Site icon All About Music

Three Days Grace – Human (2015), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Jak grom z jasnego nieba – 17 stycznia 2013 roku – spadła na fanów wiadomość o odejściu z zespołu wokalisty – Adama Gontiera. Muzycy Three Days Grace rozpoczęli poszukiwania kandydata na wolne miejsce. Wybór padł na Matta Walsta. Album Human jest pierwszym nagranym z nowym nabytkiem. U niektórych fanów wzbudza to niesmak, a u innych ciekawość i ekscytację.

Three Days Grace to kanadyjski zespół hard-rockowy założony w 1992 roku. Debiutancki album udało im się wydać dopiero 11 lat później, ale to właśnie na nim znalazły się takie hity jak: Just Like You czy I Hate Everything About You, które pomogły wbić się muzykom do świadomości słuchaczy. Druga płyta wydana w 2006 roku, nosząca nazwę One-X ukształtowała ich pozycję na rynku dzięki utworom: Animal I Have Become, Pain i Riot. W międzyczasie Three Days Grace wydało jeszcze dwie płyty.

Album Human jest piątym studyjnym krążkiem grupy i tak jak już wspomniałam wcześniej – pierwszym nagranym we współpracy z nowym wokalistą. Okoliczności odejścia Adama nie są znane. Muzycy zespołu sami wielokrotnie powtarzali, że był to dla nich szok. Fani również przeżyli niezłe zdziwienie, kiedy okazało się, że Three Days Grace bez Gontiera może istnieć i radzić sobie całkiem nieźle.

Podzieliłam we wcześniejszym fragmencie fanów Three Days Grace na dwie grupy. Osobiście należę do tej drugiej części sympatyków zespołu. Choć po odejściu Adama nie wyobrażałam sobie Three Days Grace, to jednak postanowiłam dać Panom szansę ze względu na szacunek jaki mam do ich wcześniejszej twórczości. Szczerzę Wam przyznam – miałam problem. Nie wiedziałam jak ugryźć temat żeby wilk był syty i owca cała. Jak niby recenzować coś co miało być z góry skazane na porażkę? Okazało się, że nie jest tak źle jak wszyscy myśleli. Ale kilka mankamentów też można znaleźć.
Jedno jest pewne: po charakterystycznym wokalu Gontiera nie ma śladu. Zespół stara się zrekompensować Nam to powrotem do korzeni, prezentując mieszkankę ostrych brzmień z krzyczącym, siłowym sposobem śpiewania Walsta. Czy wyszło im to na dobre?

Płytę Human otwiera piosenka Human Race. Od razu można wyczuć, że coś tu nie do końca gra tak jak powinno. Głos Matta brzmi momentami sztucznie. Nie zmienia to jednak faktu, że melodia oraz powtarzalność niektórych fraz tekstu sprawia, że piosenka wpada w ucho i jest „przyjemna” w odbiorze. Główną rolę odgrywa tu gitara, która przypomina, że Three Days Grace słynie przede wszystkim z ciekawych riffów. Utwory: Painkiller, I Am Machine oraz Landmine to mocna dawka rockowej muzyki. Pazura w wokalu nie brakuje, ale jak już nadmieniłam wcześniej – słuchając tych piosenek odnoszę wrażenie, że ktoś tu chyba za bardzo krzyczy…

Na płycie Human znajduje się masa utworów, których refreny na długi czas pozostaną Wam w pamięci. Car Crash i Nothing’s Fair In Love And War po prostu miażdżą system, oferując słuchaczowi melodie niemożliwą do wyrzucenia z podświadomości przez długi czas. Widać, że Panowie postawili na szybkie, dynamiczne, wpadające w ucho kawałki. To dobrze. Prawdziwi fani pamiętający początki zespołu będą zadowoleni. Z całą odpowiedzialnością powiem, że dzięki tym utworom mogą – od nowa – zaskarbić sobie sympatię fanów, którzy nie do końca byli przekonani do nowego wokalisty.

Typowych rockowych ballad na albumie nie jest zbyt wiele. Na uwagę zasługuje jednak zamykająca płytę kompozycja The Real You, która wyróżnia się na tle inny piosenek swoją subtelnością oraz stonowaniem. Niektórzy narzekają, że za dużo w niej elektroniki. Osobiście uważam, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nawet jeżeli dla jakiejś części słuchaczy elektronika w utworach rockowych jest jak przysłowiowa sól w oku – to dla innych będzie miłą odmianą i odpowiednim rozdziałem zamykający przygodę z albumem Human.

Płyta Human jest wyjątkowa. I to nie dlatego, że jest pierwszą nagraną z nowym wokalistą. Słuchając jej któryś raz z rzędu doszłam do wniosku, że ta zmiana nie wyszła im na złe. Otworzyła po prostu nowe drzwi i wprowadziła zmiany brzmienia wymuszone przez wokal.  Wyjątkowość albumu objawia się w przebojowości i magicznych refrenach. I pomimo, że moje serce nadal jest rozdarte po odejściu Adama – z czystym sumieniem mogę polecić Wam ten album.

Exit mobile version