Site icon All About Music

The Temper Trap – Thick As Thieves (2016), recenzja Justyny Rojek

Australijska formacja The Temper Trap po raz kolejny wybrała lato jako najlepszy okres do powrotu! Ich trzeci album zatytułowany Thick As Thieves prawdopodobnie ma za zadanie rozgrzać jeszcze bardziej wakacyjne dni, ale także zasilić konto letnich festiwali muzycznych. A mają sporo do zaoferowania tym bardziej, że ich ostatni singiel Fall Together już dawno święci triumfy. Ciekawe więc jak wypadła reszta …

Po pierwszym przesłuchaniu wyłania się obraz płyty nierównej z wyraźnym podziałem piosenek na trzy grupy: bez dwóch zdań hit, coś z tego będzie oraz kawałki zlewające się w jedną całość. Rozpocznijmy od punktu najmocniejszego, a więc singla Fall Together. To właśnie dzięki niemu zwróciłam uwagę na nowy materiał zespołu i zachęcona zabrałam się do całej płyty. Piosenka jest niczym kopalnia energii gotowa, aby stanąć do walki o najwyższe pozycje list przebojów. Wyróżnia się na tle całości jako elektroniczno-popowy hymn z pompatycznymi refrenami i porywczym przesłaniem – Jeśli będziemy musieli upaść, upadniemy razem! Druga po Fall Together równie chwytliwa, lecz znacznie spokojniejsza kompozycja to Summer’s Almost Gone. Pomimo, iż zaczyna się dość niepozornie – muzyka kościelna i nostalgiczny głos Dougy, to już po chwili melodia wsparta gitarą zaczyna płynąć i ten flow nas porywa. Pod koniec zostaje nam tylko syntetyczny dźwięk podkreślający nastrojowość kawałka i emocje związane z odejściem ukochanej osoby. Do najlepszej trójki dorzucę jeszcze What If I’m Wrong. Tym razem to wokal Dougy stanowi najbardziej przyciągający element dla słuchacza. Nieskazitelny głos przechodzący z falsetu w zwrotkach do charakternego w refrenach – jest wystarczająco silny, aby poprowadzić falującą melodię i w konsekwencji połączyć się w jednolitą całość. Uwagę zwraca tutaj również ciekawy tekst piosenki – Muszę wierzyć (…), potrzebuję żyć, nie tylko egzystować, co jeśli się mylę?

Druga grupa, czyli kawałki z potencjałem to na pierwszy rzut Alive. Choć tekst jest dość banalny – Czuję się tak dobrze, tak dobrze żyć, to w swojej prostocie trafia w samo sedno. Piosenka z kategorii mocniejszych brzmień, idealnie sprawdzających się podczas dużych festiwali czy koncertów stadionowych. Tytułowy i jednocześnie otwierający płytę utwór Thick as Thieves już nie napawa takim optymizmem jak poprzednik, za to intryguje brudnym gitarowym szarpaniem i nieco lunatyczną melodią. Czyżby pewniak na kolejny singiel z płyty? Tombstone, czyli kompozycja stanowiąca pewne urozmaicenie na albumie, gdyż tutaj Dougy udziela się tylko w refrenach, a w zwrotkach inny głos męski. Właśnie ta wyjątkowa kombinacja wprowadzą fajną odmianę na płycie i po raz kolejny wzbudza zainteresowanie słuchacza.

Ostatnia grupa to może wcale nie najgorsze piosenki, ale w porównaniu z  powyższymi propozycjami, po prostu wypadają słabiej. Słuchając Ordinary World ma się wrażenie, że jest to kompozycja nieco przekombinowana – zniekształcona gitarowa szarpanina co jakiś czas przerywa ustalony tor melodii. W efekcie brakuje konkretnego kierunku w jakim zmierzają dźwięki, a im bliżej końca tym mniej się wyjaśnia. Do kolekcji dorzucę jeszcze całkiem przyzwoity indie-rockowy utwór Riverina. Przemawia do mnie jego przesłanie o potędze piosenek, jednak muzycznie nie przynosi jakiś rewolucyjnych rozstrzygnięć. Z drugiej strony znajdziemy też kompozycje powtarzalne, przez co ciężko je odróżnić, a co gorsza zanucić. Tak jest w przypadku So Much Sky, Burn i Lost. O ile So Much Sky zniechęca mnie już na wstępie ze śpiewem Woo-ooo-ooo, brzmiąc jak klasyczna popowa historia, to jeszcze z Burn nadzieją napawają melodyjne zwrotki: Nie śpię dobrze, będąc pod twoim urokiem. Jednak w miarę posuwania się do przodu, uzyskujemy efekt zbliżony do poprzedniego nagrania. Choć chwilowo zwalniamy tempo, gdy pojawia się ballada Lost to znowu mamy powtarzalność wcześniejszych schematów – momenty wytchnienia w postaci subtelnej melodii przeplatane z mocniejszymi, a chwilami nadproduktywnymi refrenami.

Okazuje że, połączenie gitarowego brzmienia pierwszego albumu Conditions z synth-popowym dźwiękami drugiego albumu The Temper Trap przyniosło mieszane rozwiązania na trzeciej płycie. Jednakże to co zazwyczaj wyróżniało The Temper Trap, czyli unikalny głos wokalisty Dougy Manadi nadal stanowi szczególny atut w porównaniu z resztą rockowo-alternatywnych zespołów.

Żeby zwiększyć ilość piosenek na plus, jeszcze mały bonus:

https://www.youtube.com/watch?v=DcouULMxG7M

 

Exit mobile version