Często robiony przez gwiazdy szum wokół własnego projektu, przynosi odwrotny skutek niż ten oczekiwany. Wiąże się to z tym, że wzbudzanie w odbiorcy niecierpliwości wzmaga w nim potrzebę odsłuchania albumu, zobaczenia teledysku i skonfrontowania tego z tym, co gwarantowała gwiazda. Tak naprawdę, to artysta sam podnosi sobie poprzeczkę, nie zastanawiając się nad konsekwencjami jej nieprzeskoczenia. Jak było z The Weekndem? Co z efektem finalnym? Myślę, że odpowiedź jest prosta.
Pod pseudonimem artystycznym The Weeknd kryje się Abel Tesfaye. To 26-letni, znakomity wokalista, autor tekstów, a także producent muzyczny. Jego kariera zapoczątkowana była wrzucanymi do sieci utworami. Anonimowe umieszczanie ich na YouTube, a następnie ich pozytywny odbiór, poskutkowało wydaniem trzech mixtape’ów. Przez kolejny rok pracował nad tworzeniem albumu Trilogy. Uzyskany status platynowej płyty w USA, to jedno z pierwszych osiągnięć młodego artysty, które pozwoliło mu rozwinąć skrzydła i dało motywacji do dalszego tworzenia. Cieszenie się uznaniem wśród największych krytyków muzycznych, to nie lada wyczyn na samym początku kariery. Jesienią 2013 roku, wydał swój solowy album. Bez wątpienia największego rozwoju i rozgłosu przyniosły mu piosenki z ostatnich lat m.in. duet z Arianą Grande w piosence Love Me Harder czy autorskie Earned It do soundtracku filmu Pięćdziesiąt twarzy Greya. Teraz The Weeknd to gwiazda, którą znają wszyscy. Cieszy się coraz większą popularnością i wykorzystuje to w stu procentach, tworząc to, co tworzy.
Najnowszy album The Weeknd, noszący nazwę Starboy, liczy aż 18 kawałków. To na samym wstępie wzbudziło we mnie spore zdziwienie. Warto docenić każdego artystę, który wydając płytę, pracuje nad jej wachlarzem, mimo prezentowania ostatnimi czasy krótkich tracklist przez innych artystów. Pierwszym singlem jest tytułowe Starboy. Piosenka jest wynikiem pracy z Daft Punk i od razu zyskała spore grono odbiorców. Pod względem muzyki jak i wokalu, utwór jest bardzo profesjonalny. To idealny wybór na pierwszy singiel, który zachęcić ma do zapoznania się z całym albumem. Kolejny singiel I Feel It Coming również powstał ze współpracy z Daft Punk. Co zastanawiające, pierwszy singiel otwiera płytę, a drugi ją kończy. Pozostaje się tylko domyślać czy to zabieg celowy. Utwory jednak są utrzymane w zupełnie innym klimacie. Podobnym jednak do Starboy jest utwór Party Monster. Kolejny, False Alarm to jeden z tych, których idei do końca nie zrozumiałam. Muzyka jest bardzo specyficzna, ale też wpisująca się w twórczość Abela. To chyba najbardziej zaskakujący utwór na tej płycie. Jedną z piosenek, która bez wątpienia nawiązuje do innego utworu, w którym miał okazję wystąpić gościnnie The Weeknd jest Six Feet Under. Już od samego początku przypomina Low Life. Na płycie znajduje się parę featów. Z Daft Punk, o którym mowa wcześniej, Laną Del Rey, Kendrickiem Lamarem czy Future. Utwór z Laną, noszący nazwę Stargirl Interlude, to krótka wstawka, która ma w moim odczuciu delikatnie zwolnić tempo płyty. Tak jak nie przepadam za Laną, w tej piosence ją uwielbiam. All I Know to kolejny już efekt pracy z Future. Wygląda na to, że wizje muzyczne chłopaków są do siebie bardzo zbliżone. Zawsze powstaje coś genialnego, co wpisuje się w upodobania jednego i drugiego. Na płycie nie brakuje spokojnych utworów, pozbawionych większych fajerwerków. Czy to ujmuje im wyjątkowości i chwytliwości? Zdecydowanie nie. Przykładem takich kawałków są Die For You, Attention, True Colors i myślę, że Reminder również. Jeśli chodzi o utwór, który najbardziej zostaje w głowie to jest to Rockin’. Chwytliwy refren, taneczny rytm i ciekawe zaaranżowanie całości sprawia, że na jednokrotnym odsłuchaniu, bez przycisku replay się nie obejdzie. Pod względem melodii i rytmu Secrets oraz A Lonely Night wydają mi się bardzo podobne. Innymi utworami, które zdecydowanie zostają w pamięci są Ordinary Life, Nothing Without You i Love To Lay. Prócz Starboy, który bezapelacyjnie jest moim faworytem z całej płyty, to te utwory właśnie chciałabym słuchać w radiu. Są bardzo „the weekendowe” i liczę na to, że któryś z nich będzie następnym singlem. Każdy kawałek to mieszanka soulu, R&B, funku, a nawet punku. The Weeknd znakomicie porusza się po tych obszarach, co można usłyszeć na tym albumie.
Podsumowując, jestem pod ogromnym wrażeniem najnowszego albumu The Weeknd. Płyta jest różnorodna i mimo muzycznej tendencji w brzmieniu, której można się było po Abelu spodziewać, znajduje się na niej wiele niespodzianek. Myślę, że to kolejna z najlepszych pozycji tego roku. Pod względem muzyki, artysta kończy go w dobrym stylu i z klasą. Mimo, że część utworów nie wpadła mi w ucho po jednym przesłuchaniu, z każdym kolejnym zyskują. Cieszę się, że w drugiej rozpisce krajów, biorących udział w trasie koncertowe Starboy, znalazła się Polska. The Weeknd jest jednym z tych artystów, którego występ na żywo to must have każdego fanatyka muzycznego. Bez wątpienia mogę się nim nazwać. Prócz samego show, możliwość zobaczenia gwiazdy na żywo i doznania muzyczne to chyba najważniejsze kwestie. Będąc na koncercie, nasze zdanie na temat poszczególnych numerów ulega zmianie. To, co wcześniej nie przypadło nam do gustu, w trakcie koncertu nabiera zupełnie innego wydźwięku. Jeśli chodzi o The Weeknd, to trasa jedynie utwierdzi mnie w przekonaniu, że tej płycie nie brakuje niczego.

