ciężko nie wykorzystać tych słów również przy szóstej płycie Britney Spears. Czasami trudno bowiem uwierzyć, że era Circus w ogóle miała miejsce. Na początku 2008 roku artystka trafia na oddział psychiatryczny, zostaje ubezwłasnowolniona, a kilka miesięcy później zaczyna nagrywać utwory na nowy album. Niby muzyka to najlepszy lek na wszystko, ale czy człowiek z taką ilością problemów osobistych jest w stanie wytrzymać takie tempo? Wygląda na to, że Spears postawiono przed faktem dokonanym, a jej współpracownicy uznali, że pora ratować reputację piosenkarki. Czas na wielki powrót Księżniczki Popu.
No i wróciła. Wielki sukces na gali MTV Video Music Awards 2008, hitowy singiel, premiera nowej płyty w dniu 27. urodzin i naprawdę dobre wyniki sprzedażowe. Machina marketingowa zadziałała idealnie, a Britney znów wróciła do łask.
Muzycznie Circus mocno odszedł od brudnego oraz ciężkiego klimatu Blackout, gdzie elektronika mieszała się z hip-hopem, dźwiękami urban i pulsującymi beatami. Szóstą płytę świadomie miało charakteryzować bezpieczniejsze, bardziej uniwersalne brzmienie, które łatwiej trafi do większej ilości słuchaczy. Trochę przebojowości, trochę spontaniczności i trochę balladowego klimatu. Założenie było proste – każdy miał znaleźć coś dla siebie.
Album ten to sprawdzona i niezła mieszanka popowych melodii, gdzie znalazło się też sporo miejsca na świetną elektronikę, z której zasłynął wspomniany już Blackout. Wpadające w ucho Womanizer, groźnie brzmiące Kill The Lights, przedziwnie dobre Mannequin czy tytułowe Circus, które jest przykładem idealnej electro-popowej piosenki. Bez dwóch zdań, to jeden z najlepszych singli w całej karierze Britney Spears. Szkoda, że nie odniósł aż tak wielkiego sukcesu.
Producentom naprawdę nie brakowało pomysłów przy tworzeniu utworów na tę płytę. Wystarczy posłuchać niegrzecznego i nieco skandalicznego If U Seek Amy, pulsującego Shattered Glass, bonusowego Phonography, świetnie wyprodukowanego i flirtującego z R&B Blur czy spokojniejszego, electro-popowego Unusual You, które brzmi jak świetny singlowy materiał.
Krążek kryje jednak także dużo słabsze momenty. Głupiutkie i niby szalone Mmm Papi kompletnie odrzuca swoim klimatem, podobnie zresztą jak spokojniejsze kompozycje. Nijakie Out from Under miało nawiązywać najprawdopodobniej do najlepszych ballad z repertuaru Spears (do Everytime jej daleko), a kiczowate My Baby powstało z myślą o dzieciach artystki. Wyszedł nieprzeciętny koszmarek, o którym lepiej jak najszybciej zapomnieć.
Album Circus powstał, aby wprowadzić Britney Spears ponownie do pierwszej ligi gwiazd muzyki oraz odwrócić uwagę od jej niemałych kłopotów w życiu prywatnym. Producenci zrobili swoje i stworzyli dobrą, bezpieczną, ale na pewno nie wybitną płytę, która jednak może podobać się – nawet dziesięć lat później. Sporo tutaj bowiem melodii i chwytliwych refrenów, za które cały świat pokochał Księżniczkę Popu.

