Punk-rock, post-grunge, indie, alternative – przypisuje się im wiele. Stali bywalcy wszelkiej maści festiwali muzycznych być może pamiętają the Subways z Przystanku Woodstock w sierpniu ’09. Mimo mocno chmielowej, rozlazłej atmosfery eventu Charlotte Cooper, żywiołową wokalistkę the Subways, zapamiętałam całkiem nieźle. Tak – to właśnie na nich czekaliśmy z irytacją ponad pół godziny. Okazało się, że czekać było warto a sami muzycy to istne estradowe dynamity. Tych kilka lat temu Brytyjczycy dopiero zaczynali raczkować na scenie muzycznej – dziś mają już na koncie cztery krążki i masę występów estradowych. 5-ego lutego wyszedł ich najnowszy, czwarty album studyjny o tytule którego, podobnie jak hiszpańskiej inkwizycji, nikt się nie spodziewał – The Subways.
Krążek otwiera energiczne singlowe My Heart Is Pumping To A Brand New Beat. Utwór zasadza się na dosyć prostym wielodźwięku gitarowym, który w tej, czy innej postaci sukcesywnie przetacza się przez całość. Wiodącej gitarze towarzyszy oczywiście perkusja, która dzięki nieznacznemu przesunięcie względem partii strunowej robi wrażenie ciężkiej i rozleniwionej. „Spóźniony” jest również wokal, a to dzięki temu, że pozwala rozbrzmieć kilku nutom perkusji i dopiero wtedy wdziera się w utwór. Owocem tych zabiegów jest charakterystyczna dla Brytyjczyków kapryśna muzyczna butność, ta specyficzna aura kojarząca się z zadymionymi squatami i dziewczynami nadużywającymi kredki do oczu.
Zupełnie inaczej rzecz się w ma z kolejnym singlem – I’m In Love And It’s Burning In My Soul. Tutaj prym wiedzie zdecydowana, agresywna i punkowo rozkrzyczana sekcja wokalna. Bazę utworu stanowi kłótliwy, buńczuczny dialog gitary i męskiego wokalu. Stopniowo z tła wyłania się perkusja, by całość nareszcie wykwitła gwałtownym wybuchem krzyku i mariażem wszystkich instrumentów w refrenie. Jest ciężko, punkowo i bardzo brudno! Podobnie został skonstruowany kawałek Dirty Muddy Paws. Taking All The Blame – ostatni singiel z krążka dla odmiany jest skoczny, energetyzujący i pełen pozytywnych emocji. Dynamiczna linia melodyczna jest pozbawiona jakichkolwiek przesunięć, czy zatrzymań. Wprowadzenie do utworu durowego dwugłosu – nieco niżej osadzonego męskiego wokalu i oscylujących wokół wysokich rejestrów partii kobiecych skutkuje spiętrzeniem radosnej energii. Uwaga, muzyczna lektura może prowadzić do niekontrolowanych wybuchów euforii. Good Times z kolei to punk-rockowa, „rozwierzgana ballada”, utrzymywana w klimacie grunge. Kapryśny męski głos, za którym ciągnie gitara i perkusja jest mocno związany z tonacją molową. Silnie zrytmizowana sekcja strunowo-perkusyjna mimo zdecydowanego uderzenia spada w dół razem z wokalem. Bardzo podobnie rzecz się ma z utworami Pet Boy i Is That Enough.
Kolejna chwila zadumy, bo nawet w życiu największych buntowników w końcu taka nadchodzi – melancholijna, wdzięczna ballada Because Of You (Negative Love). Bazę utworu stanowi subtelna, nieskomplikowana, bo oscylująca wokół kilku dźwięków linia gitary i kołyszący, choć wciąż mocno męski głos. Dzięki asyście takich balladowych motywów muzycznych, jak kobiece nucenie, czy elementy fortepianowe, a nawet dzwonki, kawałek staje się klasycznym przykładem tzw. „pościelówki”.Just Like Jude to kolejny wdzięczny przykład balladowej kołysanki. Mimo mocnej pozycji dynamizujących całość perkusji i gitary kawałek czyni wrażenie dość sennego, rozleniwionego. Doskonałym zabiegiem wydaje się tutaj ponowne wprowadzenie dwugłosu. W swoich rozkołysanych, spokojnych partiach coraz bardziej podnosi się on na pięciolinii, by stać się w końcu kołysankowym, kobiecym nuceniem.Gwałtowna zmiana tonacji pojawia się w We Get Around – jest agresywnie, krzykliwie i bardzo gitarowo. Niezwykłe zrytmizowanie utworu, który wręcz galopuje, należy zawdzięczać wiodącej roli perkusji, której kroku dotrzymuje gitara. Męski wokal konsekwentnie pojawia się spóźniony o jedną nutkę, dzięki czemu kawałek nabiera punkowego, rozkapryszonego pazura. Nie bez znaczenia jest również wprowadzenie oddzielnej partii Charlotte Cooper. Słodki, wręcz dziewczęcy, choć pełen skargi głos wokalistki w zestawieniu z „poszarpaną” melodyką utworu dodatkowo uwypukla jego butę.
Black Letter to kolejna buńczuczna, dzika i wręcz rozjeżdżająca się propozycja. Bazę utworu stanowi dość prosta partia gitarowa, obudowywana instrumentami perkusyjnymi i manierycznym, kapryśnym wokalem. Rewelacją jest natomiast całkowita zmiana zarówno dynamiki toczącej zwrotki jak i samego motywu wiodącego w refrenach. Wyliczankowa konstrukcja wokalna, która poprzedza refren nieoczekiwanie skacze w wysokie rejestry stając się krzykiem, zaś instrumentarium nabiera prędkości, niejako dopingując wrzask. Wydaje się, że muzycy czerpali pełnymi garściami z niezrównanej techniki Rage Against The Machine. Podobnie został pomyślany kawałek Twisted Game – jest dziko, krzykliwie i z pazurem!
Myślę, że najnowszy krążek the Subways to doskonała muzyczna lektura zarówno dla zbuntowanych, żądnych dzikich imprez fanów serialu Skins, jak i dla tych, którzy po prostu czasem bywają naprawdę wkurzeni. Jeśli macie ochotę pokrzyczeć, potańczyć, lub porzucać przedmiotami w ścianę, ten album powstał z myślą o was! Jeśli zaś wolicie The Vampire Diaries i imprezowanie w łóżku przy herbacie i dobrej książce, kołyszące, punk-rockowe ballady mogą być przyjemnym urozmaiceniem.
