
W tym roku świętują 25-lecie swojej działalności. Najbardziej rozpoznawany boys band świata nadal działa i ma się dobrze. Co więcej, za niedługo możemy spodziewać się nowej płyty! Przez te wszystkie lata mieli swoje wzloty i upadki, jednak nie można im odmówić jednego – stali się nieodłącznym symbolem lat 90. Sprawdźmy zatem, od czego to wszystko się zaczęło.
Panów z Backstreet Boys przedstawiać nikomu nie trzeba. Jednak naszym młodszym czytelnikom przypomnę, że w skład grupy wchodzi Nick Carter, AJ McLean, Howie Dorough, Kevin Richardson oraz Brian Littrell. Panowie w 1993 r. postanowili połączyć wspólnie siły i stworzyć grupę. Od tamtej pory zaczęła się ich długa i piękna kariera. Ich międzynarodowy debiutancki album na sklepowych półkach pojawił się w 1996 r. Na krążku zatytułowanym po prostu Backstreet Boys znalazło się 13 premierowych utworów. Pracowali nad nim około trzy lata, a efekt przeszedł ich najśmielsze oczekiwania. Od razu trzeba przyznać – dzięki niemu zaistnieli w świadomości ludzi. Co prawda ten krążek nie okazał się być wylęgarnią hitów, jednak mimo wszystko udało się wypromować kilka perełek.
Album rozpoczyna ich pierwszy w karierze singiel – We’ve Got It Goin’ On, czyli jeden z hitów, do którego pewnie większość osób wychowanych w latach 90. ma sentyment. Nuta do tańczenia, z bardzo charakterystycznym refrenem, który bez problemu wpada w ucho. Od razu słychać harmonię i to typowe dla nich wokalne zgranie. A ten klimat! Mistrzostwo!
Potem przychodzi czas na Get Down (You’re The One For Me). Zdecydowanie jeden z najbardziej charakterystycznych kawałków Backstreet Boys. Nic dziwnego, bo zadbali o to by było w nim dosłownie wszystko. Ciekawa melodia? Jest. Fragment rapowany? Jest. Szybki beat, który zachęca do tańca? Jest. Kultowy tekst? Jest:
„You’re the one for me
You’re my ecstasy
You’re the one I need”
Jak to się teraz mówi – pozamiatane. Nie trzeba więcej dodawać.
Backstreet Boys to przede wszystkim mistrzowie ballad. Nic dziwnego, przez całą karierę udowodnili to nieraz. Na krążku znalazły się również takie wolne piosenki do pokołysania z drugą połówką. Anywere For You, I’ll Never Break Your Heart, Quit Playing Games With My Heart (a ten teledysk – sprawdźcie koniecznie!), Just To Be Close To You czy Darlin’ – te utwory to kwintesencja i zarazem definicja, które miały chwycić za serce, oczywiście opowiadać o miłości i rozkochać w sobie każdą pannę. Jak widać założenia się udały, bo z roku na rok fanek wcale im nie ubywa!
Na albumie znalazło się też kilka zapomnianych piosenek, które nie miały takiej siły przebicia. Boys Will Be Boys z niesamowitą melodią i ciekawym refrenem, Let’s Have A Party – chillowy utwór, którego słucham z sentymentem – zwróćcie uwagę na wokal najmłodszego Nicka, toż to wtedy jeszcze dziecko było! Z kolei I Wanna Be With You to taka trochę hybryda wszystkich piosenek, ale nadal słucha jej się dość przyjemnie. Można potupać nóżką.
Cały album kończy petarda. Nie da się tego inaczej nazwać. Piosenka Nobody But You to kwintesencja tych szalonych lat 90. Trochę tajemnicza, z ciekawym beatem, który trudno zapomnieć.
Podsumowując, po tych wszystkich latach można z ręką na sercu stwierdzić, że ten debiut jest dobry. Przyniósł im rozpoznawalność i kilka radiowych hitów. Co prawda, dopiero potem przyszedł czas na przeboje pokroju Everybody (Backstreet’s Back) czy I Want It That Way, ale przecież od czegoś musieli zacząć. I zrobili to bardzo dobrze. Bez wątpienia ten album otworzył przed nimi drzwi do światowej kariery. Z perspektywy 25-letniej działalności artystycznej pewnie z sentymentem i z uśmiechem na twarzy spoglądają w przeszłość. Jednak, co najlepsze – wcale się od niej nie odcinają. Sprawdźcie sami z jaką pasją i zaangażowaniem obecnie wykonują swoje pierwsze piosenki! Przepiękny dowód na to, że debiutancki album po ćwierćwieczu wydania nadal może brzmieć niesamowicie.

