Site icon All About Music

The Neighbourhood – Hard EP (2017), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Panowie z The Neighbourhood do świadomości szerokiej publiczności wdarli się dzięki utworowi Sweater Weather. Zrobiło się o nich głośno. Świetny debiut fonograficzny, całkiem przyzwoity drugi album studyjny i bum! Po krótkiej przerwie uraczyli nas niespodziewaną epką! Czy z tego zaskoczenia wyszło coś dobrego? Przekonajmy się zatem.

The Neighbourhood to amerykański zespół, w skład którego wchodzi pięciu panów: Jesse Rutherford, Zachary Abels, Jeremy Freedman, Michael Margott oraz Brandon Fried. Muzycy na swoim koncie mają dwa albumy studyjne – I Love You z 2013 roku oraz Wiped Out! wydany dwa lata później. To właśnie na pierwszej płycie znalazł się największy hit grupy, singiel Sweater Weather. Panowie na laurach nie spoczęli, do roboty się wzięli i niespodziankę w postaci epki zrobili. Co prawda na swoim koncie na Instagramie dawali znaki, że nadchodzi coś nowego, jednak nikt nie spodziewał się, że tak szybko. 22 października 2017 roku swoją premierę zatem miał minialbum zatytułowany Hard. Składa się na niego pięć „ciekawych” brzmieniowo utworów.

Epkę rozpoczyna kompozycja Roll Call – chillowa piosenka, która idealnie pokazuje zamiłowanie panów do używania autotune’a. Efekt nie powala, kawałek ciągnie się jak flaki z olejem, a jedyne co ratuje ten utwór to te fragmenty, w których głos wokalisty został jak najmniej zniekształcony. Co ciekawe, interesującym okazał się również moment, w którym główną rolę odegrały klawisze. Im dalej w las tym bardziej uświadamiamy sobie jak mało oryginalny tudzież kreatywny jest w tym wypadku zespół The Neighbourhood. Utwór Yo Get Me So High jest swoistym przedłużeniem swojego poprzednika. Oparty na podobnym schemacie niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jedyne co trzeba przyznać, to to, że grupa podkręciła nieco tempo.




Światełkiem w tunelu są kompozycje Noise oraz 24/7. W pierwszej, refren szybko wpada w ucho, ma ten „kalifornijski” klimat, a użycie wszystkich ozdób było przemyślane, stąd efekt, który od pierwszej nuty jest bardzo na plus. Melodia jest dość niespokojna, żywsza. To samo z kompozycją 24/7, która wyróżnia się swoim szybszym tempem. Jest całkowicie inna – definitywnie ucina monotonię, która wkradła się w trakcie trwania trzech piosenek.

Epkę zamyka kawałek Sadderdaze utrzymany w klimacie jaki od początku serwował nam zespół. Delikatna gitara, spokojny ton, chill… Cudowne połączenie wielu głosów kończy utwór, a wielokrotne powtarzanie refrenu sprawia, że bez problemu zapamiętujemy tę kompozycję.



Po drobnym falstarcie w postaci dwóch mało udanych piosenek, panowie z The Neighbourhood odbili się od dna. Z niecierpliwością czekam na trzeci album studyjny, mając równocześnie nadzieje, że grupa zdecyduje się jednak na rezygnacje z niepotrzebnych „autotune’owych” urozmaiceń. Co do omawianej epki – nie jest to równy materiał, zdarzyły się potknięcia. Jednak jeśli panowie tylko chcą, to potrafią stworzyć coś niesamowitego i na epce Hard znajdziemy na to aż trzy potwierdzenia. Jak to mówią – poczekamy, zobaczymy – może akurat był to delikatny falstart przed czymś nieziemsko dobrym.

Exit mobile version